Afganistan. Prezydent uciekł z walizkami pełnymi dolarów? "Jestem w kompletnym szoku. To zdrajca"

Byliśmy blisko osiągnięcia uporządkowanego przekazania władzy talibom. Prezydent Ghani zrujnował wszystko - mówi Fatima Gailani*.

DW: Jak się Pani czuje w tej chwili?

Fatima Gailani*: Wciąż jestem w kompletnym szoku, bo byliśmy tak blisko. Byliśmy naprawdę tak blisko osiągnięcia uporządkowanego przekazania władzy [talibom]. A potem prezydent Ghani zrujnował wszystko, by ratować swoje pieniądze. Jego pośpieszna ucieczka spowodowała to, co dzieje się obecnie w Afganistanie.

Na ten temat krążą plotki - ale czy są jakieś dowody na to, że Ashraf Ghani i jego najbliżsi współpracownicy, tacy jak były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Hamdullah Mohib, rzeczywiście zabrali ze sobą walizki pełne dolarów?

Należy to zbadać. Ale dlaczego uciekali tak szybko, skoro mieli zapewnienie, że talibowie nie wkroczą do Kabulu przez dwa tygodnie? Jedyne, co chcę powiedzieć, to że ten zdrajca nie może pozostać bezkarny.

Czy naprawdę sprawiedliwe jest zrzucanie całej winy wyłącznie na Ashrafa Ghaniego?

Nikt nie może zrzucić całej winy na jedną osobę. Istnieje cały łańcuch winnych za wojnę i przemoc w Afganistanie w ciągu ostatnich czterech dekad. Ale ta ostatnia chaotyczna sytuacja, ten całkowity upadek republiki, były zdecydowanie jego winą. Zdradził swój kraj. Zdradził bardzo bliskich mu ludzi. Mógł poczekać. Mógłby on opuścić kraj w sposób uporządkowany - a przekazanie władzy odbyłoby się w sposób zorganizowany. To, co zrobił, to całkowita hańba.

Pierwszy krok polegał na tym, że od samego początku stawiał wiele przeszkód na drodze do rozmów dauhańskich - z powodu swojego ego i iluzorycznego świata, który sam sobie stworzył. A na końcu nastąpił ten "fantastyczny" akt ucieczki. Mogę mu przypisać tylko jedną zasługę: jego godną Oscara obietnicę, że zostanie do ostatniej chwili. Wszyscy mu w tym spektaklu uwierzyli.

Pani oczywiście też mu uwierzyła?

Tak. Byłam tutaj w Dausze i stopniowo informowano nas o składzie delegacji, która miała przybyć w celu uporządkowanego przekazania władzy. Miał być dr Abdullah Abdullah i były prezydent Hamid Karzai. Pierwotny plan zakładał zagwarantowanie bezpieczeństwa w trakcie przekazywania władzy oraz obecność społeczności międzynarodowej jako świadka tego procesu.

Dla nas wszystkich w zespole negocjacyjnym Republiki Islamskiej na tym etapie najważniejsza była tylko jedna rzecz: talibowie zajęli Afganistan. To jest fakt. Jak zatem możemy zapewnić pokojowe przekazanie władzy, które zagwarantuje również trwały pokój na przyszłość? Chcieliśmy, żeby wszystko poszło gładko. Ale wtedy ten człowiek po prostu uciekł.

Zobacz wideo Kayah i Super Girl & Romantic Boys w jednym secie? Męskie Granie Orkiestra zaskoczyła tak, jak tylko ona potrafi Ludzie, muzyka i przytup. Emocjonalnie wyposzczeni artyści dają z siebie wszystko

Jednakże rozmowy dauhańskie nigdy tak naprawdę nie przyniosły niczego istotnego. Czy to wszystko nie było na początku tylko gigantycznym listkiem figowym?

Nigdy się nie dowiemy. Gdybym jednak miała choćby najmniejsze wątpliwości, że nie jest to prawdziwa, uczciwa inicjatywa, nie poparłbym swoim nazwiskiem procesu dauhańskiego. Nie występowałabym jako negocjator. We wszystkim, co robiłam politycznie dla Afganistanu przez ostatnie 43 lata, mój honor zawsze był na pierwszym miejscu. Kiedy szanujesz swoje nazwisko, szanujesz swój kraj i swój naród.

Szczerze wierzyłam w rozmowy dauhańskie. Nie znaczy to, że talibowie nie byli trudni - byli trudni! Ale z naszej strony bardzo poważnie podchodziliśmy do kwestii pokoju. Nie mam co do tego wątpliwości.

Co zamierza Pani teraz zrobić? Wrócić do Kabulu?

Tak, wrócę do Kabulu. Jak wiecie, wracam do zdrowia po chorobie nowotworowej. Od 13 stycznia nie widziałam się z moim onkologiem. Teraz najpierw pojadę do Londynu, aby spotkać się z moim onkologiem i odpocząć, bo jestem bardzo wyczerpana. Ale potem wrócę do domu, gdzie mieszka mój mąż i moi dwaj bracia.

Lidl przygotowuje nowe benefity dla pracownikówLidl i Carrefour będą otwarte w niedziele. Zakaz handlu staje się fikcją

Do jakiego Afganistanu Pani wróci?

To zależy w pierwszej kolejności od talibów, a następnie od społeczności międzynarodowej. Aby zapewnić pokój, talibowie muszą postawić na pierwszym miejscu naród afgański. Jak można zapewnić pokój? Tylko poprzez prawdziwy, inkluzywny rząd. Taki rząd musi zostać utworzony pod okiem społeczności międzynarodowej, najlepiej poza Afganistanem, tak aby byli na to świadkowie. Jeżeli ambasady nie zostaną ponownie otwarte, jeżeli nie będzie wsparcia ze strony społeczności międzynarodowej, to ludzie będą głodować. A głodni ludzie z desperacji mogą zrobić wszystko.

Naprawdę nie chcę widzieć talibów patrolujących w opancerzonych samochodach i Daesh [arabskie określenie IS używane w Afganistanie] podkładających bomby. Bo będą ginąć niewinni cywile na ulicach Kabulu! To musi się skończyć. Naprawdę musimy zapomnieć, kto tu jest zwycięzcą, a kto przegranym. Jedyną rzeczą, o którą powinniśmy się dziś troszczyć, są mieszkańcy Afganistanu.

Od jedenastu miesięcy pozostaje Pan w bliskim kontakcie z talibską elitą w Dausze. Czy można im ufać? Talibowie dużo mówią o integracji i amnestii, ale jednocześnie pojawiają się wiarygodne doniesienia o aktach zemsty i okrucieństwach.

Aby w Afganistanie zapanowały prawo i porządek, potrzebujemy rządu, któremu ludzie będą mogli zaufać. Tylko zaufanie Afgańczyków może ugasić ogień, który płonie dziś w Afganistanie. Kiedy Afgańczycy będą mogli zaufać, nadejdą zmiany. Wtedy ludzie się uspokoją i będą wspierać system.

Musimy zaakceptować fakt, że talibowie zwyciężyli militarnie. Ale teraz wszyscy musimy wspólnie pracować na rzecz pokoju. Jedna strona sama nie może wygrać pokoju. Widzi pan, obaliliśmy reżim - reżim byłego Związku Radzieckiego. Ale czy przyniosło to pokój w Afganistanie? Nie, bo to było jednostronne.

Następnie, po upadku talibów, odbyła się konferencja w Bonn w Niemczech w grudniu 2001 r. Zebraliśmy się wszyscy razem (by negocjować nowy Afganistan), ale talibów tam nie było. Czy dzięki temu osiągnęliśmy pokój? Nie, wcale nie! Dlaczego mielibyśmy powtarzać to jeszcze raz? Zróbmy więc teraz to, co należy.

Czy w przyszłym Afganistanie znajdzie się miejsce dla takiej kobiety jak Pani?

Kobiety w Afganistanie nie mogą być ignorowane. My, afgańskie kobiety, wiemy, że jesteśmy muzułmankami. Znamy swoje ograniczenia. Ale znamy też nasze wolności. Afganistan nie może się rozwijać bez swoich kobiet.

Chcę być tam dla moich ludzi, ale nie mam ambicji politycznych. Zrezygnowałam z nich już dawno temu. Ale nigdy nie zrezygnuję z walki o prawa kobiet i mniejszości. Obiecuję.

Co powiedziałaby Pani w tej chwili wiceszefowi talibów, mulle Baradarowi?

Powiem dokładnie to, co już powiedziałem mu w rozmowie twarzą w twarz w Doha: Przyszłość Afganistanu musi obejmować nas wszystkich. Mężczyzn i kobiety. Wszystkie języki, wszystkie grupy etniczne. Wszystkie nurty islamu. Naszych Hindusów i naszych Sikhów. Jeśli aspirujemy do bycia prawdziwym krajem islamskim, musi to być kraj, który nasz Prorok kazał nam budować - a nie taki, który interpretujemy według własnej wizji.

Niemcy (zdjęcie ilustracyjne)Niemcy - nowe obostrzenia. Wprowadzono zasadę 3G dla niezaszczepionych

A co powiedziałaby Pani prezydentowi USA Bidenowi?

Powiedziałbym: Panie prezydencie, to co zrobił pan z Afganistanem, było bardzo, bardzo nierozważne. Choć obwiniamy Aszrafa Ghaniego - otwarcie nazywam go zdrajcą swojego kraju - chciałbym również powiedzieć panu Bidenowi, że supermocarstwo po prostu nie może zachowywać się w ten sposób.

I proszę opublikować również tę myśl: Nie chciałam, by obcy żołnierze pozostali w Afganistanie. Chciałam przede wszystkim pokoju. USA jako mocarstwo interweniujące powinno było najpierw zapewnić pokój, a dopiero potem odejść.

Kiedy opowiadaliśmy się za uporządkowanym wycofaniem obcych wojsk, nie mieliśmy na myśli tego, że żołnierze NATO powinni pozostać do końca życia. Nie! Ale USA zawarły z talibami w Dausze układ, który zawierał rozwiązanie polityczne. Gdzie jest ta polityczna ugoda? Gdzie?

*Fatima Gailani (ur. 1954 w Kabulu) - afgańska polityk i działaczka na rzecz praw kobiet. Była prezes Afgańskiego Czerwonego Półksiężyca. Brała udział jako negocjatorka w rozmowach z Talibami w Dausze.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: