"Chips Act". Unia Europejska będzie walczyć o "czipową suwerenność". Obawy przed Chinami

Unia Europejska chce zawalczyć o swą "suwerenność" również w dziedzinie czipów. Pandemia pokazała Europie ryzyko zakłóceń w dostawach z Azji. Ponadto rosną zagrożenia strategiczne.

Unia Europejska, która jeszcze przed dekadą całkowicie ufała nieskrępowanej globalizacji i wolnemu handlowi, od paru lat poszukuje sposobów, by również za pomocą publicznych pieniędzy utrzymać się w gronie liderów przemysłowych. A także chronić się przed naciskami np. ze strony Chin lub przed niezawinionymi zakłóceń w strategicznych łańcuchach dostaw.

Przykładowo, Bruksela od 2017 r. promuje badania i produkcję w Europie baterii do samochodów elektrycznych.

Szwecja. Firma stworzyła chip z paszportem covidowym do noszenia pod skórą (zdjęcie ilustracyjne)Szwedzka firma stworzyła chip z paszportem covidowym

"Dołożymy wszelkich starań, by uniknąć przyszłych wstrząsów dla gospodarki UE"

Z kolei dzisiaj (08.02.2022) Komisja Europejska ogłosiła - zakrojony na znacznie większą skalę -
"Chips Act", czyli pakiet rozwiązań, których celem jest zwiększenie rozwoju i produkcji czipów półprzewodnikowych w UE.

- Dołożymy wszelkich starań, by zabezpieczyć cały łańcuch dostaw i uniknąć przyszłych wstrząsów dla gospodarki UE podobnych do obecnego niedoboru czipów. Inwestując w przyszłe pionierskie rynki i przywracając równowagę w globalnych łańcuchach dostaw, umożliwimy utrzymanie konkurencyjności przez przemysł unijny. To będzie też tworzenie dobrych miejsc pracy - powiedział dziś Thierry Breton, komisarz UE ds. przemysłu.

Choć Francuz lubi posługiwać się - podobnie jak prezydent Emmanuel Macron - hasłami unijnej suwerenności również w odniesieniu do strategicznych branż przemysłu, w przypadku czipów owa suwerenność nie ma oznaczać samowystarczalności. Celem Brukseli jest bowiem podwojenie - do 20 proc. w 2030 roku - obecnego udziału UE w globalnym rynku czipów, czyli powrót do stanu sprzed ćwierćwiecza, gdy czipy nie miały tak ogromnego znaczenia.

Obecnie są częściami wszelkich produktów z funkcjami cyfrowymi - od smartfonów i samochodów po kluczowe rozwiązania i elementy infrastruktury wykorzystywane w opiece zdrowotnej, w sektorze energii czy komunikacji.

Zobacz wideo Ceny sprzętu elektronicznego wzrosły. Winna wyłącznie pandemia? [OKO NA ŚWIAT]

Globalny wyścig o mikroprocesory. UE nie chce zostać w tyle

Bruksela liczy na zmobilizowanie 41 mld euro publicznych pieniędzy na sfinansowanie celów "Chips Act". Ważnym punktem tej inicjatywy jest zapowiedź, że Komisja Europejska będzie zgadzać się na - zwykle zwalczaną jako zaburzenie dla wolnego rynku - pomoc publiczną (subsydia rządowe, ulgi podatkowe) przeznaczaną na rozwój technologii czipowych oraz ich produkcję na terenie UE.

- Po prostu nie możemy przegapić globalnego wyścigu o mikroprocesory. Jeśli chcemy, by cyfrowa i ekologiczna transformacja stała się w UE rzeczywistością, musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by nasz przemysł działał bez zakłóceń spowodowanych zależnością od państw trzecich i globalnymi niedoborami. Dlatego z zadowoleniem przyjmujemy "Chips Act" - mówiła we wtorek czeska europosłanka Martina Dlabajova, która pilotuje ten temat w Parlamencie Europejskim. Część pakietu "Chips Act" musi być jeszcze zatwierdzona przez europosłów i przez unijne rządy w Radzie UE.

Wywiady SroczyńskiegoKryzys chipowy. "Samochodów brak, bo globalizacja nie wytrzymała takiego ssania"

Chiny niepokoją Unię Europejską. Obawy o blokadę eksportu z Tajwanu

Obecnie około połowy wszystkich mikroprocesorów na świecie i do 95 proc. najbardziej zaawansowanych pochodzi z Tajwanu, choć - to pokazuje złożoność łańcuchów dostaw - rynek maszyn do produkcji tych czipów jednocześnie jest zdominowany przez firmy unijne. Niedobory czipów, które w ubiegłym roku uderzyły m.in. w przemysł samochodowy w Niemczech, były skutkiem odradzania się popandemiczniego popytu na świecie znacznie mocniej niż przewidzieli to producenci. Jednak mocne uzależnienie Europy od tych strategicznych produktów z Azji jest w Brukseli oceniane jako tym groźniejsze, że pogarsza się również stan bezpieczeństwa w części Azji, gdzie produkuje się czipy.

Ewentualne zagrożenie wojenne ze strony Chin albo nawet "tylko" blokada eksportu z Tajwanu byłaby teraz tragedią dla przemysłu UE. I stąd potrzeba zwiększania mocy produkcyjnych w UE. Tyle że budowa jednej nowoczesnej dużej fabryki czipów zajmuje kilka lat i pochłania około 20 mld dolarów. Ale już dziś Komisja Europejska położyła na stole wytyczne co do śledzenia wąskich gardeł w dostawach czipów oraz doraźnego, kryzysowego reagowania na ich wielkie niedobory nawet - tak stało się już w przypadku szczepionek w zeszłym roku - poprzez wprowadzenie monitoringu i limitowanie eksportu poza UE.

- Z kontrolą eksportu musimy być bardzo ostrożni, ale będziemy nimi dysponować jako środkiem ostatecznym - tłumaczyła dziś Margrethe Vestager, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej.

Kto skorzysta na "Chips Act"? Wewnętrzna rywalizacja w UE

Zapowiedź legalnych "manipulacji" rynkowych na rzecz wzmacniania przemysłu czipowego w Europie sprawia, że niektóre mniejsze państwa UE obawiają się, że zostaną ograne przez większych członków Unii. Lękają się, że stolice UE - choć Komisja Europejska powinna temu zapobiegać - będą ze sobą konkurować w taki sposób, że te z największymi budżetami krajowymi, czyli Niemcy, Francja i Włochy, przebiją inne w walce o budowę fabryk, które mogłyby zostać wybudowane i bez wsparcia UE.

Obecnie kraje UE mocno zabiegają o inwestycje Intela, który zobowiązał się do zainwestowania 20 mld dolarów w produkcję czipów w Europie, przy czym sama fabryka najprawdopodobniej trafi do Niemiec.

Twardym graczem w wyścigu o udział w inwestycjach w chipy jest też Holandia. Polska zaś była zadowolona z unijnej strategii na rzecz baterii samochodowych, a i teraz liczy na to, że uda jej się coś wygrać na polu czipów.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: