Powtórka z Funduszu Odbudowy, ale dla Ukrainy. Jest też pomysł na "wspólnotę geopolityczną"

Bruksela szykuje się na wielkie koszty odbudowy Ukrainy. Chce powiązać je z reformami, które ściśle zbliżyłyby Kijów do Unii, a może ułatwiły akcesję. I pracuje nad udrożnieniem eksportu zboża.

Komisja Europejska przedstawiła w środę (18.5.22) plany dalszego wsparcia finansowego dla Ukrainy. - Proponujemy pomoc makrofinansową w wysokości do 9 mld euro, która jest niezbędna Ukrainie na pokrycie najpilniejszych potrzeb szacowanych przez MFW na około 15 mld dolarów w tym kwartale - powiedział Paolo Gentiloni, komisarz UE ds. gospodarczych.

Chodzi o tanie i bardzo długoterminowe pożyczki UE głównie o wypłacanie pensji i emerytur, utrzymywanie otwartych szpitali i szkół oraz zapewnienie podstawowych usług publicznych. Unia od 24 lutego przekazała już 4,1 mld euro takiej pomocy makrofinansowej. A co będzie po upływie tego kwartału? - Pomoc Unii na pewno pomoże w mobilizowaniu m.in. partnerów z grupy G7 - powiedział komisarz Gentiloni.

UE chce uniezależnić się od paliw w RosjiUE ma plan na odcięcie się od gazu i ropy z Rosji

Konfiskaty rosyjskich majątków?

Jednak Bruksela już teraz przygotowuje się na koszty powojennej odbudowy Ukrainy, która przez różne ośrodki eksperckie jest obecnie szacowana na co najmniej 600 mld euro. - Musimy rozpocząć tę pracę już teraz. Naszą ideą jest pomoc Ukrainie w stworzeniu podstaw wolnego, demokratycznego i zamożnego kraju. Zakotwiczonego w europejskich wartościach, które wybrała, i wspierającego ją na jej drodze europejskiej - tłumaczył Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji.

Komisja Europejska liczy na hojność innych darczyńców z Zachodu, a ponadto pospiesznie sprawdza, czy i jak można konfiskować zamrożone w UE aktywa ludzi Putina oraz rosyjskiego banku centralnego. - Zgodnie z prawem międzynarodowym to agresor, czyli Rosja powinna płacić za zniszczenia wojenne - powiedział Dombrovskis.

Więcej wiadomości z gospodarki na stronie głównej Gazeta.pl>>>

Jednak Komisja Europejska ponadto wysunęła - wymagający jeszcze zgody 27 krajów Unii - pomysł stworzenia funduszu "RebuildUkraine", na który Bruksela czerpałaby pieniądze m.in. ze swych pożyczek zaciąganych na rynkach finansowych pod wspólne gwarancje UE. I który poprzez dotacje oraz tanie pożyczki wspierałby powojenną odbudowę Ukrainy. A zatem pod względem finansowym to byłaby konstrukcja bardzo podobna - zarówno co do źródeł pieniędzy, jak i wydatkowania - do Funduszu Odbudowy wartego 750 mld euro (w dotacjach i pożyczkach) i stworzonego w 2020 roku.

Zobacz wideo Deszczycia: Przywódcy państw mających powiązania z Rosją nie chcą szybko zerwać tych więzi

Ukraina w "europejskiej wspólnocie geopolitycznej"?

Wypłaty na powojenne programy "RebuildUkraine" miałby być powiązanie z wdrażaniem reform, które ściśle wiązałyby Ukrainę z Unią. - Ten plan powinien obejmować kluczowe reformy w takich dziedzinach, jak przeciwdziałanie korupcji, potencjał administracyjny, praworządność i niezawisłość sądownictwa. Powinien on być mocno zakorzeniony w zielonej i cyfrowej transformacji oraz w podstawowych wartościach europejskich - tłumaczyła w środę Ursula von der Leyen. To w istocie oznaczałoby - choć na razie nikt nie mówi tego głośno w Brukseli - szansę na przyspieszone spełnienia wymogów akcesji do UE.

- Im więcej włożymy w "RebuildUkraine" i z im twardszymi warunkami reform powiążemy wypłaty, tym bardziej to będzie zbliżać Kijów do wejścia do Unii - przekonuje jeden z zachodnich dyplomatów w Brukseli.

Piotr MullerRzecznik rządu Piotr Muller: Wypłata środków z KPO możliwa we wrześniu

Jednak przyszłe rozszerzenie Unii o Ukrainie czy nawet "tylko" przyznanie jej statusu kraju kandydackiego już na czerwcowym szczycie UE pozostaje bardzo sporne i niepewne. Charles Michel, szef Rady Europejskiej, podjął niedawny pomysł Emmanuela Macrona na "europejską wspólnotę polityczną" (Michel nazwał ją "wspólnotą geopolityczną"), o której chce rozmawiać na czerwcowym szczycie. Zarówno Francuzi, jaki i Michel zapewniają, że owa "wspólnota" nie oznacza permanentnego zamknięcia Bałkanów Zachodnich albo Ukrainy w unijnym przedpokoju. - Chcę powiedzieć bardzo wyraźnie, że ta inicjatywa w żaden sposób nie ma na celu zastąpienia rozszerzenia. Moim celem nie jest znalezienie wymówki, by się ociągać z rozszerzaniem Unii - przekonywał dziś Michel.

Prezydent Macron twardo - lecz zgodnie z prognozami sporej części ekspertów - ostrzega, że proces akcesyjny Ukrainy może zająć nawet kilkadziesiąt lat. Ale nowością "europejskiej wspólnoty (geo)politycznej" miałaby być "stopniowa integracja". - Obecnie proces rozszerzenia jest grą o sumie zerowej. To jest wszystko albo nic. Natomiast w ramach "wspólnoty" dany kraj w miarę przyjmowania dorobku prawnego UE mógłby być stopniowo włączany w działania UE na przykład w niektórych sektorach rynku wewnętrznego lub na wspólnym rynku energii - tłumaczył w środę Michel. W zamyśle Macrona takie ścisłe, lecz niepełne powiązanie "wspólnoty (geo) politycznej" z Unią ma być też ofertą dla Brytyjczyków, którzy nie chcą wracać do UE.

Przedstawiciele krajów "europejskiej wspólnoty geopolitycznej" mieliby - jak postulował w środę Michel - dość regularnie uczestniczyć w posiedzeniach ministrów i przywódców krajów UE.

Co z ukraińskim zbożem

- Podczas mej wizyty w Odessie widziałem miliony ton pszenicy i innych zbóż zablokowanych w silosach i kontenerach z powodu rosyjskich okrętów wojennych na Morzu Czarnym. To właśnie rosyjski agresor ponosi wyłączną odpowiedzialność za nadchodzące klęski głodu. Również w tym przypadku musimy działać, aby zapobiec temu poważnemu zagrożeniu - wzywał w środę Charles Michel.

Do wojny Ukraina prawie całość eksportu zboża wysyłała przez swe porty na Morzu Czarnym. Obecnie w tym celu może korzystać tylko ze swych dwóch małych portów na Dunaju, gdzie ładunki są umieszczane na statkach, które mogą płynąć w górę rzeki do innych krajów europejskich lub w dół w kierunku Morza Czarnego przez inne porty. Pierwszy ładunek ukraińskiej kukurydzy, który został wyeksportowany przez Morze Czarne od czasu inwazji, opuścił w zeszłym tygodniu rumuński port Konstanca. Jednak ta trasa ma bardzo małą dodatkową przepustowość do udostępnienia przez Ukrainę, więc Bruksela przede wszystkim stara się teraz wspierać - zwłaszcza przed tegorocznymi żniwami pszenicy - szybkie udrożnienie trasy eksportowej przez Polskę i Litwę.

Problemem z dojazdem do portów w Polsce jest różny rozstaw torów kolejowych (Litwa ma rozstaw jak Ukraina, ale jeśli pociąg ma omijać Białoruś i jechać przez Polskę to tylko podwaja problem). Komisja Europejska w zeszłym tygodniu rozpoczęła koordynację pomocy Ukrainie, by udostępnić jej dodatkowe wagony dostosowane do przestawiania podwozia oraz barki do transportu po Dunaju. Ponadto Bruksela zamierza inwestować w rozbudowę kolejowych stacji przeładunkowych na granicy polsko-ukraińskiej, ale to nie pomoże z kryzysem w najbliższych tygodniach.

Już teraz załadunek unijnych wagonów o standardowej szerokości toru może odbywać się po obu stronach granicy, a wagony dostosowane do odmiennych szerokości torów w niektórych miejscach mogą wjeżdżać na terytorium Ukrainy (nawet do 60 km) i odwrotnie. Ale ich właściciele niechętnie zezwalają na wjazd swojego taboru do Ukrainy z obaw o straty wskutek działań wojennych. Dlatego Komisja Europejska rozważa pomoc Kijowowi w kosztach dodatkowych gwarancji ubezpieczeniowych dla pociągów ze zbożem.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: