Od trzech lat zdemontowany z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) zespół akumulatorowy krąży wokół Ziemi i wkrótce wejdzie w atmosferę. Już w piątek (8.03.2024) niektóre części obiektu mogą przetrwać kontakt z atmosferą ziemską i spaść na powierzchnię planety – wynika ze wstępnych analiz niemieckiego Centrum Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (DLR).
Przed wejściem w atmosferę ziemską ważący ponad 2,6 tony obiekt wielkości samochodu kilka razy miał przelecieć nad terytorium Niemiec. Z tego powodu wysokonakładowy dziennik "Bild" podniósł alarm, że "deszcz odłamków kosmicznych" może spaść na Niemcy. Publikuje nawet mapkę, ukazującą "korytarze" lotu obiektu i potencjalnie zagrożony obszar: pas o szerokości 35 km sięgający od Zagłębia Ruhry na zachodzie aż po miasto Cottbus przy granicy z Polską.
Jednak zarówno DLR, jak i niemieckie Ministerstwo Gospodarki i Ochrony Klimatu uspokaja: to, że odłamki obiektu spadną na terytorium Niemiec nie jest prawdopodobne. Najnowsze obliczenia wskazują, że obiekt wejdzie w atmosferę ziemską nad północną częścią Ameryki Północnej. Szacunki te mogą jednak jeszcze ulec zmianie – zastrzeżono.
Jeżeli pojawiłyby się wskazówki, że uderzenie nastąpi na terytorium Niemiec, to "uruchomione zostaną istniejące mechanizmy reakcji kryzysowej państwa i krajów związkowych, aby odpowiednio zareagować na potencjalne zagrożenie" – poinformował resort gospodarki i ochrony klimatu. I podkreśliło, że taki scenariusz "jest więcej niż nieprawdopodobny". "Mimo to obiekt jest uważnie obserwowany" – podano.
To, że odpady kosmiczne wchodzą w atmosferę ziemską i tam się spalają, jest powszechną procedurą. Kilka tygodni temu w ten sposób planowanemu zniszczeniu uległ europejski satelita ERS-2, który został wystrzelony prawie 30 lat temu. Od czasu do czasu zdarza się, że mniejsze kawałki kosmicznego złomu docierają do Ziemi. (DPA/ widz)
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle