Mocne uderzenie. Chiny zaskoczone ciosem z Europy. Oberwą też kierowcy

Unia Europejska mówi "dość" subsydiowanym chińskim samochodom elektrycznym importowanym do Europy. Bruksela zamierza wprowadzić cła na takie pojazdy jeszcze przed zakończeniem antysubsydyjnego postępowania KE. To nie wszystko.
Port w Hamburgu.
Fot. REUTERS/Fabian Bimmer

Wszystkie samochody elektryczne z Chin, które trafią na teren Unii Europejskiej od 7 marca 2024 r., mogą zostać dotknięte karnymi cłami antysubsydyjnymi. UE rozpocznie już od teraz rejestrowanie celne importu elektryków z Państwa Środka - donosi Reuters. Komisja Europejska w opublikowanym we wtorek dokumencie stwierdziła m.in., że ma wystarczające dowody wskazujące, że chińskie pojazdy elektryczne są subsydiowane i że ich import wzrósł o 14 proc. rok do roku od formalnego wszczęcia dochodzenia w tej sprawie w październiku.

Zobacz wideo Bartłomiej Derski: Ceny baterii samochodowych w ciągu dekady obniżyły się o 80 procent

"Żeby móc wykorzystać rejestrację do nałożenia definitywnych ceł wstecz, UE musi nałożyć wcześniej cła tymczasowe  - pisała m.in. we wtorek na platformie X Justyna Sopińska z portalu mlexmarketinsight.com. Inaczej mówiąc, jeśli KE uzna, że chińskie auta naruszyły zasady konkurencji, to Bruksela będzie mogła nałożyć na pojazdy, które trafiły na unijny rynek od 7 marca, cła wsteczne. Ostateczny werdykt w tej sprawie ma zostać wydany w listopadzie, ale już w lipcu KE może nałożyć tymczasowe cła właśnie z mocą wsteczną. 

Chińczycy rozczarowani decyzją Komisji Europejskiej

Komisja Europejska stwierdziła, że unijni producenci mogliby ponieść szkodę, którą trudno byłoby naprawić, gdyby chiński import elektryków utrzymywał się w takim tempie jak dotychczas. Chińska Izba Handlowa przy UE wyraziła rozczarowanie tym posunięciem oraz dodała, że gwałtowny wzrost importu odzwierciedla po prostu rosnący popyt w Europie na pojazdy elektryczne.

W Unii Europejskiej rośnie poczucie, że ta walka o elektryki i sektor automotive musi zostać z Chinami stoczona. To jest wynik lobbingu części europejskich producentów, głównie francuskich i włoskich i ma na celu uratowanie europejskiego sektora samochodowego

- mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. - W obszarze samochodów elektrycznych Chińczycy mają bardzo duże przewagi. Częściowo technologiczne, bo zaczęli rozwijać tę branżę bardzo wcześnie, ale również, i to jest przedmiotem tego postępowania unijnego, mają przewagi wynikające z subsydiów.

Te subsydia są ewidentne, przechodzą do chińskich producentów na wielu poziomach i sprawiają, że chińskie samochody elektryczne są znacznie tańsze niż europejskie i tańsze niż ich realne koszty produkcji

- dodaje ekspert. 

Ekspert: Ceny chińskich elektryków pójdą w górę. Pytanie, o ile?

Jego zdaniem przy ocenie tego typu wojen celnych trzeba brać dwa czynniki: interes konsumencki, krótkofalowy oraz ten długofalowy, związany z kondycją gospodarczą całej Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to jedno jest pewne: kierowcy będą płacić więcej. Jakub Jakóbowski podkreśla, że siłą rzeczy po decyzji KE ceny importowanych chińskich samochodów elektrycznych wzrosną. - Nie wiemy jeszcze, o ile procent. Zapewne o co najmniej zrównujący cła, które Chińczycy nakładają na europejskie samochody - ocenia.

Długofalowy czynnik, związany z kondycją gospodarczą całej Unii, dotyczy także tego, "czy uratujemy miejsca pracy, które związane są z sektorem samochodowym". - To jest potężny sektor, który odpowiada za dużą część wartości dodanej europejskiego przemysłu. Również w Polsce, zarówno poprzez inwestorów zagranicznych, jak i polskich poddostawców w łańcuchach dostaw europejskich - przypomina Jakóbowski. 

Komisja Europejska, cła i cios w Teslę oraz Dacię 

Wicedyrektor OSW dodaje także, że decyzja Komisji Europejskiej może uderzyć również w zachodnich producentów aut elektrycznych, którzy ulokowali się w Chinach. "Każdy elektryk z Chin importowany do UE musi zostać zarejestrowany. Jak UE nałoży karne cła antysubsydyjne (ma jeszcze kilka miesięcy), zaocznie uderzą we wszystkie już kupione. Bruksela nie bierze jeńców - to nie tylko BYD czy Nio, ale i Tesle czy Dacie z Chin" - napisał ekspert na platformie X.

- Kiedy mówi się o imporcie samochodów elektrycznych z Chin, to na myśl przychodzi BYD, Zeekr, Nio, czy Xpeng, marki które dzisiaj niewiele mówią, ale sądzę, że będą mówiły bardzo dużo niedługo zwykłym konsumentom. A to nie jest całość i nawet większość dzisiaj samochodów elektrycznych importowanych z Chin. Obok tego mamy duży i drugi potok importowy zachodnich firm, które lokują produkcję w Chinach, a potem sprzedają ją w Europie. I korzystają po części z tego elektromobilnego chińskiego ekosystemu, który jest bardzo rozwinięty, jak i pośrednio często z subsydiów - mówi Jakóbowski. 

Ekspert wskazuje w tym przypadku np. na Teslę, która ze swoich gigafabryk Szanghaju wysyła samochody elektryczne do Europy. - Tak samo koncern Renault produkuje i chce rozwijać produkcję wybranych modeli Dacii również w Chinach. To jest taka strategia, która ma zwiększać konkurencyjność kosztową zachodnich producentów, bo korzystają z tego chińskiego ekosystemu. To, że duzi międzynarodowi producenci przenoszą produkcję do Chin, by zwiększać swoje zyski, to moim zdaniem bardzo negatywny scenariusz z naszego punktu widzenia. Bo może oznaczać, że np. fabryki z Europy Środkowej również będą się tam przenosić - stwierdził wicedyrektor OSW. 

Więcej o: