Wszystkie samochody elektryczne z Chin, które trafią na teren Unii Europejskiej od 7 marca 2024 r., mogą zostać dotknięte karnymi cłami antysubsydyjnymi. UE rozpocznie już od teraz rejestrowanie celne importu elektryków z Państwa Środka - donosi Reuters. Komisja Europejska w opublikowanym we wtorek dokumencie stwierdziła m.in., że ma wystarczające dowody wskazujące, że chińskie pojazdy elektryczne są subsydiowane i że ich import wzrósł o 14 proc. rok do roku od formalnego wszczęcia dochodzenia w tej sprawie w październiku.
"Żeby móc wykorzystać rejestrację do nałożenia definitywnych ceł wstecz, UE musi nałożyć wcześniej cła tymczasowe - pisała m.in. we wtorek na platformie X Justyna Sopińska z portalu mlexmarketinsight.com. Inaczej mówiąc, jeśli KE uzna, że chińskie auta naruszyły zasady konkurencji, to Bruksela będzie mogła nałożyć na pojazdy, które trafiły na unijny rynek od 7 marca, cła wsteczne. Ostateczny werdykt w tej sprawie ma zostać wydany w listopadzie, ale już w lipcu KE może nałożyć tymczasowe cła właśnie z mocą wsteczną.
Komisja Europejska stwierdziła, że unijni producenci mogliby ponieść szkodę, którą trudno byłoby naprawić, gdyby chiński import elektryków utrzymywał się w takim tempie jak dotychczas. Chińska Izba Handlowa przy UE wyraziła rozczarowanie tym posunięciem oraz dodała, że gwałtowny wzrost importu odzwierciedla po prostu rosnący popyt w Europie na pojazdy elektryczne.
W Unii Europejskiej rośnie poczucie, że ta walka o elektryki i sektor automotive musi zostać z Chinami stoczona. To jest wynik lobbingu części europejskich producentów, głównie francuskich i włoskich i ma na celu uratowanie europejskiego sektora samochodowego
- mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. - W obszarze samochodów elektrycznych Chińczycy mają bardzo duże przewagi. Częściowo technologiczne, bo zaczęli rozwijać tę branżę bardzo wcześnie, ale również, i to jest przedmiotem tego postępowania unijnego, mają przewagi wynikające z subsydiów.
Te subsydia są ewidentne, przechodzą do chińskich producentów na wielu poziomach i sprawiają, że chińskie samochody elektryczne są znacznie tańsze niż europejskie i tańsze niż ich realne koszty produkcji
- dodaje ekspert.
Jego zdaniem przy ocenie tego typu wojen celnych trzeba brać dwa czynniki: interes konsumencki, krótkofalowy oraz ten długofalowy, związany z kondycją gospodarczą całej Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to jedno jest pewne: kierowcy będą płacić więcej. Jakub Jakóbowski podkreśla, że siłą rzeczy po decyzji KE ceny importowanych chińskich samochodów elektrycznych wzrosną. - Nie wiemy jeszcze, o ile procent. Zapewne o co najmniej zrównujący cła, które Chińczycy nakładają na europejskie samochody - ocenia.
Długofalowy czynnik, związany z kondycją gospodarczą całej Unii, dotyczy także tego, "czy uratujemy miejsca pracy, które związane są z sektorem samochodowym". - To jest potężny sektor, który odpowiada za dużą część wartości dodanej europejskiego przemysłu. Również w Polsce, zarówno poprzez inwestorów zagranicznych, jak i polskich poddostawców w łańcuchach dostaw europejskich - przypomina Jakóbowski.
Wicedyrektor OSW dodaje także, że decyzja Komisji Europejskiej może uderzyć również w zachodnich producentów aut elektrycznych, którzy ulokowali się w Chinach. "Każdy elektryk z Chin importowany do UE musi zostać zarejestrowany. Jak UE nałoży karne cła antysubsydyjne (ma jeszcze kilka miesięcy), zaocznie uderzą we wszystkie już kupione. Bruksela nie bierze jeńców - to nie tylko BYD czy Nio, ale i Tesle czy Dacie z Chin" - napisał ekspert na platformie X.
- Kiedy mówi się o imporcie samochodów elektrycznych z Chin, to na myśl przychodzi BYD, Zeekr, Nio, czy Xpeng, marki które dzisiaj niewiele mówią, ale sądzę, że będą mówiły bardzo dużo niedługo zwykłym konsumentom. A to nie jest całość i nawet większość dzisiaj samochodów elektrycznych importowanych z Chin. Obok tego mamy duży i drugi potok importowy zachodnich firm, które lokują produkcję w Chinach, a potem sprzedają ją w Europie. I korzystają po części z tego elektromobilnego chińskiego ekosystemu, który jest bardzo rozwinięty, jak i pośrednio często z subsydiów - mówi Jakóbowski.
Ekspert wskazuje w tym przypadku np. na Teslę, która ze swoich gigafabryk Szanghaju wysyła samochody elektryczne do Europy. - Tak samo koncern Renault produkuje i chce rozwijać produkcję wybranych modeli Dacii również w Chinach. To jest taka strategia, która ma zwiększać konkurencyjność kosztową zachodnich producentów, bo korzystają z tego chińskiego ekosystemu. To, że duzi międzynarodowi producenci przenoszą produkcję do Chin, by zwiększać swoje zyski, to moim zdaniem bardzo negatywny scenariusz z naszego punktu widzenia. Bo może oznaczać, że np. fabryki z Europy Środkowej również będą się tam przenosić - stwierdził wicedyrektor OSW.