Niemcy. Kluczowe wybory w landzie graniczącym z Polską. "To był pościg, jakiego nie widzieliśmy"

Według pierwszych prognoz socjaldemokracja (SPD) nieznacznie wygrała wybory do parlamentu regionalnego Brandenburgii, zdobywając blisko 31 proc. głosów.
Niemcy. Wybory lokalne w Brandenburgii, lokal wyborczy w Lubben, 22 września 2024 r.
Fot. REUTERS/Liesa Johannssen

Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD), rządząca Brandenburgią od 1990 roku, pozostanie pierwszą siłą polityczną w graniczącej z Polską wschodnioniemieckiej Brandenburgii. W niedzielnych wyborach do parlamentu regionalnego (landtagu) uzyskała ona – według prognoz publicznych nadawców ARD i ZDF – od 30,7 proc. do 31,3 proc. głosów. 

Zobacz wideo Kiedy ożywienie na rynku pracy? "Możemy się spodziewać małego boomu rekrutacyjnego"

Jednak niewiele mniej, bo 29,5 proc. zdobyła skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD). Zapewne nie będzie miała mniejszości blokującej w landtagu.  

Bastion SPD

Socjaldemokraci rządzą obecnie w Poczdamie w koalicji z chadecją i Zielonymi. Według pierwszych prognoz chadecka CDU uzyskała w niedzielę najgorszy w historii wynik – 12,1 proc. głosów i jest za debiutującą w tych wyborach lewicowo-populistyczną partią Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW), która zdobyła 13,3 proc. Zieloni są tuż pod progiem wyborczym (4,2 proc.). Partia Lewicy uzyskała 3 proc., a BVB/Wolni Wyborcy 2,5 proc. Jednak dzięki tzw. podstawowej klauzuli mandatowej ugrupowania te mogą również wejść do parlamentu landu, jeśli zdobędą co najmniej jeden mandat bezpośredni.

Niemcy i wybory. Pogoń za skrajną prawicą 

AfD aż do dnia wyborów nieznacznie prowadziła w sondażach. Popularny premier Dietmar Woidke przed wyborami postawił wszystko na jedną kartę i ogłosił, że jeśli jego partia przegra z AfD, to odejdzie na emeryturę. – To był pościg, jakiego nigdy nie widzieliśmy w historii naszego landu – powiedział Woidke podczas wieczoru wyborczego SPD. – Naszym celem od początku było to, by nasz land nie nosił wielkiego brunatnego stempla – dodał.  

Wybory we wschodnioniemieckim landzie były też bacznie obserwowane na szczeblu federalnym. Mogły bowiem zaważyć na politycznej przyszłości socjaldemokratycznego kanclerza Niemiec Olafa Scholza przed wyborami do Bundestagu w 2025 roku.

AfD: wschód należy do nas

Przewodniczący AfD Tino Chrupalla ocenił, że jego partia uzyskała w Brandenburgii "bardzo mocny, świetny wynik" i w przyszłości nie będzie już mogła być pomijana przez pozostałe siły.  Przyznał, że nie udało się zrealizować celu, jakim było wysłanie Dietmara Woidke "na emeryturę", niemniej jednak AfD poczyniła postępy. Także współprzewodnicząca AfD Alice Weidel nie kryje zadowolenia z wyniku AfD w Brandenburgii. Oceniła, że jej partia jest "zwycięzcą wieczoru" i pozostaje najmocniejszą siłą na wschodzie Niemiec.

Wstępne prognozy podziału mandatów w landtagu wskazywały, że SPD będzie mogła nadal rządzić wspólnie z chadekami oraz być może z Zielonymi, jeżeli ci ostatni wejdą do parlamentu regionalnego. Wszystkie główne ugrupowania wykluczają współpracę z AfD. 

Uprawnionych do głosowania w wyborach w Brandenburgii było 2,1 miliona osób, w tym około stu tysięcy wyborców głosujących po raz pierwszy. Według publicznych nadawców ARD i ZDF frekwencja wyborcza wyniosła od 73 do 74 procent i była najwyższa w historii.

DPA/ widz


Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: