Niemiecka gospodarka w tarapatach. Znów stają się chorym człowiekiem Europy. "Obsesyjny strach"

Kacper Kolibabski
Niemiecka gospodarka kurczy się jako jedna z niewielu w Unii Europejskiej. Niemcy obsesyjnie obawiają się deficytu, mają problemy z cenami energii, a do tego dochodzi zacofanie w kwestiach technologicznych. Co gorsza, to wszystko rzutuje na UE, próbującej rękoma Mario Draghiego zerwać niemiecki plaster, którym jest naznaczona.
Protest pracowników Volkswagena
Fot. REUTERS/Moritz Frankenberg

Niemiecka gospodarka jest w kiepskim stanie, co potwierdzają już nie tylko kolejne dane. Volkswagen będący motorem napędowym naszych zachodnich sąsiadów chce zamknąć dwie fabryki, co będzie pierwszą taką sytuacją w historii. Do tego brak inwestycji sprawił, że jest problem z niemiecką infrastrukturą - w Dreźnie właśnie zawalił się most, a wiele bliźniaczych konstrukcji jest w podobnym, opłakanym stanie. Most w Hamburgu został już zamknięty dla ciężarówek. 

Zobacz wideo Niemiecka lewica ma komunistyczne korzenie

To teraz trochę danych. W pierwszej połowie roku liczba upadłości firm w Niemczech wzrosła o prawie jedną czwartą. Sądy grodzkie zgłosiły w tym czasie 10 702 upadłości przedsiębiorstw - podał w środę (11.09.2024) Federalny Urząd Statystyczny. Roszczenia wierzycieli sięgnęły 32,4 mld euro, rok wcześniej było to "ledwie" 13,9 mld euro. Spada też produkcja w Niemczech. W całym roku skurczyła się o 5,3 proc. Kryzys dotyka szczególnie koło zamachowe niemieckiej gospodarki, tj. produkcję samochodową, która w  samym tylko lipcu była 8,1 proc. na minusie w ujęciu miesięcznym. W przypadku sprzętu elektrycznego i wyrobów metalowych spadki wyniosły odpowiednio 7,0 i 3,8 proc.

Największa gospodarka Wspólnoty znalazła się w niechlubnym gronie sześciu państw, w których PKB w zeszłym kwartale zmalało. Gospodarka skurczyła się w Niemczech o 0,1 proc. Niewiele, ale jednak. Na razie po cichu, ale wraca określenie Niemiec jako "chorego człowieka Europy" (jak określił kraj w 1998 roku Holger Schmieding w "The Economist"). Co jest powodem słabości niemieckiej gospodarki? 

Problemy niemieckiej gospodarki. Co jest problemem naszych sąsiadów?

Niemiecka gospodarka ma szereg różnych problemów, które rzutują również na Unię Europejską. Ekonomista mBanku, Arkadiusz Balcerowski wymienia dla Next.Gazeta.pl najważniejsze wśród nich, czyli:

  • wysokie ceny energii wynikające z dotychczasowego uzależnienia od rosyjskiego gazu,
  • nadmierna biurokracja (długi czas oczekiwania na wydanie pozwoleń związanych z budową choćby farm wiatrowych),
  • zacofanie cyfrowe, co widoczne jest w usługach publicznych, gdzie dostępność takiej formy jest znacznie niższa niż średnia w UE,
  • zbyt niski poziom inwestycji publicznych, co ma związek z obsesyjnym strachem przed deficytem budżetowym.

Arkadiusz Balcerowski zauważa, że wymienione czynniki ciążą na produktywności pracy nie tylko w Niemczech, ale w całej strefie euro. Mimo dekad uzależnienia polskiej gospodarki od niemieckiej tym razem kryzys za naszą zachodnią granicą nie jest aż tak odczuwalny nad Wisłą. 

"Wpływ wspomnianych elementów na Polskę był do tej pory dość ograniczony, a skupiał się raczej na bardziej cyklicznych aspektach (słabość popytu zagranicznego w wyniku wysokich stóp procentowych). Produktywność pracy w Polsce rośnie bardzo szybko, co przekłada się na istotną poprawę standardów życia w ostatnich kilku dekadach. Z tego punktu widzenia Polska wyróżnia się bardzo pozytywnie" - wyjaśnia Balcerowski. 

Bardziej negatywny wpływ kondycji niemieckiej gospodarki odczuwany jest najpewniej w branżach z wysokim udziałem sprzedaży eksportowej. Niemniej i tutaj firmy kontynuują dywersyfikację geograficzną

- mówi ekonomista. 

Trzeba zerwać z niemieckim strachem przed deficytem. Unia Europejska musi sporo inwestować

Balcerowski zauważa, że jeśli Europa chce uniknąć dalszej utraty konkurencyjności względem USA i Chin, to powyższe punkty muszą zostać zaadresowane. I zwraca uwagę na raport Mario Draghiego, byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego. Bankier podkreśla w nim, że Europa, aby nadążyć, musi inwestować rokrocznie dodatkowe 750-800 mld euro (ok. 4,5 proc. PKB). Balcerowski porównał to z inwestycjami z planu Marshalla, które były na poziomie 1-2 proc. PKB. 

Bez znacznych inwestycji nie podniesiemy produktywności, a potencjał gospodarki nie wzrośnie. W efekcie ugrzęźniemy w środowisku niskiej R* i niskiej inflacji. W mojej szczerej opinii UE w końcu przełamie impas, a to będzie mieć wpływ na obraz makro w kolejnych 10-15 latach

- pisze Balcerowski na X. 

Raport Draghiego liczy 400 stron i został opracowany na zlecenie Komisji Europejskiej. Jego zdaniem, jeśli nie zostanie wdrożony kosztowny plan inwestycyjny, to Europę czeka "powolna agonia". - Czy trzeba wyemitować bezpieczne wspólne aktywa? Tak. Istnieje potrzeba wspólnego finansowania - mówił Mario Draghi podczas prezentacji raportu w Brukseli

Kacper Kolibabski
Więcej o: