Od początku wojny USA i Izraela z Iranem ceny paliw w Niemczech poszły mocno w górę. Grupa zadaniowa koalicji chadeków i socjaldemokratów zażądała od koncernów paliwowych wyjaśnienia powodów, dlaczego ceny na stacjach benzynowych są wyraźnie wyższe niż w większości krajów sąsiednich.
W poniedziałek, 16 marca, w Berlinie doszło do spotkania z udziałem m.in. szefów koncernów Shell i BP na Niemcy, przedstawicieli organizacji branżowych, urzędu antymopolowego, organizacji ochrony konsumentów i automobilklubu ADAC. Jak donoszą niemieckie media, wyjaśnienia branży nie zadowoliły jednak polityków, zaś firmy ostrzegają przed ingerowaniem w rynek i mówią o groźbie niedoborów paliwa.
Współprzewodniczący grupy zadaniowej, polityk chadecji Sepp Mueller zarzucił firmom paliwowym windowanie cen. - Giganci naftowi dają konsumentom i małym firmom odpowiedzi, które są jak policzek. Ich groźby o niedoborach? To czysty szantaż. Nie damy się zastraszyć. Rynek jest wadliwy i właśnie dlatego teraz podejmujemy zdecydowane działania. Koniec z chciwością kosztem obywateli. Nikt nie powinien wątpić w determinację naszej koalicji - powiedział dziennikowi "Bild".
Również polityk koalicyjnej SPD Armand Zorn nie ukrywa złości na koncerny. - Groźby ze strony branży naftowej są nie do przyjęcia. W Niemczech nie mamy problemu z dostawami, tylko wyraźny problem z cenami. W żadnym innym kraju europejskim nie osiągnięto w czasie kryzysu tak wysokich zysków kosztem konsumentów - ocenił w rozmowie z "Bildem".
Według gazety podczas spotkania w Berlinie dyrektor generalny Stowarzyszenia Przemysłu Paliwowego i Energetycznego Christian Kuechen zagroził niedoborami benzyny i oleju napędowego, jeśli rząd zaostrzy prawo antymonopolowe. Politycy koalicji jednak "dali jasno do zrozumienia, że rząd nie ulegnie groźbom koncernów naftowych. Wręcz przeciwnie. W koalicyjnym rządzie CDU/CSU i SPD już dyskutuje się nad nowymi środkami wymierzonymi w koncerny" - napisał w czwartek "Bild".
Zorn zapowiada: - Będziemy teraz bardzo uważnie obserwować zmiany cen i konsekwentnie pilnować koncernów. Jeśli naciąganie klientów będzie trwało, podejmiemy dalsze kroki. Obejmuje to też wprowadzenie podatku od nadzwyczajnych zysków, żeby odebrać nieuzasadnione zyski i zwrócić je.
Według informacji tygodnika "Der Spiegel" minister finansów Lars Klingbeil z SPD postanowił przeanalizować możliwość wprowadzenia podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów naftowych, osiągniętych w czasie kryzysu. "Obecnie jego urzędnicy w Ministerstwie Finansów obliczają wysokość takiej opłaty wraz z innymi podobnymi środkami" - pisze "Spiegel". Dodaje, że niemiecki minister liczy na odpowiednie rozporządzenie Komisji Europejskiej, która mogłaby zaproponować rozwiązanie obowiązujące we wszystkich 27 państwach UE. Wpływy z podatku miałyby zostać przeznaczone na podniesienie ryczałtu dla osób dojeżdżających do pracy.
Z obliczeń biura badawczo-doradczego Energycomment, przeprowadzonych na zlecenie organizacji ekologicznej Greenpeace, wynika, że w pierwszych dwóch tygodniach marca koncerny naftowe miały zarobić dodatkowo około 21 milionów euro dziennie dzięki zwiększeniu marż.
Niemiecki rząd ogłosił, że stacje benzynowe będą mogły podnosić ceny paliw raz dziennie - o 12:00. W czwartek ustawą w tej sprawie zajmie się Bundestag. W przyszłości operatorzy stacji będą też musieli wyjaśniać Urzędowi Antymonopolowego, dlaczego podnoszą ceny.
Firmy paliwowe odrzucają oskarżenia o "naciąganie" klientów. Jak oświadczył prezes organizacji branżowej Christian Kuechen po poniedziałkowym spotkaniu, marże nie zmieniły się od początku wojny z Iranem. Koncerny wskazują też, że ponad połowa cen paliw przypada na podatki i opłaty.
Gwałtowny wzrost cen ropy naftowej po rozpoczęciu wojny z Iranem odbił się na cenach paliw. Według automobilklubu ADAC 17 marca średnia cena oleju napędowego w Niemczech wynosiła 2,162 euro za litr, zaś cena benzyny Super E10 - 2,042 euro za litr.