Dziecko leży na brzuszku i śpi, z rozłożonymi, rozluźnionymi rączkami i nóżkami. To wzruszające zdjęcie zostało opublikowane przez influencerów na Instagramie. W ramach zjawiska „family influencingu" rodzice dzielą się publicznie emocjonalnymi i intymnymi chwilami z życia swoich dzieci. Dzięki temu przyciągają dużą uwagę, zbierają lajki i zyskują obserwujących. Ale czy te zdjęcia są dobre dla dziecka?
Dostępne w sieci wizerunki małoletnich są kopiowane, edytowane i manipulowane, umieszczane w innym kontekście, wykorzystywane do nękania oraz komentowane w sposób o charakterze seksualnym. Nawet w przypadku wspomnianego śpiącego dziecka pojawiły się takie komentarze – przykład ten został odnotowany w najnowszym raporcie rocznym Jugendschutz.net, niemieckiej organizacji wspieranej przez państwo, zajmującej się ochroną dzieci i młodzieży w internecie.
Raport pokazuje, że młodzi ludzie w sieci nadal nie są wystarczająco chronieni przed seksualizacją, nienawiścią i przemocą. W 2025 roku organizacja Jugendschutz.net odnotowała ponad 15 tys. takich przypadków. – To tylko wierzchołek góry lodowej – powiedział Stefan Glaser, szef centrum kompetencyjnego, które wspólnie utworzyły niemieckie władze federalne i kraje związkowe.
Organizacja przyjmuje zgłoszenia online dotyczące naruszeń przepisów o ochronie młodzieży, a także sama prowadzi poszukiwania w sieci. W przypadku stwierdzenia naruszeń dostawcy platform, tacy jak TikTok, YouTube, Instagram, Snapchat, Discord czy WhatsApp, są wzywani do wyjaśnienia sprawy, a do akcji wkraczają też organy ścigania.
Czytaj też: Lotniska się korkują. Kolejki trwają dłużej niż lot. Można nie zdążyć na samolot
Według Glasera 93 procent wszystkich przypadków zarejestrowanych w 2025 roku dotyczyło przemocy seksualnej – głównie pornografii dziecięcej. Cztery procent naruszeń dotyczyło ekstremizmu politycznego. Do tego dochodzą drastyczne fantazje o nienawiści i przemocy wobec kobiet i dziewcząt.
Dotychczas niedocenianym problemem jest serwis streamingowy Spotify. Coraz częściej zwraca on uwagę jako miejsce, gdzie pojawia się skrajnie prawicowa muzyka, treści przedstawiające przemoc na tle seksualnym wobec nieletnich, a także playlisty zachęcające do samookaleczania lub samobójstwa.
Wiele zagrożeń potęguje sztuczna inteligencja (AI), której wykorzystanie znacznie zyskało na znaczeniu. – Zmanipulowane obrazy służą jako środek do rozpowszechniania ekstremistycznych narracji lub poniżania. To, co sztuczne, łączy się z tym, co prawdziwe, i zniekształca postrzeganie rzeczywistości – ostrzega Glaser.
Boty-postacie, które za pomocą generatywnej sztucznej inteligencji wchodzą w interakcję z użytkownikami, coraz bardziej przypominają prawdziwych towarzyszy – mają dowolnie kształtowane, fikcyjne osobowości, częściowo wzorowane na prawdziwych postaciach. Doradzają, coachują lub symulują relacje. Badania przeprowadzone przez Jugendschutz.net pokazują szczególnie niepokojącą stronę tego zjawiska. – Chatboty zaczynają żyć własnym życiem, opisują czynności seksualne z nieletnimi i dają się skonfigurować jako nieletnie postacie, które zachowują się w sposób nacechowany seksualnie – wyjaśnił Glaser.
Czytaj też: Czy twoje dziecko jest bezpieczne w sieci? "Dzwonek alarmowy bije głośno" [PODCAST]
Przyczyną takiej sytuacji są między innymi niekompletne filtry i niewystarczające ustawienia bezpieczeństwa. Łatwe do obejścia ograniczenia wiekowe znacznie zwiększają ryzyko dla dzieci i młodzieży. Widać to też na przykładzie Snapchata, gdzie wciąż udostępniane są filmy z bardzo małymi dziećmi – i to mimo faktu, że oficjalnie tylko osoby powyżej 16. roku życia mogą publikować posty i komentować. Brakuje jednak skutecznej kontroli wieku, a istniejące opcje zgłaszania prawie nie chronią nieletnich.
Z raportu wynika także, że gdy zwykli użytkownicy zgłaszają naruszenia przepisów dotyczących ochrony młodzieży, dostawcy podejmują działania tylko w 2 proc. przypadków. Gdy w sprawę angażują się oficjalne instytucje, takie jak Jugenschutz.net, interwencja następuje niemal zawsze.
Niemiecka minister ds. rodziny Karin Prien mówiła podczas prezentacji raportu o „przerażającej rzeczywistości", z którą dzieci i młodzież muszą się mierzyć, będąc w dużej mierze bezbronne. – Niestety nadal istnieje ryzyko, że w popularnych serwisach spotkają się z nienawiścią i przemocą seksualną, będą tam prześladowane, molestowane lub manipulowane – dodał Stefan Glaser.
– Jesteśmy jeszcze daleko od tego, by zapewnić dzieciom i młodzieży bezpieczny i beztroski dostęp do cyfrowego świata – powiedziała Prien. Jak podkreśliła, potrzebne są „bezpieczeństwo, ochrona i jasne zasady", które „w końcu muszą nadążać za rozwojem technologicznym".
Ale właśnie w tym tkwi problem. W Unii Europejskiej od 2024 roku obowiązuje akt o usługach cyfrowych (DSA). Zobowiązuje on dostawców do zapewnienia „wysokiego poziomu bezpieczeństwa i prywatności" dla nieletnich. Platformy muszą zgodnie z nim aktywnie analizować ryzyko i od podstaw projektować swoje usługi tak, by były bezpieczne dla dzieci. Obejmuje to na przykład domyślne ustawienie profili młodzieży jako prywatnych.
Algorytmy, które polecają kolejne treści, powinny zostać dostosowane, a funkcje wzmacniające uzależnienie – takie jak autoodtwarzanie czy powiadomienia push – ograniczone. Jak zauważyła minister Prien, obecnie co czwarte dziecko korzysta z mediów społecznościowych w sposób ryzykowny lub przypominający uzależnienie. Na poziomie UE trwają już prace nad przepisami o sprawiedliwości cyfrowej (DFA). Mają one na celu ukierunkowane przeciwdziałanie „uzależniającym i szkodliwym praktykom" na poziomie projektowania platform oraz ograniczenie wykorzystania sztucznej inteligencji w social mediach.
Kluczową kwestią pozostaje weryfikacja wieku. Proste oświadczenia użytkownika nie są już uważane za wystarczające. Jednak rozwiązania techniczne, których nie da się łatwo obejść, wciąż na siebie czekają. W Australii, gdzie od grudnia 2025 r. obowiązują ograniczenia wiekowe dla młodzieży korzystającej z mediów społecznościowych, dotychczasowe sukcesy są raczej skromne. Według pierwszych badań ponad połowa nastolatków poniżej 16. roku życia nadal korzystała z tych platform.
Wynika to również z faktu, że dostawcy nie chcą rezygnować z lukratywnego biznesu opartego na przyciąganiu uwagi. Treści budzące kontrowersje lub wywołujące emocje generują największy ruch. Minister Prien zwróciła uwagę, że praktycznie każda nowa regulacja jest natychmiast kwestionowana przez gigantów na drodze prawnej, a rozstrzygnięcie takich spraw przed europejskimi sądami zajmuje lata.
To zacięta walka, ale minister ds. rodziny nalega na konsekwencję. – Kto chce chronić dzieci, musi być gotowy zmierzyć się ze strukturami władzy w cyfrowym świecie, a w razie potrzeby nawet z nimi walczyć – podkreśliła. Jej zdaniem nadrzędnym celem powinno być to, by państwo przestało wreszcie pozostawać w tyle za rozwojem technologicznym.
Na razie jednak – jak podsumowała Prien – „władze starają się zwalczać nadużycia w ramach obowiązujących przepisów".