Biebrzański Park Narodowy. Pożar torfowisk może potrwać nawet kilka miesięcy

Strażacy od niedzieli walczą z pożarem w Biebrzańskim Parku Narodowym. Niestety słoneczna pogoda nie zapowiada, by w najbliższych godzinach w tym regionie spadła choćby kropla deszczu. - To armagedon - mówią strażacy, którzy w walce z ogniem napotykali szczątki zwierząt i zwęglone gniazda ptaków.
Zobacz wideo Bocian pilnował jaj, gdy pod nim rozpętało się piekło

Pożar Biebrzańskiego Parku Narodowego trwa z niewielkimi przerwami od niedzieli. Ogień pochłonął ponad 8 tysięcy hektarów parku. Z ogniem próbują walczyć strażacy zawodowi i ochotnicy, pracownicy parku oraz samorządowcy i okoliczni mieszkańcy. - Największe zarzewie pożaru jest nadal w okolicy Grząd, gdzie prowadzimy intensywne działania gaśnicze - mówił w rozmowie z "Wyborczą" rzecznik prasowy podlaskiego komendanta wojewódzkiego PSP Tomasz Gierasimiuk.

Pożar torfowisk w Biebrzańskim Parku Narodowym. "Te zniszczenia będą oddziaływać na bardzo dużą skalę"

Strażacy znajdujący szczątki spalonych gniazd oraz zwierząt, które nie zdołały uciec przed ogniem, opisują to jako armagedon. Pożar zaburza cały ekosystem Biebrzańskiego Parku Narodowego, a przerażone ogniem zwierzęta uciekają nawet do pobliskich gospodarstw. - Dziś widziałem na polu stado 30 łosi - mówił jeden z mieszkańców. - Te zniszczenia będą oddziaływać na bardzo dużą skalę. To nie dotyczy tylko pojedynczych gatunków, ale całych zespołów roślin i zwierząt, które są związane właśnie z terenami bagiennymi - mówił w rozmowie z Onetem biolog Michał Polakowski.

- Wiem, że trudno to sobie teraz wyobrazić, ale ten teren, gdzie są teraz suche trawy, to o tej porze roku powinny być zalane wodą, tu powinno być bagno - powiedział Artur Wiatr z Biebrzańskiego Parku Narodowego. - Warstwy torfu w dolinie Biebrzy tworzyły się przez dziesiątki tysięcy lat. Jeśli pożar obejmie ten teren, to potrzebnych będzie kolejnych kilka tysięcy lat, by odtworzyć to, co było. Pali się i to co jest na gruncie, ale też w wielu miejscach torfowiska są zakępione, w związku z tym jak ogień wniknie w te kępy, mówiąc językiem obrazowym, przechowuje się tam i w momencie, kiedy pojawi się podmuch wiatru, ten ogień na nowo się rozdmuchuje - dodał. 

Według rzecznika Podlaskiej Straży Pożarnej torfowiska mogą się palić miesiącami. - Nie jest to pożar, który jest w jednym miejscu. Tylko jest kilka, może kilkanaście ognisk pożaru. Trzcinowiska mogą osiągać wysokość nawet trzech metrów, a rozprzestrzenianie się takiego pożaru to czasami prędkość 20-30 kilometrów na godzinę. Nawet najszybszy biegacz nie jest w stanie uciec z takiego miejsca - powiedział w rozmowie z TVN Meteo.

Według ekspertów tak dużej suszy w Polsce nie było od co najmniej stu lat. W 2020 roku może być ona rekordowa. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega, że w wielu miejscach wilgotność gleby spadła poniżej 20 proc., co nie było dotąd obserwowane o tej porze roku. Synoptycy prognozują, że niedobory opadów mogą występować do czerwca.