Bill Gates: Zmiany klimatu pięć razy bardziej śmiercionośne od COVID-19 [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej" - pisze w swojej nowej książce Bill Gates. Miliarder prezentuje w niej swój plan na to, jak ograniczyć emisje gazów cieplarnianych do zera i zatrzymać zmiany klimatu. W Gazeta.pl publikujemy fragment książki.

"Perspektywy ekonomiczne są niewesołe", a ofiar w ludziach może być kilkukrotnie więcej, niż zmarło z powodu COVID-19 - i to rok w rok. Przed takimi konsekwencjami globalnego ocieplenia ostrzega Bill Gates w książce "Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy". 

Miliarder i filantrop skupia się w niej przede wszystkim nie na zagrożeniach klimatycznych, lecz na rozwiązaniach. Opisuje, skąd biorą się emisje gazów cieplarnianych, jak możemy zmniejszać je do zera i jakich technologii oraz innych rozwiązań potrzebujemy do osiągnięcia celu. 

Poniżej publikujemy fragment książki, a w Gazeta.pl przeczytacie także jej recenzję. Dla naszych czytelników przygotowaliśmy także specjalny kod - ZielonaGazetaPL - ze zniżką - 40 proc. na zakup książki w publio.pl i kulturalnysklep.pl.

***

Mógłbym pokazać ci statystyki dla miast w całych Stanach Zjednoczonych, ale wybiorę Albuquerque w stanie Nowy Meksyk, ponieważ czuję się szczególnie związany z tym miejscem: to właśnie tam razem z Paulem Allenem stworzyliśmy Microsoft w 1975 roku (a gwoli ścisłości Micro-Soft, po kilku latach słusznie zrezygnowaliśmy z myślnika i zamieniliśmy "S" na małe). W połowie lat siedemdziesiątych, kiedy dopiero zaczynaliśmy, temperatury w Alburquerque przekraczały 32°C średnio 36 razy w roku. Do połowy tego stulecia każdego roku termometry będą wskazywać taką lub wyższą temperaturę co najmniej dwa razy częściej. Przed końcem stulecia miasto będzie się mierzyć z takim upałem nawet przez 114 dni w roku. Innymi słowy, całkowita liczba upalnych dni w roku wzrośnie z jednego do trzech miesięcy.

Nie wszyscy będą jednakowo cierpieć z powodu gorętszych i wilgotniejszych dni. Dla przykładu – okolice Seattle, gdzie razem z Paulem przenieśliśmy Microsoft w 1979 roku, odczują to stosunkowo słabo. W ciągu tego stulecia może tu dojść do 14 dni w roku z temperaturą powyżej 32°C, gdy w latach siedemdziesiątych notowano jeden lub dwa takie upalne dni w roku. Niektóre obszary mogą nawet skorzystać na cieplejszym klimacie. Na przykład w chłodnych regionach mniej ludzi będzie umierało z powodu hipotermii czy grypy, a ogrzewanie domów i biur będzie tańsze.

Ale ogólny trend wskazuje na to, że cieplejszy klimat przysporzy nam problemów. Całe to nadmiarowe ciepło wywoła efekt domina, co oznacza chociażby, że nasilą się nawałnice. Naukowcy wciąż dyskutują o tym, czy upały sprawiają, że burze zdarzają się częściej, ale na pewno stają się coraz silniejsze. Wiemy, że gdy wzrasta średnia temperatura, z powierzchni Ziemi wyparowuje do atmosfery więcej wody. Para wodna też jest gazem cieplarnianym, ale w przeciwieństwie do dwutlenku węgla czy metanu nie utrzymuje się w powietrzu zbyt długo, lecz opada z powrotem w postaci deszczu lub śniegu. Kiedy para wodna skrapla się w deszcz, uwalniają się ogromne ilości energii, o czym wie każdy, kto doświadczył kiedyś wielkiej nawałnicy.

Nawet najpotężniejszy kataklizm nie trwa dłużej niż kilka dni, ale jego skutki możemy odczuwać latami. Tragedią samą w sobie są wszystkie utracone życia, bo sprawiają, że ocalali z katastrofy mają złamane serca, a często zostają również skazani na nędzę. Huragany i powodzie niszczą także budynki, drogi i linie energetyczne, których budowa zajęła całe lata. Oczywiście każdą z tych rzeczy da się w końcu odbudować, ale to angażuje czas i pieniądze, które można by przeznaczyć na nowe inwestycje przekładające się na rozwój gospodarki. Musisz najpierw postarać się wrócić do miejsca, w którym byłeś, zamiast iść naprzód. Z jednego z badań wynika, że huragan Maria z 2017 roku cofnął rozwój infrastruktury w Portoryko o 20 lat. Ile czasu zostało do nadejścia kolejnego cyklonu, który cofnie wszystko jeszcze bardziej? Nie wiemy.

Tak potężne nawałnice doprowadzają do osobliwych sytuacji typu "wszystko albo nic": chociaż w niektórych miejscach pada dużo więcej, to inne doświadczają częstszych i poważniejszych suszy. Gorętsze powietrze utrzymuje w sobie więcej wilgoci, a im jest cieplejsze, tym bardziej spragnione, więc wyciąga z gleby więcej wody. Przed końcem stulecia gleby w południowo-zachodnich stanach USA staną się o 10 do 20 procent suchsze, a ryzyko suszy wzrośnie co najmniej o 20 procent. Susze odbiją się także na rzece Kolorado, która zaopatruje w wodę prawie 40 milionów ludzi i zapewnia nawodnienie ponad jednej siódmej wszystkich amerykańskich pól.

Gorętszy klimat oznacza też częstsze i bardziej niszczycielskie pożary. Ciepłe powietrze pochłania wilgoć z roślin i gleby, sprawiając, że wszystko jest bardziej podatne na spalenie. Na świecie istnieje wiele lokalnych wariantów tej sytuacji, ponieważ w różnych regionach panują różne warunki. Kalifornia stanowi jednak niezwykle dramatyczny przykład tego, z czym mamy do czynienia. W porównaniu z początkiem lat siedemdziesiątych XX wieku pożary lasów zdarzają się tam pięć razy częściej, głównie dlatego, że sezon pożarów wydłuża się, a w tamtejszych lasach znajduje się dużo więcej łatwopalnego suchego drewna. Według danych amerykańskiego rządu za połowę tego wzrostu odpowiadają zmiany klimatu, a do połowy naszego stulecia Ameryka będzie najpewniej doświadczać takich kataklizmów i ich skutków dwukrotnie częściej niż dziś. Powinno to zaniepokoić każdego, kto pamięta niszczycielski sezon pożarów w Ameryce w 2020 roku.

Innym efektem wzrostu temperatur jest podnoszący się poziom mórz. Wynika to częściowo z tego, że topią się arktyczne i antarktyczne lody, a częściowo z faktu, że cieplejsza woda morska zwiększa objętość (z metalem dzieje się tak samo, właśnie dlatego możesz poluzować pierścionek, który utknął na palcu, poruszając nim w ciepłej wodzie). Choć całkowity przyrost globalnego poziomu mórz – o 1 do 2 metrów przed 2100 rokiem – nie wygląda na szczególnie wielki, to rosnący poziom wody i jej przypływów będzie oddziaływać na niektóre obszary w znacznie większym stopniu niż na inne. Zagrożone są tereny nadmorskie i plaże, co szczególnie nie dziwi, ale sytuacja dotyczy również miast położonych na szczególnie przepuszczalnym (porowatym) podłożu. W Miami już teraz można obserwować wodę morską buzującą w kanalizacji burzowej, nawet kiedy nie pada – nazywa się to podtopieniami przy słonecznej pogodzie (dry-weather flooding) – a sytuacja będzie się tylko pogarszać. W umiarkowanym scenariuszu opracowanym przez IPCC poziom morza w okolicach Miami podniesie się o ponad pół metra. Dodatkowo grunt w niektórych częściach miasta osiada – a w zasadzie tonie – co może dodać do tej liczby jeszcze około 30 centymetrów.

Podnoszący się poziom mórz będzie miał jeszcze gorsze skutki dla najbiedniejszych ludzi na świecie. Przykładem jest tu Bangladesz, jeden z biednych krajów, który czyni ogromne postępy na drodze do wyjścia z ubóstwa. Surowy klimat doskwierał tutejszej ludności od zawsze. Setki kilometrów linii brzegowej nad Zatoką Bengalską sprawiają, że większość kraju to nisko położone tereny w deltach rzek, często zalewane przez powodzie. Ten obszar nawiedzają też każdego roku ulewne deszcze. Jednak zmieniający się klimat czyni życie tam jeszcze trudniejszym. Obecnie z powodu cyklonów, fal sztormowych i wylewających rzek od 20 do 30 procent terytorium Bangladeszu znajduje się każdego roku pod wodą. Niszczy to uprawy i domy, a także zabija ludzi w całym kraju.

Wreszcie – wzrost temperatur i wywołujący go dwutlenek węgla wpływają także na rośliny i zwierzęta. Według badań cytowanych w raporcie IPCC wzrost temperatury o 2°C zmniejszyłby obszar występowania kręgowców o 8, roślin o 16, a owadów o 18 procent.

Jeśli chodzi o żywność, której potrzebujemy, prognozy nie są jednoznaczne, ale ich ton jest głównie ponury. Z jednej strony pszenica, podobnie jak wiele innych roślin, rośnie szybciej i potrzebuje mniej wody, kiedy w powietrzu znajduje się duża ilość węgla. Z drugiej – kukurydza jest niezwykle wrażliwa na upał, a w Stanach Zjednoczonych jest ona najczęściej uprawianym zbożem, którego łączna wartość przekracza 50 miliardów dolarów rocznie. W samym stanie Iowa kukurydzę sieje się na polach o łącznej powierzchni ponad 5 milionów hektarów.

Jeśli chodzi o perspektywę globalną, zmiany klimatu mogą wpłynąć na ilość żywności, którą pozyskujemy z jednego hektara pól uprawnych, na wiele różnych sposobów. W niektórych regionach na północy plony mogą wzrosnąć, ale na większości obszarów będą mniejsze o kilka, kilkanaście, a może nawet 50 procent. Zmiany klimatu mogą do 2050 roku zmniejszyć o połowę południowoeuropejską produkcję pszenicy i kukurydzy. W Afryce Subsaharyjskiej rolnicy mogą poczuć na własnej skórze skrócenie sezonu wegetacyjnego o 20 procent oraz wysychanie milionów hektarów ziemi uprawnej. W najbiedniejszych społeczeństwach, gdzie wielu ludzi już wydaje na jedzenie więcej niż połowę swoich dochodów, ceny żywności mogą skoczyć o 20 procent, a może nawet więcej. Ekstremalne susze w Chinach mogą wywołać regionalny, a nawet globalny kryzys żywnościowy, jako że chińskie rolnictwo zaopatruje w pszenicę, ryż i kukurydzę jedną piątą ludności świata.

Wzrost temperatur nie przysłuży się także zwierzętom, które zjadamy i od których pozyskujemy mleko. Ocieplenie spowoduje, że hodowla stanie się mniej wydajna, a same zwierzęta bardziej podatne na przedwczesną śmierć. To z kolei sprawi, że mięso, jajka i nabiał będą droższe. Społeczności, których dieta zależy od owoców morza, również będą miały kłopoty. Morza nie tylko się nagrzewają, ale też ich prądy ulegają bifurkacji, czyli rozdzieleniu, a to sprawia, że powstają miejsca, gdzie woda ma w sobie sporo tlenu, oraz takie, gdzie jest go dużo mniej. W rezultacie ryby i inne organizmy morskie przenoszą się w inne obszary albo zwyczajnie wymierają. Jeśli średnie temperatury wzrosną o 2°C, rafy koralowe mogą przestać istnieć, a wraz z nimi zniknie podstawowe źródło pożywienia ponad miliarda ludzi.

Z deszczu pod…

Możesz pomyśleć, że różnica pomiędzy 1,5°C a 2°C nie jest zbyt wielka, ale naukowcy przeprowadzili symulacje obydwu scenariuszy i nie mają dobrych wiadomości. Pod wieloma względami dwustopniowy wzrost nie będzie tylko o 33 procent gorszy niż wzrost o półtora stopnia. Może być nawet o 100 procent gorszy. Dwa razy więcej ludzi będzie miało utrudniony dostęp do wody pitnej. Produkcja kukurydzy w klimacie tropikalnym będzie dwukrotnie mniejsza.

Każdy z tych efektów zmian klimatu z osobna byłby już wystarczająco okropny. Ale przecież nikt nie będzie cierpiał jedynie z powodu upałów albo tylko przez powodzie i nic poza tym. Klimat tak nie działa. Efekty klimatyczne się sumują i wzajemnie na siebie wpływają.

Na przykład kiedy zrobi się goręcej, komary tropikalne zaczną pojawiać się w nowych miejscach (lubią wilgoć, więc przenoszą się z obszarów, które wysychają, do tych, gdzie jest wilgotniej), dokąd przywloką niewystępujące tam do tej pory malarię i inne choroby przenoszone przez insekty. Udary cieplne staną się kolejnym ogromnym problemem, który wiąże się przede wszystkim z wilgotnością. W powietrzu może znajdować się tylko określona ilość pary wodnej; kiedy ten limit zostanie osiągnięty, powietrze staje się tak nasycone, że nie jest w stanie wchłonąć więcej wilgoci. Jakie to ma znaczenie? Takie, że zdolność ludzkiego ciała do ochładzania się zależy od zdolności powietrza do absorpcji parującego potu. Jeśli powietrze nie jest w stanie wchłonąć twojego potu, nie może on pomóc ci się ochłodzić, niezależnie od tego, jak bardzo się pocisz. Twój pot zwyczajnie nie ma gdzie wyparować. Temperatura twojego ciała pozostaje wysoka i, o ile nic się nie zmienia, umierasz z powodu udaru cieplnego w ciągu kilku godzin.

Oczywiście udar cieplny nie jest niczym nowym, ale kiedy atmosfera się nagrzewa i robi się wilgotniejsza, problem staje się poważniejszy. W najbardziej zagrożonych rejonach, takich jak Zatoka Perska, Azja Południowa i niektóre regiony Chin, będą występowały takie okresy w roku, kiedy setki milionów ludzi będą zagrożone śmiercią. Aby zrozumieć, co się stanie, kiedy te efekty zaczną się piętrzyć, przyjrzyjmy się ich wpływowi na życie konkretnych ludzi. Wyobraź sobie, że jesteś zamożną młodą rolniczką z Nebraski uprawiającą kukurydzę i soję oraz hodujesz bydło. Jest 2050 rok. Jak zmiany klimatu wpłyną na ciebie i twoją rodzinę?

Mieszkasz w środku Stanów Zjednoczonych, daleko od wybrzeży, więc podnoszący się poziom mórz bezpośrednio ci nie zaszkodzi. Ale upał już tak. W drugiej dekadzie XXI wieku, kiedy byłaś dzieckiem, doświadczałaś 33 upalnych dni powyżej 32°C w roku, teraz jest ich corocznie od 65 do 70. Na deszczu też coraz mniej można polegać. Kiedy byłaś dzieckiem, co roku spadało prawie 65 centymetrów deszczu na metr kwadratowy, teraz może być go mniej (56 centymetrów) albo sporo więcej (74 centymetry).

Być może przystosowałaś swój biznes do gorętszych dni i nieprzewidywalnego deszczu. Przed laty zainwestowałaś w nowe odmiany roślin uprawnych, które tolerują większe upały i wypracowałaś metody pracy, dzięki którym możesz przebywać w domu w najgorętszej porze dnia. Nie uśmiechało ci się wydawać dodatkowych pieniędzy na nasiona i sprzęty, ale lepsze to, niż nie zrobić nic. Pewnego dnia bez ostrzeżenia nadchodzi potężna nawałnica. Pobliskie rzeki przelewają się przez wały, które utrzymywały je w ryzach przez dziesięciolecia, i twoja farma zostaje zalana. To ten rodzaj katastrofy, którą twoi rodzice nazwaliby powodzią stulecia, ale ty uważasz się za szczęściarę, jeśli coś takiego wydarza się tylko raz na dekadę. Woda zabiera ze sobą większą część twoich upraw kukurydzy i soi, a ziarno w twoich magazynach jest tak przemoczone, że zaczyna kiełkować i musisz je wyrzucić. Teoretycznie mogłabyś sprzedać potem swoje bydło, żeby stanąć na nogi po tej stracie, ale jego pożywienie również przepadło, więc nie będziesz w stanie długo utrzymać stada przy życiu.

Wreszcie woda opada i dostrzegasz, że pobliskie drogi, mosty i linie kolejowe nie nadają się do użytku. To nie tylko uniemożliwia ci wysyłkę zboża, które udało ci się ocalić, ale także utrudnia ciężarówkom dostarczenie ci ziarna na kolejny sezon (oczywiście przy założeniu, że twoje pola wciąż nadają się do uprawy). Wszystko razem składa się na katastrofę, która może zakończyć twoją rolniczą karierę i zmusić cię do sprzedaży ziemi będącej w twojej rodzinie od pokoleń.

Może to brzmieć tak, jakbym z rozmysłem wybierał najbardziej ekstremalny przykład, ale podobne sytuacje już mają miejsce, przydarzają się zwłaszcza biedniejszym rolnikom, a w ciągu kilku dziesięcioleci mogą się przytrafiać dużo większej liczbie ludzi. Jakkolwiek źle by to brzmiało, jeśli przyjmiesz globalną perspektywę, zobaczysz, że takie wydarzenia dużo bardziej odbiją się na miliardzie najbiedniejszych ludzi na świecie – ludzi, którzy już teraz walczą o przetrwanie i których walka będzie coraz trudniejsza wraz z postępującym psuciem się klimatu.

Wyobraź sobie teraz, że mieszkasz w jakimś rolniczym regionie Indii, gdzie razem z mężem prowadzicie gospodarstwo niskotowarowe, co znaczy, że razem z dziećmi zjadacie prawie całą żywność, którą wyprodukujecie. Jeśli rok jest wyjątkowo dobry, macie czasami dostatecznie dużo nadmiarowej żywności, że możecie ją sprzedać i kupić lekarstwa dla swoich dzieci czy wysłać je do szkoły. Niestety, fale upałów stały się tak powszechne, że twoja wioska staje się miejscem nienadającym się do życia – nierzadko zdarza się kilka dni z rzędu, w których temperatura przekracza 49°C. Z powodu gorąca i szkodników, które po raz pierwszy atakują twoje pola, utrzymanie upraw staje się prawie niemożliwe. Choć monsuny zalały inne części kraju, to w twojej okolicy spadło dużo mniej deszczu niż zazwyczaj. Znalezienie wody jest tak trudne, że twoje przetrwanie zależy od rury, z której ciurka tylko kilka razy w tygodniu. Samo wyżywienie twojej rodziny staje się bardzo trudne. Wysłałaś już swojego najstarszego syna do pracy w dużym mieście odległym o setki kilometrów, ponieważ nie byłaś w stanie go wyżywić. Jeden z twoich sąsiadów popełnił samobójstwo, ponieważ nie mógł nadal utrzymać swojej rodziny. Czy razem z mężem powinniście zostać i starać się przeżyć w gospodarstwie, które znacie, czy porzucić ziemię i przenieść się w okolice jakiegoś miasta, gdzie mogłabyś zarobić na utrzymanie?

To dramatyczna decyzja. Ale właśnie przed takimi wyborami stają już teraz ludzie na całym świecie, a konsekwencje ich decyzji są koszmarne. Podczas największej suszy, jaką kiedykolwiek odnotowano w Syrii, trwającej od 2007 do 2010 roku, około półtora miliona ludzi porzuciło swoje gospodarstwa i przeniosło się do miast, co stało się podłożem konfliktu zbrojnego, który wybuchł w 2011 roku. Zmiany klimatu spowodowały, że prawdopodobieństwo takiej suszy zwiększyło się trzykrotnie. Do roku 2018 13 milionów Syryjczyków zostało zmuszonych do migracji. Problem będzie się tylko pogłębiał. Jedno z badań, które analizowało relację pomiędzy ekstremami pogodowymi a wnioskami o azyl złożonymi w Unii Europejskiej, pokazało, że nawet przy umiarkowanym ociepleniu klimatu liczba wniosków może wzrosnąć o 28 procent, do poziomu około 450 tysięcy rocznie, przed końcem stulecia. To samo badanie szacuje, że od 2 do 10 procent dorosłych Meksykanów spróbuje przekroczyć granicę z USA przed 2080 rokiem, wszystko z powodu mniejszych plonów.

Spróbujmy teraz opisać to wszystko w kategoriach, które przemówią do każdego, kto doświadcza pandemii COVID-19. Jeśli chcesz zrozumieć, jakie szkody pociągną za sobą zmiany klimatu, pomyśl o COVID-19 i wyobraź sobie, że ta tragedia trwa o wiele, wiele dłużej. Ofiary śmiertelne pandemii i kryzys gospodarczy przez nią wywołany odpowiadają temu, co będzie się wydarzać regularnie, jeśli nie wyeliminujemy emisji węglowych na całym świecie. Zacznę od ofiar śmiertelnych. Ilu ludzi umrze w wyniku pandemii COVID-19, a ilu na skutek zmian klimatu? Ponieważ chcemy tu porównać dwa wydarzenia, które mają lub będą miały miejsce w różnym czasie – pandemię z 2020 roku i zmieniający się klimat w, powiedzmy, 2030 roku – a liczba ludności świata się zmienia, nie możemy zestawiać ze sobą całkowitej liczby zgonów. Zamiast niej użyjemy współczynnika umieralności, a więc liczby zgonów na 100 tysięcy osób.

Korzystając z danych dotyczących hiszpanki z 1918 roku i pandemii COVID-19 oraz rozkładając liczbę ofiar na okres stulecia, możemy szacować, jak bardzo globalna pandemia zwiększa światowy współczynnik umieralności. To około 14 dodatkowych zgonów na 100 tysięcy ludzi rocznie. Jak to wypada w porównaniu ze zmianami klimatycznymi? Wedle szacunków do połowy stulecia wzrost globalnych temperatur spowoduje podwyższenie światowego współczynnika umieralności o taką samą wartość – 14 zgonów na 100 tysięcy osób rocznie. Przed końcem stulecia, jeśli wzrost emisji utrzyma się na wysokim poziomie, zmiany klimatyczne będą odpowiedzialne za dodatkowe 75 zgonów na 100 tysięcy osób rocznie. Innymi słowy, do połowy stulecia zmiany klimatu staną się równie zabójcze jak COVID-19, a do 2100 roku staną się pięć razy bardziej śmiercionośne.

Perspektywy ekonomiczne są równie niewesołe. Prawdopodobne skutki zmian klimatu i pandemii COVID-19 różnią się znacznie w zależności od tego, z jakiego modelu ekonomicznego korzystamy. Ale wniosek płynący ze wszystkich modeli jest jednoznaczny: za dekadę lub dwie straty ekonomiczne wynikające ze zmian klimatycznych będą najpewniej tak samo wielkie jak w sytuacji, gdyby świat mierzył się z pandemią podobną do COVID-19 w każdym kolejnym dziesięcioleciu. A przed końcem XXI wieku staną się dużo większe i gorsze, o ile świat pozostanie na dotychczasowej ścieżce emisji. 

Wiele prognoz zawartych w tym rozdziale może ci się wydawać znajomych, o ile śledzisz informacje o zmianach klimatu w mediach. Ale w miarę dalszego wzrostu temperatury wszystkie opisane problemy będą się pojawiać częściej, będą poważniejsze i będą dotyczyć większej liczby ludzi. Istnieje też możliwość, że nastąpi stosunkowo nagła i katastrofalna zmiana klimatu, jeśli na przykład duże obszary w skutych lodem częściach globu (nazywane wieczną zmarzliną) nagrzeją się na tyle, żeby się roztopić i uwolnić ogromne ilości gazów cieplarnianych – głównie metanu, który jest tam uwięziony.

Fragment książki Bila Gatesa "Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy", przełożył Michał Rogalski. 

Bill Gates, 'Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy'Bill Gates, 'Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy' Fot. Agora