Sól na drogach szkodzi roślinom, zwierzętom i ludziom. Ale trudno z niej zrezygnować

Niszczy buty i opony, szkodzi zwierzętom domowym i przyrodzie - nie brakuje powodów, by narzekać na sól drogową, z której korzystamy zimą na drogach. Jednocześnie jej brak może być po prostu niebezpieczny. Dlaczego trudno uwolnić się od stosowania soli w czasie zimy?
Sypanie dróg solą jest szkodliwe dla środowiska
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl
Zobacz wideo Z czym muszą mierzyć się rolnicy w dobie kryzysu energetycznego?

Niezależnie jak poruszasz się po mieście, sól sypana na drogach może być zmorą: zostawia ślady na ubraniach i butach; może niszczyć opony i karoserie samochodu. Sól może przyczyniać się do niszczenia dróg i chodników. Chodzenie po posypanych solą drogach bywa bolesne dla psów. A na tym nie koniec. 

Sypana na ośnieżone lub pokryte lodem drogi i chodniki nie wyparowuje. Gdy śnieg topnieje, to zasolona woda trafia do gleby, kanalizacji, i dalej: do rzek i wód gruntowych.

Jak mówił w serwisie naukawpolsce.pl dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog i autor bloga "Świat wody", zasolenie to problem trudny do zbadania, ale jest jak "przewlekła choroba" zbiorników wodnych. Zasolenie może negatywnie wpływać na ekosystemy wodne. Katastrofa ekologiczna na Odrze w tym roku była związana z wysokim zasoleniem wody w rzece, co przyczyniło się do zakwitu groźnych dla ryb złotych alg.

Przedostawanie się soli do wód gruntowych sprawia, że jej poziom rośnie też w wodzie wykorzystywanej przez człowieka. 

Alternatywy są - ale mają swoje wady

Skoro negatywnych konsekwencji jest tak wiele, to dlaczego wciąż sypiemy chodniki solą? Odpowiedź jest prosta: nie mamy obecnie rozwiązania, które w naszych warunkach byłoby równie skuteczne i równie tanie, co sól kamienna (chlorek sodu) z domieszkami. 

W miastach częściowym rozwiązaniem jest sadzenie przy ulicach takich roślin, które tolerują dużą ilość soli. Polska firma Alcor opracowała też alternatywne rozwiązanie. Stworzyła specjalne maty odsalające, które można kłaść na pasach zieleni wzdłuż dróg. Biodegradowalny materiał pochłania sól i zapobiega dostawaniu się jej do gleby. Ponadto rozkładanie mat odsalających to dodatkowy koszt dla miasta, a skala ich użycia musiałaby być ogromna.

Jednak takie działania tylko częściowo lub wcale nie zapobiegają dostawaniu się soli do wód gruntowych czy powierzchniowych. Żeby zniwelować te efekty, trzeba sól zastąpić innym materiałem. Możliwości są dwie: materiały fizycznie zwiększające chropowatość powierzchni lub inne substancje chemiczne, które działają podobnie jak sól kamienna, ale nie mają tak negatywnych efektów.

W niektórych krajach zimą drogi wysypywane są piaskiem, żwirem czy drobnymi kamieniami. W Polce czasem stosuje się mieszankę soli i piasku. Sam piasek to rozwiązanie wykorzystywane np. w krajach Skandynawskich, jednak tam panują inne warunki pogodowe. Śnieg może utrzymywać się całą zimę i w takim wypadku bywa, że nie jest usuwany, lecz ubijany i posypywany kolejnymi warstwami piasku/żwiru, żeby powierzchnia była mniej śliska. To rozwiązanie niekoniecznie sprawdziłoby się jednak w warunkach, kiedy mamy dużą zmienność pogody - najpierw opad śniegu, później topnienie, po tym - mróz i "szklanka" na drodze. Piasek ma też inne wady - trzeba by go stale uzupełniać, a gdy trafia do kanalizacji, może prowadzić do jej zapychania.

Druga możliwość to inne substancje chemiczne, które działają podobnie jak sól kamienna, rozmrażając i chroniąc przed ponownym zamarznięciem. To na przykład chlorek wapnia, który działa do temperatury -20 stopni - ale jest kilkukrotnie droższy. Skuteczny jest też chlorek magnezu, ale też kosztuje wielokrotnie więcej. Dlatego stosuje się je nie jako zamiennik, a dodatek do soli kamiennej.

Dr Szklarek sam badał octan potasu - to sól, która jest pięć razy mniej toksyczna dla niektórych organizmów wodnych, ale też kilkukrotnie droższa od soli drogowej. Podobnie inne substancje chemiczne mają swoje wady - albo koszty, albo inne skutki uboczne. Nie sprawdzą się też bardziej "naturalne" metody, jak sok z ziemniaków czy fusy od kawy. One także zawierają substancje mogące szkodzić niektórym organizmom, zapychać kanalizację, nie wspominając o trudności wykorzystania ich na skalę przemysłową.

Jeszcze innym pomysłem jest ogrzewanie dróg, by śnieg i lód stale się roztapiał. Ale - jak nietrudno sobie wyobrazić - to wymagałoby ogromnej ilości energii i niosło potężne koszty. Także całkowite odśnieżanie i odladzanie w sposób mechaniczny wszystkich dróg wymagałoby wielkiego nakładu pracy i sprzętu.

Ostatecznie nawet ekohydrolog przyznaje, że w naszych warunkach znalezienie zamiennika dla soli drogowej jest trudne, a każde inne rozwiązanie ma swoje minusy - dotyczące kosztów, skuteczności czy innych kwestii praktycznych.

Sól (już) nie tak tania

Sól jest tania, ponieważ w jej użycie nie są wliczane koszty środowiskowe. Podobnie jak palenie węglem: sam surowiec był do niedawna tanim opałem, bo w jego cenie nie zawarto kosztów szkód i strat, jakie wywołuje smog i dwutlenek węgla. A w cenie soli nie zawarto kosztów zniszczonych ubrań, samochodów, infrastruktury, nie wspominając o stratach dla środowiska.

W tym roku ta sytuacja jest nieco inna, ale nie przez kwestie związane ze środowiskiem. Sytuacja - znów - jest podobna do tej z węglem. Wstrzymanie dostaw z BiałorusiUkrainy spowodowało braki w zaopatrzeniu, a to przełożyło się na skok cen. Teraz za sól drogową trzeba płacić nawet kilkukrotnie więcej niż w poprzednich latach. Cena skoczyła z 200-300 zł za tonę do 700-1500 zł. 

Nie wiadomo, kiedy ceny mogą wrócić do dawnych poziomów. Jeśli utrzymają się na wysokim poziomie, alternatywy dla soli kamiennej mogą okazać się już nie tak odległe.

Więcej o: