Pożary jakie od kilku tygodniu wybuchają na wyspie Rodos, objęły już powierzchnię 34 tys. hektarów. Przez ten czas nie tylko nie udało się ich powstrzymać, ale sytuacja pogarszała się. W poniedziałek ogień przerwał linię obrony, w związku z czym z części wyspy zarządzono ewakuację. Pożary wybuchają również między innymi na Korfu i Eubei. W poniedziałek w Grecji ogień wybuchł w 63 miejscach, dobę wcześniej - 64, choć nie wszystkie przypadki są groźne.
Do tego we wtorek znów ma wzrosnąć temperatura, a zagrożenie pożarowe jest ekstremalnie wysokie. Piątą najwyższą jego kategorię przypisano większości Krety, Chani oraz Rodos i pobliskim wyspom. Czwarty poziom zagrożenia ogłoszono m.in. w Attyce, Grecji Środkowej i Zachodniej, na Peloponezie, Ikarii, Samos oraz Dodekanezie.
Na Rodos pożar jest całkowicie nieprzewidywalny. "Pali wszystko, nie da się go kontrolować. Zobaczmy, co da się uratować" - mówi Nikos Dimelis, prezydent gminy Archangelos, cytowany przez ekathimerini.com. "Dla turystów było to przerażające doświadczenie, ale dla nas to jeszcze gorsze, bo tu żyjemy. Wszystko jest spalone" - mówi z kolei BBC 19-letnie Edisa, która mieszka na Rhodos z rodzicami. Razem z nimi została zmuszona do opuszczenia domu. Ich dom nie został uszkodzony, ale ogień pochłonął większość okolicy. Edisa martwi się o przyszłość jej rodziny na wyspie. "To jak biblijna katastrofa" - twierdzi natomiast Kyriakos Sarikas, który pracuje w marketingu w hotelach.
Musimy mieć jakiś plan wyjścia z kryzysu, aby odbudować cały ten teren. Hotel to hotel - można go odbudować, można go przemalować - ale najważniejsza jest przyroda, bo to wszystko jest konsekwencją kryzysu ekologicznego, którego doświadczamy
- dodaje Grek.
Kryzys klimatyczny nie ogranicza się jednak do pożarów. W Grecji od dwóch tygodni temperatura jest wyższa niż zazwyczaj w tym okresie, a to oprócz ryzyka zaprószenia ognia sprawia, że rośnie zapotrzebowanie na elektryczność. W zeszłym tygodniu było wyższe o 12 proc., tydzień wcześniej było to 14 proc. więcej, najwięcej od dwóch lat. Ekathimerini.com informuje, że w nadchodzących dniach zapotrzebowanie energetyczne ma pobić nowy rekord. W piątek było to 10,5 tys. MW, w środę eksperci spodziewają się 11 tys. MW. Zużycie prądu spada w weekendy, gdy ludzie udają się na plaże, ale rośnie wieczorami, gdy wracają i włączają klimatyzację.
Wzrost temperatury i wraz z nim silniejsze fale upałów i zmiana wzorców pogodowych (jak bardziej intensywne, ale rzadsze opady deszczu) to przewidywane przez badaczy skutki globalnego ocieplenia. W efekcie zwiększa się zagrożenie pożarami. Na przykład w jednym z raportów naukowych opracowanych na zlecenie australijskiego rządu oceniono, że w wielu rejonach kraju ocieplenie o 2 stopnie Celsjusza zwiększy intensywność pożarów aż o 25 proc., co z kolei powiększy teren zajmowany pożarami o połowę i zmniejszy okresy między pojawianiem się ognia.
Europa kolejny rok walczy z upałami. W zeszłym roku z tego powodu w 35 krajach Starego Kontynentu zmarło ponad 61 tys. osób. W tym roku może zostać też pobity europejski rekord temperatury, ustanowiony ledwie dwa lata temu na Sycylii na poziomie 48,8 st. C. Wysokie temperatury wywołują też niszczycielskie pożary w innych regionach globu. Jak donosi Reuters, lasy płoną również w Chorwacji, Francji, we Włoszech, Portugalii, Rosji, Hiszpanii, Szwajcarii oraz w Turcji. W rejonach charakteryzujących się występowaniem pożarów, jak Kalifornia czy Australia, mogą być one groźniejsze niż wcześniej. Ekstremalna susza i upały pozwalają np. na powstawanie gigantycznych pożarów - pojedyncze osiągają nawet 500 tys. hektarów. Taka skala ognia jest nie do opanowania przez strażaków.
Więcej o skutkach kryzysu klimatycznego i rozwiązaniach, jakie mamy w walce z nim, przeczytasz w serwisie Zielona.Gazeta.pl.