Co najmniej pięć osób - w tym dwóch strażaków, których samolot rozbił się podczas akcji gaśniczej - zginęło w pożarach w Grecji. Trwa szacowanie strat, zarówno tych dot. majątku, jak i przyrody. Jak podaje serwis ekathimerini.com, według wstępnych informacji tylko na wyspie Rodos zginęło co najmniej 2500 zwierząt, spłonęło też ponad 50 tys. drzew oliwnych, które mogą rosnąć nawet setki lat.
Pożary dotknęły tylko części wyspy, jednak tam, gdzie szalał ogień, konieczne były ewakuacje. Mieszkańcy i turyści musieli uciekać m.in. z okolic plaży Glystra. Ogień dotarł tam, gdy ludzie wciąż byli w barach plażowych i hotelach. Pożar strawił nie tylko rośliny, ale też część infrastruktury turystycznej:
Grecki fotograf Petros Giannakouris wrócił na plażę kilka dni po pożarze i zrobił to zdjęcie, na którym widać zapewne jedne z pierwszych osób będących tam po pożarze. Miejsce wciąż jest puste, ale na zdjęciu widać, kilka osób kąpie się w morzu na tle pogorzeliska:
Pożary w Grecji spaliły ogromny obszar w krótkim czasie. Według europejskiego programu Copernicus obszar objęty pożarami do dnia 15 lipca wynosił mniej niż 1 000 hektarów. Po przejściu fali upałów i pożarów wzrósł do 50 000. To prawie tyle, ile wynosi powierzchnia największego parku narodowego w Polsce.
Na zdjęciach satelitarnych widać, że spalony obszar na Rodos ciągnie się na długość ponad 20 km, a w najszerszym miejscu ma ponad 10 km. Jednocześnie trzeba pamiętać, że to tylko fragment wyspy i większość nie była bezpośrednio objęta pożarami i - pomimo pożarów - są tam mieszkańcy i turyści.
Greckie władze poinformowały, że większość pożarów wybuchła z winy człowieka, czy to przez celowe podpalenie, czy z powodu zaniedbania lub wypadku, podaje "The Guardian". Jednak do podpaleń dochodzi co roku. Tym, co sprawiło, że pożary rozprzestrzeniły się tak bardzo, były m.in. warunki klimatyczne, powiedział Vassilis Kikilias, grecki minister ds. klimatu. - Nastała zmiana klimatu, która przyczyniła się do historycznej i bezprecedensowej fali upałów - powiedział i podkreślił, że ekstremalne gorąco oraz silny wiatr napędzały pożary. W ubiegłym tygodniu międzynarodowa grupa naukowców opublikowała badanie, które pokazuje, że lipcowa fala upałów na południu Europy byłaby praktycznie niemożliwa, gdyby nie spowodowane przez nas globalne ocieplenie.
W sumie w ciągu 12 dni lipca w obszarze Morza Śródziemnego (poza Grecją pożary szalały m.in. we Włoszech i Algierii) spłonęło 135 hektarów. Pożary dotknęły 120 tys. ludzi. Zginęło kilkadziesiąt osób, w tym ponad 30 w samej Algierii. Kolejne dziesiątki odniosły obrażenia.