Pochodzące z zachodniego Atlantyku niebieskie kraby, nazywane też kalinkami błękitnymi, osiedliły się na wybrzeżu północnych Włoch, a następnie zaczęły się rozmnażać w błyskawicznym tempie. Jak pisze Reuters, błękitne kraby polują tam na małże, ikrę ryb i inne organizmy wodne, co stanowi duży problem dla włoskiej gospodarki.
Jak tłumaczył w rozmowie z agencją jeden z lokalnych biologów, agresywne skorupiaki zjadły już nawet do 90 proc. młodych małży. Dla Włoch, czyli jednego z największych producentów małży na świecie, inwazja krabów stanowi zatem nie lada wyzwanie. Władze postanowiły przeznaczyć na walkę z kalinkami aż 2,9 mln euro. Pieniądze trafią do spółdzielni rybackich oraz hodowców ryb, którzy mają rozpocząć masowe połowy. Jednak, jak wskazywał Emanuele Rossetti ze Spółdzielni Rybackiej Polesine, kraby już teraz są wyławiane w ogromnych ilościach, ale nie przynosi to żadnych efektów. - Każdego dnia łowimy ich więcej… Nie wiem, co robić - mówił w cytowanej przez France24 rozmowie z AFP lokalny hodowca małży Gianluca Travaglia. - Nie mogę już nawet opuścić sieci, ponieważ kraby wpływają do niej i ją niszczą - poskarżył się.
Jak donoszą media, populacja krabów wymknęła się spod kontroli już w maju. Sasa Raicevich, ekspert ds. zasobów wodnych morskich z Włoskiego Instytutu Ochrony Środowiska i Badań (ISPRA), powiedział w rozmowie z agencją Reutera, że tak naprawdę nikt nie wie, z czego wynika szybki wzrost liczby skorupiaków. Badacz przypuszcza, że być może jest to wynik zmian klimatycznych, jednak obecnie nie ma na to żadnych dowodów.
Pojawiają się pomysły, aby wykorzystywać kalinki błękitne w gastronomii. Włoski minister agrokultury Francesco Lollobrigida podkreślał nawet, że niebieskie kraby są bogatym źródłem witaminy B12. Choć skorupiaki te rzeczywiście w niektórych częściach świata stanowią przysmak, we Włoszech na razie nie cieszą się zbyt dużą popularnością.