Sanktuarium na Świętym Krzyżu stoi na trzech działkach wycenianych na przeszło 3 mln zł, które jeszcze kilka lat temu znajdowały się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. W grudniu 2021 roku rząd rozporządzeniem wyłączył je jednak z obszaru ŚPN, a działki trafiły do Skarbu Państwa. O ich kupno ubiegał się Dom Zakonny Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Na działkach znajduje się zachodnie skrzydło pobenedyktyńskiego klasztoru i budynek dawnego szpitalika. Zakonnicy chcieli kupić grunty w procedurze bezprzetargowej i z 99-proc. bonifikatą, co oznacza, że zapłaciliby nie 3,2 mln zł, a 32 tys. zł.
Jak informował Onet, ostatecznie działki nie zostały sprzedane. Oblaci mieli objąć je w dzierżawę. Ojciec Jamrozy w swoim tekście stwierdza jednak, że Onet kłamał, pisząc, że "atrakcyjne działki znajdujące się na szczycie Łyśca zostaną wydzierżawione oblatom". Portal przypomina, że pisząc o dzierżawie, powoływał się na zarządzenie kieleckiego starosty, które 5 maja pojawiło się w Biuletynie Informacji Publicznej Starostwa Powiatowego w Kielcach. O. Jamrozy nie wspomniał w swoim tekście, ani o ofercie kupna, ani o zarządzeniu kieleckiego starosty.
Kłamstwo w sprawie dzierżawy oblat zarzuca też Łukaszowi Misiunie ze stowarzyszenia MOST, które walczy o zachowanie granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego. "Założone przez pana Misiunę stowarzyszenie MOST było organizatorem happeningu odegranego pod murami klasztoru, w którym to kat w kapłańskiej sutannie ścinał głowę Matce Naturze. Ciekawe, czy uczestniczący w tym smutnym performansie młodzi ludzie zauważyli, że tak naprawdę w ciągu minionych prawie 2 lat nic na szczycie Łyśca się nie zmieniło", pisze zakonnik.
Istniejące działki tak jak były własnością Skarbu Państwa, tak dalej są jego własnością. Oblaci nie wybudują tu ani lądowiska dla helikopterów, ani hipermarketu, ani wysokiej klasy hotelu
- deklaruje o. Jamrozy w swoim liście.
Oblat zwraca też uwagę, na publikację kieleckiego oddziału "Gazety Wyborczej". "Jak wspomniano wcześniej, reintegracja zabudowań klasztornych stwarza możliwość poprawienia ich fatalnego stanu; wystarczy zajrzeć do wnętrza szpitalika, jedna wielka ruina. Jesteśmy także w posiadaniu ekspertyzy oceniającej, że dach nad skrzydłem zachodnim jest w tak fatalnym stanie, że grozi zawaleniem. Stanem tym wydaje się nie przejmować Grzegorz Walczak, który na łamach "Gazety Wyborczej" alarmuje: >>zakonnicy dostali już zgodę na usunięcie, w związku z remontem dachu, siedlisk chronionych gatunków ptaków<<. Rozumiemy, że gdyby dach się zawalił i w jego gruzach ptaki uwiłyby gniazda, tym bardziej nie pozwalałoby to na podjęcie jakichkolwiek działań. Pan redaktor przekracza granice absurdu gdy pisze, że [oblaci] 'planują też inwestycje, np. platformę widokową na dachu szpitalika.' Ależ nie, panie redaktorze! Planujemy wybudować tam basen i park rozrywki! To żart!, oczywiście" - pisze O. Jamrozy.
Tylko że słowa o wieży widokowej na dachu szpitalika padły wprost z ust ojca Pawła Gomulaka, koordynatora medialnego Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. - Chcemy na dachu budynku dawnego szpitalika utworzyć platformę, która z jednej strony spełniałaby funkcję wypoczynkową, a z drugiej ukazywałaby walory turystyczno-historyczne Świętego Krzyża, widok na gołoborza. Takie miejsce, gdzie będzie można usiąść i podziwiać przyrodę. Wielokrotnie mówiliśmy, że brakuje nam takiego miejsca, które dla turystów i pielgrzymów spełniałoby m.in. funkcje gastronomiczno-restauracyjne, ale jednocześnie byłoby oddzielone od przestrzeni sakralnej. W części tzw. szpitalika chcemy utworzyć miejsca noclegowe dla pielgrzymów, ale to nie nowość, ponieważ w takim celu służył kiedyś parkowi - powiedział "Wyborczej" ojciec Gomulak.
O. Jamrozy zadeklarował też "konstruktywną współpracę z władzami Świętokrzyskiego Parku Narodowego oraz władzami wojewódzkimi i samorządowymi". Na koniec natomiast duchowny próbował przekierować uwagę czytelników w inne miejsce, konkretnie na teren Radiowo-Telewizyjnego Centrum Nadawczego, na którym postawiono 157-metrową wieżę. "To zdumiewające, że jeszcze żaden aktywista-ekolog nie wpadł na pomysł rozpoczęcia batalii o przywrócenie parkowi tej działki. Cóż za zaniedbanie! Czy nie boli Was to, że znajdująca się tam fauna i flora jest niedostatecznie chroniona oraz podlega zgubnemu wpływowi promieniowania elektromagnetycznego? Czekamy zatem na kolejne performanse, tym razem, w których Matka Natura nadziana będzie na telewizyjną wieżę górującą nad Świętym Krzyżem" - prowokacyjnie kończy swój list ojciec Krzysztof Jamrozy.
Warto tu zaznaczyć, że "promieniowanie elektromagnetyczne wpływa na liczebność gatunków, przy czym czasem jest to pozytywny wpływ, w innych przypadkach neutralny, a na niektóre gatunki oddziałuje negatywnie. Na przykład zauważono, że wraz ze wzrostem poziomu promieniowania elektromagnetycznego wzrasta liczebności dzikich pszczół, liczebność motyli nie ulega znaczącym zmianom, a liczebność os ulega niewielkiemu obniżeniu", pisze na portalu nafalinauki.pl Mateusz Kęsy, doktorant w Zakładzie Hodowli Owadów Użytkowych Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.