"Świebodzin (pod) Chrystusem stoi, ale brakuje tam miłości". Nie można zjeść kanapeczki w parku

W Świebodzinie narodził się pomysł na to, by z parków "wyeksmitować" ptaki, które zdaniem burmistrza tego miasta "nie pozwalają zjeść kanapeczki na ławeczce" i uprzykrzają życie mieszkańców. Polityk zapowiedział zatrudnienie sokolnika i strącanie gniazd ptaków. W sprawie interweniował już wiceminister środowiska, który zaapelował o wstrzymanie tych działań i rozmowę nad innymi rozwiązaniami. "Świebodzin (pod) Chrystusem stoi, ale brakuje tam miłości do 'braci mniejszych'" - komentuje Ptasi Patrol Fundacji Noga w Łapę.
Gawrony - zdjęcie ilustracyjne
Fot. Maciej ?wierczy?ski / Agencja Wyborcza.pl

"Przywracamy Park Chopina Mieszkańcom. Rozpoczynamy działania polegające na usuwaniu ptasich gniazd oraz płoszeniu młodych osobników w miejscach lęgowych metodami sokolniczymi. Na podjęte działania otrzymaliśmy zgodę Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. W marcu odbędzie się akcja strząsania gniazd, a w kwietniu swoją pracę rozpocznie sokolnik. Uważamy, że podjęte przez nas prace przywrócą komfort życia naszym mieszkańcom, a także umożliwią swobodne korzystanie z miejskiej przestrzeni. To długo oczekiwana inicjatywa i mam nadzieję, że już tej wiosny przyniesie wymierne skutki" (pisownia oryginalna - red.) - czytamy w poście, który pojawił się na Facebooku burmistrza Świebodzina Tomasza Sielickiego. Sam polityk, w odpowiedzi na negatywne komentarze, zaprasza osoby spoza miasta do próby "zjedzenia bułeczki na ławeczce".

Zobacz wideo Policja pomogła zabłąkanym łabędziom. Ptaki zostały odprowadzone do wody

Decyzja władz spotkała się z krytyką w mediach społecznościowych. Jak jednak zauważa prezes zarządu Ptaki Polskie Piotr Kamont, burmistrz działał zgodnie z prawem i uzyskał zgodę od odpowiednich instytucji. 

Świebodzin. Chcą się pozbyć gawronów z parków. To ptaki, które znajdują się w Czerwonej Księdze

Zgodnie z decyzją Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, burmistrz Świebodzina uzyskał zgodę na "umyślne płoszenie lub niepokojenie w miejscach noclegu, w okresie lęgowym w miejscach rozrodu lub wychowu młodych osobników ptaków oraz na usunięcie gniazd gawronów znajdujących na wybranych drzewach" w trzech parkach na terenie miasta: Parku Chopina, Parku Łęgowskiego i Dworcowego. Decyzja ma dotyczyć jednego gatunku - gawronów.

- Pan burmistrz wystąpił do odpowiedniego organu (RDOŚ) i uzyskał odstępstwo od zakazów. Pytanie należałby więc kierować do RDOŚ o to, kto, dlaczego i na jakiej podstawie wydał decyzję dotyczącą zniszczenia kolonii gawronów - gatunku, który trafił ostatnio do Czerwonej Księgi (rejestru zagrożonych gatunków - red.). Czy RDOŚ rozważał działania alternatywne? Czy w decyzji nakazało wykonanie działań kompensacyjnych? Po drugie warto wiedzieć, że RDOŚ, choć nominalnie odpowiada za ochronę przyrody, to spora część wydawanych przez nią decyzji, nie służy ochronie. Tak jest w tym, ale nie tylko tym przypadku. Mówić tu można raczej o minimalizowaniu strat. Bo jeśli z jakiejś przyczyny należy zlikwidować kolonię gawronów, to lepiej zrzucić stare gniazda, niż zrzucać gniazda z jajami lub pisklętami w środku. Burmistrz zgodnie z prawem mógł usunąć stare gniazda ptaków od 15 października do 28 lutego - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Piotr Kamont.

Ornitolog Piotr Piliczewski zwraca też uwagę na to, że gawrony nie utrudniają życia ludziom celowo i złośliwie. W komentarzu pod postem burmistrza Świebodzina Piliczewski zauważa, że gawrony tracąc miejsca lęgowe i tak będą starały się gniazdować możliwie blisko dawnej kolonii. Usuwanie gniazd może być więc nieskuteczne. Na dodatek ma to miejsce w marcu, gdy w związku ze zmianami klimatu ptaki wcześnie przystępują do lęgu i wcześnie składają jaja. Jeśli w gniazdach znajdują się jaja, to ich usuwanie jest niezgodne z prawem - tak samo jak odstraszanie ptaków od czynnych gniazd. 

- To tak, jakby wjechać buldożerem do czyjegoś domu, nikogo nie pytając o zdanie. A ptaki to wartość sama w sobie. Wzbogacają parkowy ekosystem, przenoszą nasiona roślin, eliminują uciążliwe dla nas owady, są miłe dla oka i ucha człowieka. Ich widok wpływa kojąco na zmysły, ich obecność daje nam poczucie więzi z przyrodą. Przecież ludzie korzystający z parków cenią je właśnie za to, że są oazami życia w miastach - dodał w rozmowie z dziennik.pl Tomasz Zdrojewski z Koalicji Niech Żyją!.

Gawron, migrując do miast, wpadł z deszczu pod rynnę. "Ludziom przeszkadzają odgłosy kolonii ptaków, ale nie narzekają na hałas samochodów"

Chociaż działania burmistrza są zgodne z zezwoleniem wydanym przez RDOŚ, to i tak decyzja ta budzi wątpliwości ornitologów i fundacji zajmujących się ochroną dzikich zwierząt. W 2020 roku Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków umieściło na "Czerwonej liście ptaków Polski" gawrona, którego populacja w ostatnich 15 latach zmalała o 57 proc. Dawniej gawrony zamieszkiwały głównie wsie, jednak z czasem przeniosły się do miast, czego powodem były m.in. spadek liczby łąk i pastwisk, wielkoobszarowe rolnictwo oraz masowa wycinka drzew. - W ten sposób gawron wpada z deszczu pod rynnę: ucieka z wiejskich pól do miast, gdzie z kolei jest zwalczany. A jednocześnie, z jakiegoś nieznanego nam powodu, ciągnie do człowieka, osiedla się w jego pobliżu, co tylko pogarsza jego sytuację - oceniał ornitolog dr hab. Przemysław Chylarecki w rozmowie z OKO.press. 

Niestety, brak zrozumienia do gawronów to temat, który pojawia się co jakiś czas w mediach. W 2007 roku w Kielcach strażacy zostali wezwani do sprawdzenia gniazda gawronów po tym, jak jeden z mieszkańców bloków zastrzelił z wiatrówki dorosłe ptaki, które miały gniazdo w konarze drzewa. W 2018 roku na warszawskim Służewie znaleziono natomiast około 200 martwych kawek, które padły w jednym z parków przy szkole podstawowej przy ul. Niegocińskiej. Inspektorzy OTOZ-u podejrzewali, że powodem śmierci ptaków mogło być ich celowe otrucie. 

- Lubimy słowiki, bo pięknie śpiewają. Jerzyki, bo zjadają komary. Jeżeli jakiś gatunek "nie pracuje dla nas", to jest niepotrzebny i może zniknąć? Nie. Gawrony oczywiście, jak każdy inny gatunek, mają swoje miejsce w ekosystemie. (...) Zabraliśmy przyrodzie tak wiele, a ciągle, gdy tylko dochodzi do nawet iluzorycznego konfliktu, zawsze to człowiek ma być ważniejszy. Przecież ptaszki czy robaczki mogą sobie zamieszkać gdzie indziej. Ciekawe, że nikt jakoś nie wskazuje gdzie konkretnie to "indziej" ma być. W tym konkretnym przypadku ze Świebodzina pogodzenie potrzeb ptaków i ludzi wymaga tylko odrobiny wyobraźni. Przecież w miejscach najbardziej narażonych na zabrudzenie odchodami można zrobić zadaszenie - np. efektowny "zielony tunel" z krzew i pnączy. Park zyska nową atrakcję i problem zniknie - zauważa prezes zarządu Ptaki Polski. 

Piotr Kamont dodaje, że to sami mieszkańcy musieli poprosić burmistrza o interwencję w sprawie gawronów. Są to bowiem ptaki, których chociaż jest coraz mniej, to żyjąc w grupie, wydaje się, że jest ich ogrom. Gawrony mieszkają w koloniach, mają rozwiniętą hierarchię, tworzą relacje społeczne i łączą się w monogamiczne pary. Razem z lubiącymi ich towarzystwo kawkami, potrafią być więc głośne. - Co ciekawe zwykle ci sami ludzie, którym strasznie przeszkadzają odgłosy kolonii ptaków, jakoś nie narzekają na hałasujące samochody, autobusy - zauważa Piotr Kamont. 

O to, żeby żyć w zgodzie z ptakami, w tym gawronami, nie trzeba przekonywać ornitologów. "Krukowate są ptakami o wyjątkowo dobrze rozwiniętym życiu psychicznym i zdolnościach poznawczych. Każdy osobnik ma inną osobowość. Mają samoświadomość podobną do ludzkiej, mają teorię umysłu (wiedzą, że perspektywa innego osobnika może być inna niż ich własna), są w stanie planować i odraczać w czasie gratyfikację. Zamiast wydawać pieniądze na niszczenie i płoszenie, można było wydać pieniądze np. na edukację - dlaczego gawrony, jako ptaki zagrożone i jednocześnie o niezwykłej inteligencji, są warte ochrony. Dlaczego nie należy ich płoszyć nawet jeśli są uciążliwe. Dlaczego należy wypracowywać metody życia ze zwierzętami. Dlaczego zwierzęta są ważne" - pisze z kolei Piotr Piliczewski. 

W sprawie zareagował już wiceminister klimatu i środowiska, Główny Konserwator Przyrody Mikołaj Dorożała, który zaapelował o niepodejmowanie pochopnych działań i kontrolę Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. "Spotkajmy się i porozmawiam o szczegółach. Jestem pewien, że znajdziemy lepsze rozwiązanie" - napisał na X.

Do negatywnych komentarzy w mediach społecznościowych odniósł się także burmistrz Świebodzina, który napisał, że "nikt nie mówił, że będzie łatwo". "Nawet jeśli decyzje wymagające podjęcia będą trudne, to zawsze stanę po stronie Mieszkańców. Szanuję każdą opinię, nie z każdą się zgadzam, dlatego nie wdaję się w opartą na emocjach polemikę z ludźmi, którzy Świebodzin widzieli tylko na Google Maps" - napisał polityk. Tomasz Sielicki zaznaczył też, że nie godzi się na hejt, który w związku z tą sprawą dotknął urzędników. 

Więcej o: