Ferma lisów w Długiem Starem jest już pusta, a właścicielka zawiesiła działalność - tak wynika z protokołu kontroli Inspekcji Weterynaryjnej. Aktywiści ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki wymieniają liczne nieprawidłowości. Pod klatkami, w klatkach i poidłach zwierząt zalegały odchody, niektóre poidła były puste, inne wypełnione moczem lub glonami. O sprawie została poinformowana prokuratura.
Aktywiści Otwartych Klatek przeprowadzili interwencję na fermie na początku lutego. Uratowali wtedy cztery lisy, które były w najgorszym stanie. Zwierzęta zostały otoczone opieką weterynaryjną, a następnie zostały przewiezione do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt w Jelonkach, gdzie otrzymały imiona: Ernest, Eliot, Eryk i Edwin.
Otwarte Klatki przypominają, że hodowca z fermy w Długiem Starem został już dwukrotnie skazany za znęcanie się nad zwierzętami. W styczniu Sąd Rejonowy w Lesznie ogłosił wyrok w sprawie brutalnego uśmiercania norek. Nagrania pozyskane przez Otwarte Klatki pokazywały kilkuminutową agonię zwierząt wewnątrz skrzyni do gazowania, a także dobijanie norek, które przetrwały gazowanie, metalowym prętem czy poprzez uderzenie o drewniany legar. Hodowca został skazany na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, a także dostał 7 lat zakazu pracy z norkami i prowadzenia działalności związanej z hodowlą norek i 3 lata zakazu posiadania zwierząt. Wyrok jest nieprawomocny.
Także w styczniu zapadł kolejny wyrok w sprawie tej samej fermy. Hodowca trzymał lisy w około 30-stopniowym upale bez dostępu do wody i bez osłony przed słońcem. Sąd w pierwszej instancji skazał go na 7 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, 3 lata zakazu posiadania lisów oraz 3 lata zakazu prowadzenia działalności związanej z hodowlą lisów. Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał wyrok w mocy. Aktywiści podkreślają, że nie wiadomo, kto zajmował się lisami po tym, jak hodowca otrzymał sądowy zakaz zajmowania się lisami. Zdaniem Otwartych Klatek najprawdopodobniej robił to syn hodowcy. Ponadto nie wiadomo, co stało się z ponad setką lisów z fermy. - Skontaktowaliśmy się ponownie z Inspekcją Weterynaryjną, próbując ustalić, czy właściciel fermy poinformował z wyprzedzeniem o planowanym uśmierceniu zwierząt lub ich sprzedaży jako żywych. Czekamy na odpowiedź - skomentowała Angelika Kimbort, radczyni prawna reprezentująca Otwarte Klatki.