"Dorożała do dymisji". Rozmawialiśmy z leśnikami i myśliwymi na proteście

- Dorożała chce zabrać cyraneczkę, głowienkę, łyskę. Tylko na jedną kaczkę będzie można polować - skarży się myśliwy. - 20 proc. lasów chce się zostawić samych sobie. Mamy Puszczę Białowieską jako dobry przykład, co się wtedy dzieje - opowiada leśnik. Te dwie grupy protestował obok rolników przeciwko niektórym ekologicznym postulatom rządu.
Leśnicy i myśliwi protestowali obok rolników przed Kancelarią Premiera
Fot. Patryk Strzałkowski

Nie tylko rolnicy i związki zawodowe, ale też leśnicy, myśliwi i pracownicy zakładów usług leśnych protestowali we wtorek w Warszawie. Protest był wspólny, ale każda grupa miała swoje konkretne postulaty. Myśliwi chcą dalej móc strzelać do niektórych ptaków, leśnicy - przynajmniej ci, którzy zgodzili się rozmawiać - sprzeciwiają się ograniczeniom wycinek.

Zobacz wideo Paulina Sobiesiak-Penszko: Na rolnikach najlepiej zarabiają handlowcy

Wtorkowy protest był dużo i głośny - przed Kancelarią Premiera i w okolicy płonęły opony i race, raz za razem wybuchały petardy, rozbrzmiewał huk wuwuzeli. Policja raz za razem groziła, że za bezprawne używanie pirotechniki wyciągnie "surowe konsekwencje", jednak już kawałek od radiowozów ten komunikat był praktycznie niesłyszalny w huku petard i trąbek. 

Między rolnikami i członkami związków zawodowych nietrudno było rozpoznać dwie grupy, które przyłączyły się do protestu: myśliwych w kamuflażu i kapeluszach oraz ubranych w zielone, służbowe ubrania leśników. Ci ostatni trzymali się razem w swoich grupach i w większości byli niechętni do rozmowy o powodach protestu. 

"Nie ma słowa: wycinka"

"Proszę porozmawiać z rzecznikiem", "wypowie się lider", "my się nie wypowiadamy do mediów, proszę do rzecznika" - taką odpowiedź na pytanie o to, dlaczego protestują, słyszałem najczęściej od leśników. A wspomnianych rzeczników i liderów nie sposób było znaleźć. Jednak kilka osób w zielonych mundurach zdecydowało się wypowiedzieć o tym, co skłoniło ich do protestu w Warszawie.

Leśniczka z Opoczna jako powód protestu wymieniła "Zielony Ład". A co konkretnie? - To, jak Zielony Ład ma ograniczyć gospodarkę leśną w naszym kraju. W moim nadleśnictwie tego nie widzę, ale może to do nas w każdej chwili dojść - mówiła. 

- Nasz model gospodarki leśnej jest znany na całym świecie. Jeśli zaprzestaniemy ją prowadzić, to obraz naszych lasów będzie zupełnie inny. Część lasów można zostawić, możemy zwiększać powierzchnię rezerwatów, parków narodowych - tam, gdzie ma to sens. A nie, że ktoś rzuci sobie: wyłączamy 20 proc. z wycinki, nie ma znaczenia gdzie. A nowe ministerstwo tylko udaje, że słucha leśników, nie prowadzi konstruktywnych rozmów. Mamy bardzo szerokie wykształcenie, a nikt nie chce z nami rozmawiać, jesteśmy wręcz opluwani, jakbyśmy my krzywdę lasom robili. A to m.in. nasza zasługa - nie wyłącznie, ale duża - jakie mamy zasoby.  

- Zielony Ład niszczy ludziom życie i trzeba go renegocjować - powiedział p. Krzysztof, pracownik Służby Leśnej z rejonu Puszczy Białowieskiej. - 20 proc. lasów chce się zostawić samych sobie. Mamy Puszczę Białowieską jako dobry przykład co się dzieje, jak las jest zostawiony sam sobie. Pod pozorem naturalnych procesów puszczono gradację kornika i kilka milionów drzew obumarło. Kolejne drzewa umierają, nikt nad tym nie panuje. Miał być rozwój turystyki, a nie ma. Wszystko idzie nie tak, jak trzeba - mówił. Jego zdaniem rząd "nie uwzględniał skutków" swoich decyzji dot. lasów. - To rola rządzących, żeby opracować analizy i według nich postępować. Tego chcemy. Nie może być tak, że ktoś sobie zza biurka decyduje - powiedział. 

Trzeba dodać, że argument o "niszczeniu" lasy przez kornika był od lat podnoszony przez część leśników. Jednak zdaniem ekspertów tym, co realnie zagrażało Puszczy Białowieskiej i jej wyjątkowym cechom był nie kornik, a właśnie wycinki prowadzone przez Lasy Państwowe wstrzymane dopiero decyzją sądu. 

- Chcemy godnie pracować - powiedział inny leśnik z woj. podlaskiego, który prosił o zachowanie anonimowości. - Te wszystkie wprowadzane formy ochrony lasów nie do końca oddają to, o co chodzi. Leśnicy od pokoleń chronią lasy i my cały czas chronimy przyrodę. Nawet słowo "wycinka" jest sztuczne, takie słowo nie figuruje w kanonie leśnym - są "zabiegi hodowlane". Czy w takim razie jest przeciwny nowym parkom narodowym lub rezerwatom? - Można robić - ale z głową! Na podstawie rzetelnych, naukowych badań, a nie spontanicznych decyzji - powiedział i dodał, że teraz "piłeczka jest po stronie rządu" i "włodarzy lasów". 

Strzelać do cyraneczki

Na proteście były też grupy myśliwych. Dlaczego pojawili się na demonstracji? Tak mówił Artur, myśliwy z Torunia:

- Nie podobają nam się głównie postulaty pana Dorożały (wiceminister klimatu i środowiska - red.). To, co on i pani minister chcą zrobić z polskim łowiectwem, jest nie do przyjęcia. Przez sto lat funkcjonowania Polskiego Związku Łowieckiego nikt nie miał takich pomysłów. Które postulaty nam się nie podobają? Wszystkie. A także to, że łowiectwo zostało przeniesione z ministerstwa rolnictwa do ministerstwa klimatu.

Jakie zmiany dla myśliwych proponuje rząd? W lutym wiceminister Dorożała przedstawił postulaty zmian przepisów dot. polowań, które - jak powiedział - były konsultowane z naukowcami, ekologami i częścią środowiska łowieckiego. W propozycjach jest m.in. zakaz polowań na kilkanaście gatunków dzikich ptaków, m.in. gęś gęgawa, kuropatwa czy kaczki: głowienka, czernica, t. Według Koalicji "Niech Żyją" polowania na ptaki są "niepotrzebne i niehumanitarne", "nie mają żadnego uzasadnienia ekonomicznego ani przyrodniczego".

- My doskonale wiemy, jak zarządzać gospodarką łowną. Wszystko było okej przez dziesiątki lat, a nagle ktoś ma swoje pomysły. Jeśli chodzi o ptaki, to my i tak prawie na nie nie polujemy, z wyjątkiem gęsi i kaczek. A w niektórych regionach gęś robi ogromne szkody w rolnictwie i nie tylko - mówił myśliwy. Dodał, że myśliwi "nie walczą" z mniejszymi gatunkami, jak cyranka, a "wręcz pomagają". 

Ministra Dorożałę krytykował też inny myśliwy, p. Mariusz z woj. świętokrzyskiego. - Człowiek powinien najpierw porozmawiać z ludźmi, którzy mają wiedzę, użytkują to od dziada pradziada. To, co oni chcą teraz zrobić, jest głupie, nieprzemyślane. 

- Chcą zabrać myśliwym praktycznie wszystko, na co można polować. Tylko zostawić, żeby płacili szkody łowieckie. Dorożała chce zabrać cyraneczkę, głowienkę, łyskę. Polujemy na cztery kaczki, a trzy chce zabrać. To tylko na krzyżówkę będzie można polować. Pole do dialogu? Nie ma żadnego, Dorożała musi odejść, ten człowiek jest niemądry. W ogóle nie rozmawia z lobby, tylko jakieś zielone ma. 

Ocieplić dom? A skąd pieniądze?

- Nie wszystko, ale niektóre rzeczy w Zielonym Ładzie mi się nie podobają - mówiła z kolei p. Marzena, nauczycielka, która protestowała z transparentem "Miasto i wieś - jedn pięść, precz z zielonym ładem". 

- Podoba mi się to, że zaczynamy dbać o środowisko. To jest ważne, ta segregacja śmieci, ja sama tego uczę dzieci. Ale nie może być tak, że ja na rozkaz będę musiała tak czy inaczej ogrzewać mieszkanie. Mnie na to nie stać - mówiła. 

Kobieta obawia się kar za nieocieplenie domu. - Wolność polega na tym, że mogę zrobić, a mogę nie zrobić - dodała. A gdyby dostała na to dofinansowanie? - Może bym się zastanowiła, bo to jest dobra rzecz. Ale dopiero co zamienialiśmy piec na gazowy, a teraz gazowych już nie można. Dlaczego? To dziwne. Jeszcze niedawno prawie wszyscy dostawali dotacje, a teraz mówią, że będą kary za piece gazowe. I czy na pewno teraz dadzą pieniądze? Niedawno znajomi zakładali fotowoltaikę i już pół roku czekają na pieniądze - powiedziała nauczycielka. - Gdyby to było z sensem i ludzi by słuchali, to byłoby inaczej - dodała.