Wszystkie kraje UE - w tym Polska - miały złożyć do połowy ubiegłego roku propozycje aktualizacji swoich planów na rzecz energii i klimatu. Rząd PiS tego nie zrobił, a nowa koalicja odziedziczyła po poprzednikach potężne spóźnienie i potrzebę pilnego sporządzenia dokumentu i przesłania go do Brukseli. To udało się zrobić - plan przesłano 1 marca.
Jednak choć w piątek plan poznała Bruksela, nie poznali go Polacy. Ministerstwo nie opublikowało wtedy dokumentu. Treść poznaliśmy, gdy na początku tego tygodnia... sama Komisja Europejska zamieściła go na swojej stronie. Dopiero po tym Ministerstwo Klimatu i Środowiska także opublikowało plan na swojej stronie internetowej i poinformowało o tym w komunikacie.
Krajowy plan w dziedzinie energii i klimatu do 2030 r. (KPEiK) to ważny dokument, który opisuje kierunek całej zielonej transformacji w tej dekadzie i wskazuje kierunki polityki klimatyczno-energetycznej. Pierwotne plany kraje UE opracowywały już kilka lat temu, a teraz KE chciała poznać ich aktualizacje, które są dostosowane do postępującej unijnej polityki klimatycznej. Co znajduje się w propozycji przygotowanej przez nowy rząd?
Jak informuje resort klimatu, pokazano pierwszy z dwóch scenariuszy transformacji energetycznej - mniej ambitny, "bazowy" scenariusz. Ten - czytamy w komunikacje - pokazuje "aktualną ocenę możliwego wkładu Polski w realizację unijnych celów klimatyczno-energetycznych na 2030 r." Bardziej ambitny scenariusz zostanie pokazany w przyszłości, bo teraz trwają "zaawansowane prace" nad jego dopracowaniem. Gdy już powstanie, cały plan trafi do konsultacji publicznych, by zamknąć dokument w okolicy połowy roku.
W "mniej ambitnym" scenariuszu widać, że szybka transformacja jest w Polsce nieunikniona i będzie się dziać nawet bez nowych, dodatkowych polityk (choć te powinny zostać wprowadzone). W myśl tego scenariusza do 2030 roku zetniemy nasze emisje gazów cieplarnianych o 35 proc. Nie jest to wynik imponujących (cel dla całej UE to do 55 proc. w tym samym okresie). Z drugiej strony do 2021 roku udało nam się zmniejszyć emisje tylko o 15 proc. (w odniesieniu do 1990) roku, więc w mniej niż dekadę musimy ściąć więcej niż przez ostatnie 30 lat. Najwięcej emisji zetniemy w energetyce, mniej w transporcie czy rolnictwie.
Nawet bez dodatkowych działań będzie rósł udział źródeł odnawialnych w produkcji energii. W 2030 roku aż 50 proc. energii elektrycznej ma pochodzić z OZE. To o wiele więcej niż obecnie - w 2023 roku było to 27 proc. Z drugiej strony np. Fundacja Instrat pokazywała w swoich analizach, że możliwe są o wiele bardziej ambitne plany transformacji, do nawet 68 proc. elektryczności ze źródeł odnawialnych. Możliwe, że plany bliższe do tego pojawią się w "ambitnym" scenariuszu, nad którym pracuje ministerstwo.
Transport ma być według rządu o wiele trudniejszy do dekarbonizacji niż energetyka. W raporcie czytamy, że realizacja celu dotyczącego udziału czystej energii w transporcie na rok 2030 "oceniana jest jako niemożliwa do osiągnięcia". Spełnienie tego celu ma być bardzo trudne też dla innych krajów UE. Według rządowej prognozy w 2030 r. w Polsce może być zarejestrowanych ponad 1,46 mln pojazdów elektrycznych i hybrydowych typu plug-in. Obecnie jest ich ok. 100 tys.