"Duże części oceanu tropikalnego są najcieplejsze w historii, a globalny ocean pozabiegunowy przez ostatnie SZEŚĆ tygodni utrzymywał temperaturę powyżej 21°C" - zauważyła dr Sam Burgess z unijnego Copernicus Climate Change Service.
Z danych, które można znaleźć w danych Copernicusa, wynika, że według stanu na 17 marca temperatura powierzchni oceanu globalnego jest rekordowo wysoka. Średnia to 21,7 stopnia Celsjusza - średnia, czyli uwzględniająca również chłodniejsze rejony polarne. A są takie obszary Pacyfiku i Atlantyku, gdzie temperatura powierzchni oceanu wynosi 30 stopni Celsjusza. To wszystko dobrze widać na poniższym wykresie i mapie:
Początek tego roku jest pod względem temperatury powierzchni oceanów i mórz wyraźnie gorszy niż poprzedni - i tak już rekordowy. W 2023 r. te rekordy zaczęły być bite w połowie marca - i tak już zostało do końca grudnia. Średnia globalna temperatura oceanów w zeszłym roku była o 0,25 stopnia Celsjusza wyższa niż w poprzednim roku. Jak zauważył Gregory C. Johnson, oceanograf a amerykańskiej NOAA, ten wzrost odpowiada dwóm dekadom ocieplenia - a miał miejsce tylko w jednym roku. "Jest więc dość duży, dość znaczący i nieco zaskakujący" - dodał w rozmowie z portalem CNN.
"Dość" to w zasadzie mało powiedziane, jeśli przyjrzeć się powyższym wykresom i mapie z serwisu Copernicus. Tak wyglądało ostatnie 12 miesięcy w oceanach - pomiędzy długimi okresami czerwieni, czyli wysokich anomalii dodatnich temperatury oceanów (względem wieloletniej średniej) był poprzeplatany znacznie krótszymi okresami ochłodzenia.
Skąd te temperatury? Oceany pochłaniają około 90 proc. nadmiarowego ciepła, powstałego w wyniku spalania paliw kopalnych. Naukowcy śledzą temperatury powierzchni wody, by śledzić też to, jak postępuje globalne ocieplenie. "Ocean jest strażnikiem globalnego ocieplenia" - powiedziała CNN Karina von Schuckmann, oceanografka z Mercator Ocean International we Francji.
Efekt powodowanego przez człowieka globalnego ocieplenia podbiło w zeszłym roku jeszcze El Nino, które jest naturalnym zjawiskiem, wzmacniającym wyższe od średniej temperatury oceanu. W tym roku, za kilka miesięcy, El Nino powinna zastąpić La Nina, zjawisko, które zwykle działa ochładzająco na morza. Zanim to się stanie, oceany się grzeją i to może mieć poważne konsekwencje. W pierwszej kolejności dla morskiego życia - u wybrzeży Australii już widać epizody blaknięcia rafy koralowej. Dla ludzi najbardziej namacalny - i natychmiastowy - skutek ma związek z pogodą. Gorąco z oceanu dodaje energii zasilającej sztormy i huragany. I właśnie wyjątkowo (dla naukowców zadziwiająco) wysokie są na północnym Atlantyku, akwenie kluczowym dla formowania się huraganów.
Pech w tym, że La Nina także potrafi działać wzmacniająco na huragany. Jeśli zatem te ekstremalnie wysokie temperatury oceanów utrzymają się także w drugiej połowie roku, kiedy to zjawisko ma zastąpić El Nino, grozi to ryzykiem wyjątkowo trudnego sezonu huraganowego - zauważają eksperci w rozmowie z CNN. W teorii jednak, w najbliższych miesiącach podgrzewający efekt El Nino powinien wygasać - na to wskazywały historyczne dane. Obecna niepewność utrudnia jednak ekspertom prognozowanie.