Polska ma odchodzić od węgla i czerpać energię elektryczną ze źródeł odnawialnych oraz elektrowni atomowych. Tych pierwszych stopniowo przybywa, a druga wciąż jest odległą perspektywą. Jak bardzo? Wypowiedzi ministerki przemysłu Marzeny Czarneckiej wywołały spore zamieszanie w tej sprawie.
Według oficjalnych dokumentów z czasów PiS prąd z pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w Choczewie miałby popłynąć w 2033 roku. Mniej i bardziej oficjalnie mówi się o tym, że realna data to co najmniej dwa lata później, czyli rok 2035. Ale na początku tygodnia w wywiadzie dla TVP Info ministerka Czarnecka powiedziała, że jej zdaniem "moment oddania" elektrowni do użytku to raczej rok 2039. A we wtorek podczas panelu na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach mówiła "ostrożnościowo" nawet o roku 2040.
- Nasi poprzednicy zakładali lata 2032-2033 zbyt optymistycznie. My jesteśmy realistami - stwierdziła. Wypowiedź wywołała burzę komentarzy i publikacji. Wciąż trwa audyt projektu jądrowego i rząd nie mówił oficjalnie o tak dużym opóźnieniu. W końcu Czarnecka sprecyzowała, co miała na myśli, gdy mówiła o roku 2039.
"Nie ma chaosu komunikacyjnego co do harmonogramu elektrowni jądrowej!" - napisała na Twitterze i wyjaśniła, że rok 2039 ma być rokiem zakończenia całego projektu. W 2035 roku, więc zgodnie z realistycznym harmonogramem, miałby zacząć pracować pierwszy reaktor, a przez kolejne lata oddawane byłyby następne (w sumie elektrownia w Choczewie ma składać się z trzech bloków jądrowych). Dodała też, że rok 2028 to data wylania "pierwszego betonu jądrowego", zatem rozpoczęcia budowy samej elektrowni.
Z czego wynika tak długi czas realizacji inwestycji i przygotowania do samej budowy? Więc o tym mówił w innym panelu na Kongresie Gospodarczym Maciej Bando, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.
- Tak naprawdę polski program jądrowy ruszył w ubiegłym roku - powiedział. Podkreślił, że ma nadzieję, że ta "największa inwestycja w powojennej Polsce będzie zrealizowana w czasie, który będzie przykładem dla innych" i pokaże, że można zbudować taką elektrownię w terminie i bez przekraczania założonego budżetu inwestycji.
Bando, podobnie jak Czarnecka, mówił o roku 2028 jako roku kluczowym dla inwestycji. Do tego czasu trwać będą procedury administracyjne, regulacyjne i inwestycyjne. A po nich zacznie się sama budowa elektrowni, która - według deklaracji wykonawców - potrwa siedem lat. Po rozpoczęciu działania pierwszego reaktora kolejne bloki mają być oddawane rok po roku.
Dlaczego budowa samej elektrowni ma ruszyć dopiero za mniej więcej cztery lata? Jan Chadam ze spółki Polskie Elektrownie Jądrowe na kongresie w Katowicach podkreślał, że "musimy uczciwie mówić o tym, na jakim etapie jesteśmy". - Wszystko, co było do tej pory, to były przymiarki i założenia - powiedział, odnosząc się do prezentowanego dotychczas harmonogramu z czasów rządu PiS.
Jak wyjaśnił, w miejscu budowy elektrowni w Choczewie zaczynają się odwierty w gruncie i analizy struktury gleby. - Te są niezbędne do przygotowania projektu - mówił. Ocenił, że to "bardzo wstępny etap". Dopiero wyniki testów gleby dadzą podstawę do projektowania, a one - do szacowania kosztów i określenia realnego harmonogramu. Niewiadomą pozostaje wciąż model finansowania elektrowni.