Na poniedziałkowym posiedzeniu unijnej rady ds. środowiska pod głosowanie może trafić unijne prawo ws. odbudowy przyrody (Nature Restoration Law). Unijne kraje oraz Parlament Europejski wcześniej wypracowały kompromis ws. przepisów, ale później Węgry zmieniły zdanie na "nie". Teraz przyszłość prawa wisi na włosku, choć wystarczyłby głos jednego z blokujących krajów - na przykład Polski - aby je przyjąć.
O Nature Restoration Law pisaliśmy już wielokrotnie - między innymi gdy Donald Tusk ogłosił, że chce je "zablokować" oraz gdy sondaże pokazywały gremialne poparcie Polek i Polaków dla lepszej ochrony środowiska.
Teraz prawo jest dosłownie o włos od przyjęcia. W niedzielę Austria ogłosiła, że zmienia swoje wcześniejsze stanowisko i zagłosuje na "tak". Jak podaje portal euractiv.com, to oznacza, że prawo ma poparcie krajów reprezentujących 64,86 procent popularni Unii Europejskiej. Wymagana większość to 65 procent.
Teraz wszystko będzie zależeć od tego, czy jeszcze któryś z krajów zmieni zdanie. Oczy zwrócone są przede wszystkim na Węgry, które początkowo popierały prawo o odbudowie przyrody, a w ostatniej chwili przed planowanym kilka miesięcy temu głosowaniem zmieniły zdanie.
Jednak na świeczniku są także Słowacja oraz Polska. Warszawa nie popierała prawa jeszcze za rządów PiS, ale zmiana władzy na rząd, który przedstawia siebie jako bardziej proeuropejski i dbający o przyrodę dawała nadzieję zwolennikom Nature Restoration Law. Te nadzieje okazały się płonne po słowach Tuska o "blokowaniu" tych przepisów. W reakcji na nie organizacje pozarządowe wystartowały z dużą kampanią i apelami do rządu i premiera. Pod znakiem zapytania jest stanowisko Słowacji.
Inne kraje sprzeciwiające się przepisom - Włochy, Szwecja, Finlandia - od dawna są na nie i nie wygląda na to, by zamierzały teraz zmienić zdanie. Posiedzenie Rady złożonej z unijnych ministrów ds. środowiska zaplanowano na poniedziałek rano. Jeśli okaże się, że jest większość - może dojść do głosowania. Jeśli nie, sprawująca prezydencję Belgia może znów przełożyć głosowanie. Jednak to drastycznie zmniejszy szanse na to, że NRL zostanie w końcu przyjęte.
Na porannym, publicznym posiedzeniu Rady poszczególne kraje przedstawiają swoje stanowisko - poniżej cytaty w pierwszych wypowiedzi:
Ogromna większość terenów w Unii Europejskiej jest przekształcona i w jakimś stopniu zdegradowana. Mamy osuszone mokradła, wycięte lasy, uregulowane rzeki i zabetonowane miasta. Ale te zmiany da się odwrócić i takie jest założenie prawa dot. odbudowy przyrody.
Jak piszą organizacje pozarządowe, pozwoli ono na "skoordynowaną odbudowę ekosystemów, które są tarczą ochronną naszego społeczeństwa, rolnictwa, gospodarki i standardu życia". Działania w ramach nowych przepisów mają dotyczyć m.in. zdrowych gleb, czystej wody i powietrza, ochrony gatunków oraz zieleni miejskiej.
Podkreślają też, że wbrew głosom krytyków, Nature Restoration Law "nie wprowadzi żadnych obciążeń czy obowiązków dla prywatnych właścicieli gruntów". Państwa członkowskie będą miały za zadanie wprowadzić system atrakcyjnych zachęt dla rolników, którzy będą chcieli na przykład odtwarzać osuszone torfowiska na swoich gruntach. Prowadzenie takich działań będzie dla rolników całkowicie dobrowolne. Na przykład cele w zakresie nawodnienia torfowisk Polska może wdrożyć na gruntach Skarbu Państwa lub w parkach narodowych.
Na terenach rolniczych celem będzie przywracanie populacji owadów zapylających i motyli, odbudowa gleby i zwiększenie odsetka krajobrazu o wysokiej różnorodności. W praktyce to rządy krajów będą decydować, jak te cele osiągnąć - na przykład promując dobre praktyki czy dopłacając do tworzenia enklaw przyrody, przykładowo wokół cieków wodnych.
Jeśli przepisy zostaną przyjęte, to wszystkie kraje UE będą miały za zadanie wprowadzenie działań z zakresu odbudowy przyrody na 20 proc. obszarów morskich i lądowych UE. W sumie 25 tys. km rzek w Unii ma być przywrócona do stanu swobodnego przepływu do 2030 roku.