Zamordowali 300 piskląt kormoranów. "Na tej wyspie rozegrało się piekło". Sąd zdecydował

Sąd wydał nieprawomocny wyrok pozbawienia wolności dwóch mężczyzn, którzy zabili w ubiegłym roku ponad 300 piskląt kormoranów. "Część ptaków zginęła po pierwszych uderzaniach, a część długotrwale dogorywała w bólach, z połamanymi ciałami, bez pokarmu, odwodniona, w skrajnym cierpieniu" - czytamy we wpisie Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Zniszczone gniazda kormoranów
Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody 'Salamandra' / Facebook

"Rok bezwzględnego pozbawienia wolności - takim wyrokiem zakończył się proces dwóch mężczyzn oskarżonych o rzeź kormoranów na Jeziorze Tonowskim (powiat żniński w województwie kujawsko-pomorskim)" - poinformowała Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. W maju 2023 roku informowaliśmy, że nieznani sprawcy zniszczyli ponad 100 gniazd kormoranów, w wyniku czego zginęło niemal 300 piskląt.

Zobacz wideo Nie dotykaj małych ptaków. Możesz im zaszkodzić

Sąd skazał zabójców 300 piskląt kormoranów. Drastyczna zbrodnia na środowisku

Jak się okazuje, za bestialski akt odpowiadało dwóch 54-latków, którzy w kwietniu przy użyciu metalowych rur strącili z drzew gniazda kormoranów. "Młode ptaki zostały pozbawione możliwości dokarmiania przez rodziców, a część z nich po zrzuceniu została zadeptana. Zawiadomienie o przestępstwie złożyło Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody 'Salamandra'" - czytamy we wpisie Pracowni. 

Mężczyzn skazano z art. 35 ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt o znęcanie się nad ptakami ze szczególnym okrucieństwem, a także z art. 181 par. 1 i 2 Kodeksu Karnego, czyli o spowodowanie znacznej szkody w świecie roślinnym i zwierzęcym.

Część ptaków zginęła po pierwszych uderzaniach, a część długotrwale dogorywała w bólach, z połamanymi ciałami, bez pokarmu, odwodniona, w skrajnym cierpieniu. Sprawa rzezi kormoranów jest jednym z bardziej drastycznych zbrodni na środowisku, które wstrząsnęło opinią publiczną

- czytamy dalej. 

Sprawcy byli wędkarzami. Ptaki stanowią dla nich "konkurencję"

Pracownia na rzecz Wszystkich Istot zauważa, że sprawa kormoranów nie jest jednostkowym przypadkiem. Młode ptaki, ale też młode foki są zabijane, ponieważ stanowią konkurencję dla rybaków. Dwóch skazanych 54-latków - wędkarz i właściciel stawu - przyznali się do winy już na pierwszej rozprawie. Tłumaczyli się działaniem pod wpływem wzburzenia, do czego miało ich doprowadzić wyjadanie przez ptaki ryb ze stawu. 

Mężczyźni dobrowolnie poddali się karze. Wnioskowali jednak o wyrok w zawieszeniu, na co nie zgodziła się Prokuratura, która domagała się wyższej kary. Skazani oprócz roku bezwzględnego pozbawienia wolności muszą wpłacić po 20 tys. zł nawiązki na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Ponadto muszą pokryć kilka tysięcy złotych kosztów sądowych, a sąd nałożył na nich zakaz posiadania zwierząt. Wyrok jest nieprawomocny. 

- Cieszy mnie kara bezwzględnego więzienia, nie satysfakcjonuje jej wysokość, biorąc pod uwagę skalę drastyczności i rozmiar zbrodni. Chcę przy tym wyraźnie podkreślić, że prowadzenie sprawy przez prokuraturę świetne - konkretne, zaangażowane, nieodpuszczające. Prokurator także żądał kary więzienia, ale wyższej. To jeden z rzadkich przypadków spraw o sprawiedliwość dla zwierząt, gdzie naprawdę miałam poczucie, że reprezentuję oskarżyciela posiłkowego (pomocniczego/dodatkowego), ale główną pracę wykonuje państwo. Że nie musimy wyręczać wymiaru sprawiedliwości, bo on działa, a my ewentualnie możemy coś dołożyć. Właśnie tak być powinno! - skomentowała adwokatka Karolina Kuszlewicz, która prowadzi stronę "W imieniu zwierząt i przyrody - głosem adwokatki" i która reprezentowała Pracownię w procesie. Prokuratura wnosiła o 1 rok i 6 miesięcy pozbawienia wolności, czyli o karę surowszą niż ta ostatecznie wymierzona.

Ten wyrok to bardzo ważny sygnał wymiaru sprawiedliwości, że nie będzie przymykał oczu na barbarzyństwo człowieka wobec zwierząt dzikich. Na tej wyspie rozegrało się piekło w odniesieniu do bezbronnych, niemogących się bronić istot. To tak, jakby uzbrojony bandyta wszedł na wyspę i zaczął strzelać do uwięzionych na niej ludzi. Te zwierzęta były u siebie, w swoim naturalnym środowisku

- mówi Kuszlewicz w komentarzu dla Pracowni. 

Więcej o: