W Kowarach, u podnóża Karkonoszy, mieszkańcy są odcięci od stałych dostaw wody. Ta w kranie pojawia się tylko w wybranych godzinach i to tylko dzięki dowożeniu jej beczkowozami. Miejscowości w takiej sytuacji jest więcej.
Lokalny portal 24jgora.pl opisuje sytuację w Kowarach jako dramatyczną: "Służby robią wszystko, by zapewnić dostawę wody, chociażby przez kilka godzin dziennie, a to i tak często nawet to się nie udaje". Mieszkańcy nie mają wody do mycia, gotowania, nie mogą uruchomić zmywarki czy spuścić wody w toalecie. Na jednym z osiedli wody praktycznie nie ma już od miesiąca.
Winna jest przede wszystkim susza - z powodu braku wystarczającej ilości deszczu wyschły wykorzystywane tam ujęcia wody. Aby woda w ogóle była w sieci, musi być dostarczana beczkowozami z innych ujęć. Miasto planuje przeprowadzić odwierty, żeby korzystać z nowych ujęć wody. Jednak na razie trwa badanie terenu, gdzie miałyby zostać wykonane. Co ważne, podziemne zasoby wodne także są ograniczone i ich zbyt intensywne wykorzystanie może doprowadzić do ich wyczerpania.
Z przerwami w dostawie wody mierzą się też mieszkańcy miejscowości Świeradów-Zdrój, uzdrowiska także położonego w województwie dolnośląskim. Tam przerwy zdarzają się rzadziej niż w Kowarach, ale samorząd już zaapelował do mieszkańców o oszczędzanie wody "w związku z trwającą falą upałów oraz brakiem opadów atmosferycznych".
Na pierwszy weekend sierpnia wydano dla południowych województw ostrzeżenia przed silnymi opadami i możliwym gwałtownym wezbraniem rzek. A jednocześnie w części Polski - także na południu - obowiązują alerty Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w związku z suszą hydrologiczną. To dobrze pokazuje trudną sytuację, napędzaną przez zmianę klimatu. Z jednej strony mamy dłuższe okresy bez deszczu, a do tego wysoką temperaturę (w Polsce lipiec był średnio znacznie cieplejszy od normy), z drugiej - gwałtowne opady w krótkim czasie. Właśnie takie prognozowane są na piątek i sobotę.
Intensywny deszcz w ograniczonym czasie tylko w niewielkim stopniu może zaradzić suszy - i najwyżej na krótki czas. Bo woda szybko spływa do kanałów i rzek. Może dojść do groźnego wezbrania, ale po kilku dniach nie będzie po nim śladu i woda znów będzie na niskim poziomie.
Nie tylko IMGW, ale też państwowa służba geologiczna wprowadza stan zagrożenia hydrogeologicznego dla województw mazowieckiego i dolnośląskiego w związku z niedoborem wody.
Co to oznacza? IMGW informuje o suszy hydrologicznej, czyli niskim przepływie wody w rzekach. Zagrożenie hydrogeologiczne jest - dosłownie i w przenośni - głębsze. Oznacza, że obniża się poziom wód podziemnych i sięga stanu ostrzegawczego. Jak wyjaśnia służba geologiczna, lokalnie mogą pojawiać się niedobory wody w płytkich ujęciach gospodarskich oraz komunalnych.
Najgorsza sytuacja jest w województwach dolnośląskim i mazowieckim, ale stany ostrzegawcze wód podziemnych mogą zostać osiągnięte w obrębie województw: podlaskiego, lubuskiego, kujawsko-pomorskiego, łódzkiego, świętokrzyskiego, śląskiego, małopolskiego i podkarpackiego.
Aby temu zaradzić, konieczne jest gromadzenie wody opadowej. Wielkie zbiorniki, które mogą kojarzyć się z retencjonowaniem wody, mają ograniczoną użyteczność. Alternatywnym rozwiązaniem jest gromadzenie wody w krajobrazie lub tak zwana zielona retencja. To bardziej naturalne rzeki, więcej zieleni oraz zapobieganie temu, by woda szybko spływała w dół (jak dzieje się w uregulowanych rzekach i kanałach).
Ekstrema pogodowe - z jednej strony gwałtowne ulewy, z drugiej fale upałów - są wśród przewidywanych przez naukowców skutków zmian klimatu. O ile roczna suma opadów może się nie zmieniać, to inny będzie ich rozkład: wzrasta liczba opadów krótkotrwałych, o silnym natężeniu, powodujących podtopienia, a w dłuższych odstępach między nimi możliwe są susze. Ponadto gwałtowne opady nie przeciwdziałają wysychaniu tak dobrze, bo woda szybko spływa do cieków wodnych.
W przygotowanym przez warszawski ratusz dokumencie dot. adaptacji do zmian klimatu czytamy, że w latach 1981-2013 "wzrosła liczba dni z opadem intensywnym oraz odnotowywano coraz wyższe jednostkowe wartości opadów". Przykładem była ulewa w stolicy w czerwcu 2020 roku, gdy w kilka godzin spadło tyle deszczu, ile wynosi średnia miesięczna suma opadów. Do tego brak retencji wody i miejska betonoza potęgują skutki takich ulew i przyczyniają się do zalewania ulic i budynków. Inny przykład to województwo łódzkie, które jest zagrożone silnym pustynnieniem oraz równolegle powodziami w dolinach największych rzek regionu.
Więcej o skutkach kryzysu klimatycznego i rozwiązaniach, jakie mamy w walce z nim, przeczytasz w serwisie Zielona.Gazeta.pl.