Wulkan na Islandii ożył po 800 latach. Polka: Zaskoczyło nas, że nikt nie panikuje

Na islandzkim półwyspie Reykjanes doszło do erupcji wulkanu. Na zdjęciach pokłady tryskającej i płynącej magmy wyglądają przerażająco, jednak Islandczycy podchodzą do takich zdarzeń bardzo spokojnie. - Zaskoczyło nas, że nikt nie panikuje. Widać było spokój - mówi w rozmowie z Gazeta.pl pani Monika, Polka, która spędza urlop na Islandii.
ICELAND-VOLCANO/
Fot. REUTERS/Civil Protection Of Iceland

Na półwyspie Reykjanes na Islandii, około 1,5 godziny jazdy samochodem od Reykjavíku, doszło do erupcji wulkanu. Służby ewakuowały okolice. Wcześniej, w promieniu czterech kilometrów od krateru Sundhnúkur czuć było serię trzęsień ziemi. Była to już szósta erupcja od grudnia, kiedy to wulkan ożywił się po 800 latach braku aktywności. 

Zobacz wideo Pojemniki z nasieniem republikańskiego kandydata. Na amerykańskiej prawicy coraz dziwniej

Jak podaje agencja AP, widowisko związane z wyrzutem lawy ściąga do okolicy wielu turystów, ale dla mieszkańców półwyspu aktywność wulkanu to poważny problem. W pobliskim mieście Grindavik, liczącym niecałe cztery tysiące mieszkańców, lawa już poprzednio zniszczyła domy i infrastrukturę, a wiele osób musiało być ewakuowanych.

W czwartek również ewakuowano wielu mieszkańców miasteczka. Lawa zatrzymała się w jego okolicy, ale silny wiatr przywiał do Grindavik toksyczny gaz. Ewakuowano też ponad tysiąc osób - gości i pracowników - spa Blue Lagoon. Erupcja nie wpłynęła natomiast na ruch lotniczy. W piątek lawa wciąż wypływała z wulkanu, choć nieco mniej intensywnie. 

Czerwona łuna wyglądała jak pożar

Przebywająca na Islandii Polka była w czwartek wieczorem w niewielkiej odległości od wulkanu. Jak informuje w rozmowie z Gazeta.pl, wraz z partnerem miała w planach nocleg na campingu w Grindavik, ale ten był już zamknięty. - Około 22:00 zobaczyliśmy na niebie wielką czerwoną łunę, która wyglądała jak pożar, i pomimo okrutnego wiatru poszliśmy w jej stronę. W pobliżu był pagórek, na którym stało kilku gapiów, w tym chłopak z lornetką. Zapytałam go, czy wie może, co się stało. Powiedział, że to wulkan i dał nam popatrzeć przez lornetkę. To, o czym myśleliśmy, że było językami ognia, okazało się być tryskającą lawą - opowiada Polka.

- Zaskoczyło nas, że nikt nie panikuje. Spokój był widoczny też rano wśród pracowników campingu i okolicznych mieszkańców. Słyszeliśmy, że Islandczycy mają doskonałych ekspertów, są świetnie przygotowani na takie sytuacje, o czym - jak sądzimy - świadczy camping zamknięty na wiele godzin przed erupcją wulkanu - podaje pani Monika. - Port lotniczy opublikował na swojej stronie zapewnienie, że loty nie są zagrożone, wraz z filmem tłumaczącym jak wygląda erupcja i dlaczego nie zagraża ruchowi lotniczemu. Bardzo nas to uspokoiło - dodaje.

Więcej o: