Meteorologiczna jesień zaczęła się w Polsce letnią aurą, z prognozowanymi upałami powyżej 30 stopni, pogłębiającą się suszą oraz ekstremalnym zagrożeniem pożarowym. Wzrost średniej temperatury i jego konsekwencje - fale upałów, silniejsze ekstrema pogodowe - to skutek przyspieszające zmiany klimatu, wywołanej naszymi emisjami gazów cieplarnianych. Dlatego zapytaliśmy nasze czytelniczki i czytelników o to, czy obawiają się zmiany klimatu.
W sondzie pod naszym artykułem zagłosowało ponad 36 tysięcy osób. Z tego zdecydowana większość (67 procent, lub ponad 24 tysiące) odpowiedziała, że tak - obawia się zmiany klimatu. Takich obaw nie wyraziło 28 procent, a jedna osoba na 20 nie ma zdania.
Mimo dużej liczby głosów wyniki takiej sondy nie są reprezentatywne dla całego społeczeństwa, bo nie wiemy, kto w niej głosował, a kto nie. Jednak robione "zgodnie ze sztuką" sondaże na reprezentatywnych próbach Polek i Polaków pokazują bardzo podobne wyniki.
W ubiegłorocznym badaniu dla organizacji pozarządowej More in Common aż 71 procent pytanych deklaruje, że obawia się zmian klimatu - czytamy na stronie Fokus na Klimat. Co ciekawe to więcej, niż odsetek zgadzających się z tym, że to człowiek powoduje zmianę klimatu. "Oznacza to, że nawet osoby, które nie wierzą, że to działalność człowieka spowodowała kryzys klimatyczny, boją się jego konsekwencji" - czytamy na stronie. (Trzeba tu dodać, że niezależnie od opinii, wpływ człowieka na klimat jest faktem naukowym i twarde dowody potwierdzają, że to nasze emisje gazów cieplarnianych odpowiadają za całość ocieplenia w ostatnich 150 latach).
- To jest wielki strach o to, co będzie dalej. Globalne ocieplenie, lasy się palą wszędzie, w Grecji i w innych krajach. W Polsce dziwne upały były, [...] i najwyższe temperatury w historii - mówi 27-letnia Monika, jedna z uczestniczek badania More in Common.
Obawy przed zmianą klimatu nie są na wyrost. Już teraz widzimy jej skutki także w Polsce - lata stają się coraz cieplejsze, a zimy niemal bezśnieżne, co napędza suszę. Zmiana klimatu to także rzadsze, ale silniejsze opady. Przykłady dostarczają nawet ostatnie tygodnie sierpnia - w ciągu kilku dni najpierw w Warszawie,Publikujpóźniej w Zamościu w jedną dobę spadło tyle deszczu, ile średnio przez ponad dwa miesiące.
Dotychczas Ziemia ociepliła się średnio o około 1,3 stopnia Celsjusza od II połowy XIX wieku (ten okres jest punktem odniesienia, bo wtedy zaczęliśmy na skalę przemysłową spalać paliwa kopalne i zmieniać klimat). To znaczy, że obecne skutki dzieją się bez przekroczenia umiarkowanie bezpiecznej granicy 1,5 stopnia ocieplenia. Według obecnych prognoz przebijemy tę granicę już w kolejnej dekadzie. Co będzie dalej - zależy od nas. Mamy jeszcze czas, żeby ściąć emisje i zatrzymać ocieplenie poniżej 2 stopni Celsjusza. Ale obecne plany państw i rządów świata - o ile w ogóle zostałyby zrealizowane - to za mało, bo oznaczałyby one dość emisji, aby podgrzać Ziemię o 2,5-3 stopnie do 2100 roku.
Co możemy zrobić, żeby uniknąć tych scenariuszy zmiany klimatu, które powinny budzić największe obawy? Konkretnych odpowiedzi dostarczają raporty Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), zespołu naukowców z całego świata, który działa przy ONZ.
W swoich najnowszych publikacjach podkreślają, że żeby zatrzymać ocieplenie w okolicach 1,5 stopnia Celsjusza, konieczne jest obniżenie emisji gazów cieplarnianych o około połowy do 2030 roku i dojście do zera (netto, czyli emitujemy nie więcej, niż pochłaniamy) do połowy stulecia. Większa odpowiedzialność spoczywa na krajach bogatych, dlatego powinny one dojść do zeroemisyjności szybciej.
Proponowane rozwiązania w celu zatrzymania zmian klimatu zakładają szerokie, systemowe zmiany, jak odejście od paliw kopalnych na rzecz czystej energii z wiatru, słońca czy atomu. Ale mowa także o tym, co mogą robić jednostki - zmiana diety na bardziej zrównoważoną, przesiadka z samochodów na rowery lub komunikację zbiorową, czy ograniczenie konsumpcji produktów z dużym śladem węglowym. Naukowcy podkreślili, że skończył się czas, kiedy zmiany klimatu można uznawać za "nie moją sprawę", bo to sprawa "wszystkich" i wszyscy muszą działać, od rządów po jednostki.