Wnioski to efekt wieloletnich badań, prowadzonych przez Eyala Franka, profesora Uniwersytetu w Chicago. Wszystko zaczęło się od choroby atakującej kolonie nietoperzy, ale zaprowadziło naukowca do dużo szerszych wniosków. Efekty jego pracy opublikowano w tym miesiącu na łamach magazynu "Science".
Badanie wykazało bezpośredni związek między masowym wymieraniem nietoperzy a śmiercią setek dzieci.
Zespół białego nosa to choroba grzybicza, która doprowadziła do śmierci milionów nietoperzy w Ameryce Północnej (nazwa bierze się od charakterystycznego białego nalotu). Powodujący chorobę i śmierć nietoperzy grzyb musiał zostać zawleczony z Europy do Ameryki, gdzie zaczął siać spustoszenie w tamtejszych populacjach nietoperzy.
Nietoperze żywią się owadami i potrafią w ciągu nocy zjeść 40 proc. lub więcej własnej masy. W ich diecie są także owady uważane za szkodniki w rolnictwie. Prof. Eyal Frank postanowił sprawdzić wpływ spadku populacji nietoperzy w części Stanów Zjednoczonych na przyrodę i ludzi.
Bez naturalnej kontroli szkodników przez nietoperze, ostro wzrosło zużycie pestycydów w rolnictwie. W miejscach, gdzie do tego doszło, wzrosła też śmiertelność wśród dzieci. Była ona o aż 8 procent wyższa niż w sąsiednich regionach, w których populacja nietoperzy była stabilna.
To oznacza śmierć ponad 1300 dzieci, która wynikała z utraty bioróżnorodności i naturalnego funkcjonowania ekosystemu.
Jak opisuje "The Guardian", naukowiec dokładnie badał, czy istnieją inne wyjaśnienia wzrostu śmiertelności dzieci w tych regionach - jak czynniki społeczno-gospodarcze. Jednak nic innego nie wyjaśniało takiego wzrostu śmiertelności dzieci w tych regionach. Jedyną odpowiedzią było zwiększone użycie pestycydów w związku ze spadkiem populacji nietoperzy.
Naukowcy i ekolodzy w ostatnich latach coraz częściej mówią o tym, że utrata różnorodności biologicznej i napędzane przez człowieka wymieranie gatunków to nie tylko problem dla dzikiej przyrody, ale też dla nas samych.
Potwierdzają to inne badania i przykłady ze świata. Na przykład w Indiach brak sępów może odpowiadać za śmierć nawet pół miliona ludzi. Jak pisali naukowcy, jedząc padlinę sępy "sprzątają" środowisko, co ogranicza rozprzestrzenianie się chorób. Gdy zabrakło sępów, sytuacja sanitarna i zdrowotna ludzi pogorszyła się.
Z powodu zmiany klimatu i innych skutków działalności człowieka - zanieczyszczenia środowiska, niszczenia siedlisk, wycinki lasów, zbyt intensywnych połowów ryb - gatunki roślin i zwierząt wymierają w coraz szybszym tempie. Skala jest tak wielka, że naukowcy mówią o szóstym wielkim wymieraniu - tym razem powodowanym przez człowieka.