Polityk PiS chciał uderzyć w wiatraki. Ale szczegóły wcale nie są takie, jak mu się wydawało

Michał Woś najwyraźniej nie zapomniał swojej krótkiej przygody w Ministerstwie Środowiska, bo właśnie postawił zająć się recyklingiem. Tyle że polityk PiS "recyklinguje" łatwą do zweryfikowania dezinformację na temat turbin wiatrowych.
Poseł Michał Woś udostępnił stare zdjęcie, którym chciał uderzyć w energetykę wiatrową
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl | facebook.com/mwosPL

To zdjęcie śmigłowca obok oblodzonego wiatraka było wklejane i pobierane już tyle razy, że zaczęło odbijać się to na jego jakości - zauważył jeden z użytkowników portalu X (dawniej Twitter). Tym razem to polityk PiS (dawniej Suwerennej Polski) Michał Woś użył go, by uderzyć w energię wiatrową. I trafił jak kulą w płot.

Zobacz wideo Wiatraki, ciuchcie i... wasze ogrzewanie! Kasia Gandor króciutko o tym, jak przyda się kasa z KPO

Woś, były wiceminister środowiska w rządzie PiS, udostępniły zdjęcie, na którym widać śmigłowiec w trakcie odladzania wiatraka. Nie wspomina gdzie i kiedy miało to miejsce, sugeruje za to, że odladzanie wiatraka - i spalanie przy tym paliwa w śmigłowcu - neguje korzyści dla klimatu, jakie niesie energia odnawialna. 

"Odmrażanie łopat wiatraka helikopterem i wodą z olejem napędowym. Bo nic nie ratuje klimatu lepiej niż spaliny na wysokościach" - pisze polityk. Ze zdjęciem jest kilka problemów, a podsumowując je wszystkie - można zobaczyć, że wpis Wosia jest manipulacją. Rozbierzmy to na części pierwsze.

Podgrzewany wiatrak, odgrzewany kotlet

Nie jest to pierwszy raz, kiedy dokładnie to zdjęcie jest wykorzystywane, by skrytykować energetykę wiatrową. Kilka lat temu krążyło w sieci z opisem na temat używania "chemikaliów" do odmrażania wiatraków - to fałsz, z którym rozprawiały się wtedy specjalistyczne portale. Wykorzystywano je też, gdy w 2021 roku atak zimy w Teksasie spowodował problemy z dostarczaniem energii (za co niesłusznie obwiniano "zamarznięte wiatraki").

Samo zdjęcie ma już ponad 10 lat. Wykonano je w 2014 roku w Szwecji, gdzie firma Alpine Helicopter prowadziła testy odladzania turbiny wiatrowej przez oblewanie łopat ciepłą wodą (jak podkreślano, była to sama woda - bez środków chemicznych). Zdjęcie nie ma więc nic wspólnego z zimową aurą w Polsce, jak można by pomyśleć, gdy robi kolejne rundy w sieci zimą. 

Wiatraki mają systemy odmrażania

Testy - jak można było przeczytać już w 2014 roku - dotyczyły ekstremalnych warunków i nietypowych sytuacji. Po pierwsze, zamarzanie wiatraków - szczególnie w tak ekstremalny sposób jak na zdjęciu - nie jest czymś, co zdarza się często (a na pewno nie przy naszej coraz cieplejszej zimie). Po drugie, wiatraki są na to przygotowane i mają własne systemy zapobiegające zamrażaniu i usuwające lód. Mogą to być specjalne dmuchawy na ciepłe powietrze lub bezpośrednie, elektryczne nagrzewanie łopat. 

Odmrażanie ze śmigłowca było testowane na wypadek zepsucia się takich systemów lub do starszych wiatraków, które nie są w nie wyposażone. Już 4 lata temu, gdy portal AFP rozprawiał się z mitami wokół tego zdjęcia, rzeczniczka firmy PGE Małgorzata Babska mówiła:

- W Polsce praktycznie nie spotykamy się z problemem zamarzniętych łopat turbiny. Wynika to z umiarkowanego klimatu, który występuje w naszym kraju Sporadyczne sytuacje, gdy na śmigłach wiatraka pojawia się lód, nie wymagają zewnętrznej interwencji.

Odmrażanie turbin przy pomocy śmigłowca nie jest tanie (jeden z norweskich portali pisze, że jedna operacja kosztowała tyle, ile zarabia się na dwóch dniach produkcji prądu), więc nie jest czymś, co ich właściciele robiliby chętnie. Czasem bardziej opłacalne mogłoby być wyłączenie danego wiatraka na krótki czas lub czekanie, aż lód sam odpadnie. Chociaż zdjęcie krąży w sieci od ponad 10 lat, to trudno znaleźć inne fotografie czy dowody na wykorzystywanie tej metody - raczej artykułu weryfikujące fałszywe tezy na temat tego samego zdjęcia.

Wiatrak pozwala uniknąć zanieczyszczeń

Ale nawet jeśli byłoby to stosowane regularnie, to proste obliczenia pokazują, że nawet gdyby regularnie wykorzystywano śmigłowce do odmrażania turbin (co - powtórzmy - się nie dzieje), to i tak byłoby to dla klimatu lepsze od alternatyw. 

Godzinny lot przeciętnego śmigłowca oznacza emisję około 500 kg dwutlenku węgla. Według firmy odladzanie jednego wiatraka trwało około godziny, ale przyjmijmy, że było dwa razy dłuższe, a kolejną godzinę zajęła droga tam i z powrotem. Mamy 1,5 tony CO2 na jedną turbinę, a więc z jednej strony - bardzo dużo emisji. 

Jednak pracująca turbina wiatrowa pozwala nam unikać emisji CO2 z produkcji prądu np. z węgla. W ciągu doby pracy przeciętna 2-megawatowa turbina produkuje tyle prądu, że oszczędza nawet ponad 40 ton CO2 w porównaniu do produkcji z węgla. Nawet przyjmując, że nie pracuje z pełną mocą całą dobę, to i tak dodatkowe emisje są wyrównywane błyskawicznie. 

Podsumowując: zdjęcie polityka PiS, który chciał uderzyć w energetykę wiatrową, trafia jak kulą w płot. Pokazuje metodę, która w rzeczywistości niemal nie jest wykorzystywana, a nawet gdyby była, to i tak wiatraki byłyby lepsze dla klimatu niż elektrownie na węgiel.

Coraz więcej energii z wiatraków

Energia wiatrowa nie jest już nowinką techniczną, a technologią, która z powodzeniem funkcjonuje w wielu częściach świata (i w różnych warunkach klimatycznych). 

W 2024 Polska osiągnęła rekordowy udział energii odnawialnej w produkcji prądu - informuje think tank Forum Energii. OZE odpowiadały za 29,6 procent, o 2,3 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej. W tym największą część stanowiły wiatraki, które odpowiadały za 14,7 procent całkowitej produkcji elektryczności. 

Więcej o: