Rolnicy protestowali przeciwko przepisom o odbudowie przyrody. Teraz rząd pracuje nad ich wdrożeniem

Straszenie i dezinformacja towarzyszyły dyskusji o przełomowych unijnych przepisach, które mają doprowadzić do poprawy stanu przyrody w Polsce i Europie. W ubiegłym roku prawo o odbudowie weszło w życie, a teraz rząd przystępuje do jego realizacji. Zdaniem ekspertów wszyscy - także rolnicy, którzy przepisom się sprzeciwiali - odczują korzyści, jeśli dobrze wprowadzimy przepisy.
Susza w Polsce (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Bardziej powszechny dostęp do naturalnego środowiska i czystej wody; zatrzymanie miejskiej betonozy i więcej drzew chroniących przed upałem; spacery w cennych, naturalnych lasach; więcej ryb w rzekach, lepsze plony na polach i żywność dobrej jakości. To obietnica, jaką niesie unijne prawo o odbudowie zasobów przyrodniczych. 

Zobacz wideo Marek Kotowski: Sztucznie kreuje się konflikt między rolnictwem a ochroną przyrody

Chociaż organizacje pozarządowe i przyrodnicy mówią o tych potencjalnych korzyściach, to prawo o odbudowie przyrody (nature restoration law - NRL) przebiło się w mediach przede wszystkim na fali krytyki i kontrowersji. W ubiegłym roku zostało przyjęte przez Unię Europejską o włos. Teraz gdy rząd pracuje nad wprowadzeniem przepisów w Polsce, wyzwaniem jest z jednej strony stworzenie dobrego planu, z drugiej - rozmawianie o nim w taki sposób, który pokona dezinformację i czarny PR ochrony przyrody.

Dlaczego prawo dotyczy "odbudowy" przyrody? Bo nasza dotychczasowa "ochrona" okazała się niewystarczająca. Mimo różnych istniejących form ochrony przyrody większość siedlisk przyrodniczych nie jest w dobrym stanie. Spada liczba ptaków i owadów zapylających, wiele gatunków roślin i zwierząt jest zagrożonych wyginięciem. Realizacja NRL ma zatrzymać i odwrócić te negatywne trendy. Tak mówił o tym Paweł Pawlaczyk z Klubu Przyrodników we wtorek na konferencji poświęconej NRL:

Im więcej badamy ekosystemy, tym mocniej widzimy, ile nam i wcześniejszym pokoleniom udało się popsuć. 80 proc. polskich lasów zostało popsutych przez poprzednie pokolenia leśników, choć pracowali z najlepszymi chęciami. Dzisiejsze leśnictwo za swoje główne zadanie musi przyjmować sprzątanie po poprzednich pokoleniach. Dzisiejsze zarządzanie ekosystemami wodnymi jest obciążone wielkim ciężarem robionej - w najlepszej intencji - regulacji rzek. Dziś musimy to naprawiać.

Krajowy plan odbudowy przyrody

Unijne prawo o odbudowie zasobów przyrodniczych zostało przyjęte jako rozporządzenie - to znaczy, że jego przepisy obowiązują każdy kraj członkowski bezpośrednio (w przeciwieństwie dyrektyw, które trzeba "przełożyć" na prawo krajowe). To znaczy, że Polska już teraz musi zająć się jego wdrażaniem. 

Pierwszym i najważniejszym krokiem jest stworzenie krajowego planu odbudowy zasobów przyrodniczych (KPO ZP). Pod koniec ubiegłego roku w Ministerstwie Klimatu i Środowiska zaczął pracę zespół, który ma opracować plan. Na razie działania są na wstępnym etapie, ale pracy będzie dużo, a jej tempo musi być szybkie. 

Do 1 września 2026 roku dokument - wcześniej przyjęty jako uchwała Rady Ministrów - powinien zostać wysłany do Komisji Europejskiej, która z kolei przedstawi swoje uwagi. Do tego czasu Polska powinna zidentyfikować zdegradowane obszary przyrodnicze, zaplanować konkretne działania w celu ich odtwarzania do 2030 roku, a także strategiczny plan działania do roku 2050. Odbędą się konsultacje międzyresortowe i społeczne. 

Renaturyzacja rzek

O licznych wyzwaniach z tworzeniem i wdrażaniem NRL rozmawiano we wtorek na konferencji zorganizowanej przez grupę organizacji przyrodniczych (skupionych w Koalicji 10 proc. - od celu ochrony 10 proc. powierzchni Polski).

Paweł Pawlaczyk z Klubu Przyrodników mówił o potencjalnych korzyściach z wdrażania NRL. Zakłada ono między innymi renaturyzację rzek, przywracanie części z nich swobodnego przepływu, odtwarzanie części mokradeł.

Jeżeli zrealizujemy NRL, to znacznie poprawimy funkcjonowanie naszych rzek, z korzyściami w ochronie przeciwpowodziowej i suszowej. Oczywiście ma to swoją cenę: żeby musimy postrzegać rzekę jako więcej niż tylko koryto, ale też dolinę rzeki. I zrobić tam niekiedy dla tej rzeki miejsce

- mówił Pawlaczyk. Uczestnicząca w konferencji prezeska Wód Polskich Joanna Kopczyńska mówiła, że w kwestii rzek NRL nie powinno budzić obaw, bo jego cele - jej zdaniem - są wręcz mało ambitne. Prawo zakłada renaturyzację 25 tys. km rzek w Unii Europejskiej. Tymczasem Wody Polskie tylko w jednym roku złożyły wnioski na finansowanie renaturyzacji prawie 1500 km rzek, rzecz jasna tylko w Polsce - mówiła Kopczyńska.

Dr Alicja Pawelec z WWF mówiła o tym, co może dziać się, gdy uda się, choć w jakimś stopniu, zrenaturyzować rzekę. W jeden weekend udrożniono tam betonowy próg. - W rzece od razu pojawiły się ryby, które nie miały do niej dostępu od 50 lat. Otworzyliśmy 20 km rzeki do migracji - mówiła.

"Zalewania pól" nie będzie

Prawo o odbudowie przyrody było krytykowane w środowiskach rolniczych i przez część polityków ze względu na przepisy, które miałyby rzekomo zaszkodzić rolnikom. Najgłośniejsza była kwestia "zalewania gospodarstw" - w wielu wypowiedziach i mediach pojawiała się informacja, jakoby NRL wymagało "zalania 400 tysięcy hektarów" ziem uprawnych. To - jak podkreślono na konferencji - zupełna nieprawda. 

Fałszywa narracja uderzająca w NRL wzięła się z przepisów dotyczących odtwarzania mokradeł i nawadniania osuszonych torfowisk. Kiedyś w Polsce (i nie tylko) mokradeł było o wiele więcej, jednak przez wieki prowadzono intensywne osuszanie, przede wszystkim pod pola uprawne. Wciąż trwa też bezpośrednia eksploatacja torfu. To ma swoje konsekwencje przyrodnicze - torfowiska są świetnymi magazynami wody, pochłaniają dwutlenek węgla, stanowią dom wielu gatunków. Gdy zostają osuszone - emitują gazy cieplarniane. Wszystkie osuszone torfowiska w Polsce emitują rocznie tyle, co elektrownia Bełchatów - mówił na konferencji prof. Wiktor Kotowski. 

Ekspert Centrum Ochrony Mokradeł wyjaśnił, że choć NRL mówi o nawodnieniu osuszonych torfowisk, to w praktyce wcale nie będzie potrzeby wymagać tego od rolników - choć warto ich do tego zachęcać.

- Do 2050 roku musimy ponownie nawodnić i odtworzyć 150 tys. ha torfowisk - powiedział Kotowski i wskazał, to tylko około 10 procent wszystkich odwodnionych torfowisk w Polsce. Z tego 60 tys. ha przypada na obszary Lasów Państwowych, a na rolnicze zostaje 90 tys. ha. 

To jest bardzo mało. Ten przepis został wręcz skandalicznie rozwodniony. Nie potrzeba do tego rolników, jeśli nie będą chcieli tego robić. Bo tyle obszarów znajdziemy na państwowych gruntach rolnych lub na obszarach parków narodowych.

- powiedział. Dodał, że straszenie rolników NRL "nie ma sensu", a ci sami widzą potrzebę odtwarzania retencji wody. Skrytykował jednocześnie Ministerstwo Rolnictwa, którego niedawna decyzja "sankcjonuje dalsze niszczenie i osuszanie torfowisk". 

Ochrona mokradeł to jedno z działań dotykających rolnictwa. Inne dotyczą odbudowy populacji owadów zapylających - niezbędnych dla niektórych upraw, odbudowy jakości gleb oraz populacji ptaków. Jak podkreślali eksperci, zwiększanie liczby ptaków nie jest oczywiście celem rolnictwa, jednak ich populacja stanowi pewien wskaźnik. W ostatnich latach dramatycznie spada, co świadczy o degradacji przyrody.

Czarny PR odbudowy przyrody

Poza dobrym planem odbudowy przyrody władze muszą też nauczyć się lepiej komunikować na temat NRL i ochrony środowiska w ogóle - zgadzali się eksperci na konferencji. 

- Czarny PR wokół prawa odbudowy przyrody nie wziął się znikąd. Nie byliśmy przygotowani do tej dyskusji i rzetelne informacje zastąpiła dezinformacja. Czasem też ze strony najważniejszych polityków w państwie - powiedziała dr Paulina Sobiesiak-Penszko z Instytutu Spraw Publicznych.

Jej zdaniem rolnicy niekoniecznie byliby tak krytyczni wobec NRL, gdyby dobrze wiedzieli, o co rzeczywiście w nim chodzi. - A jeśli słyszeli (nieprawdziwe) informacje o tym, że ktoś będzie im zalewał pola, to trudno się dziwić, że mieli obawy - dodała. Wskazała też, że ważne jest słuchanie perspektywy samych rolników. Ci z jednej strony dobrze widzą problemy takie jak susza czy spadek jakości gleby. Ale, starając się zadbać o rentowność gospodarstw, działają w warunkach rolnictwa nastawionego na ilość. Co często stoi w sprzeczności z ekologicznymi praktykami. 

Więcej o: