Wróciła dawna choroba: "Informujemy, że w związku z sytuacją epidemiologiczną w Niemczech polskie służby weterynaryjne podejmują szeroko zakrojone działania prewencyjne" - czytamy w komunikacie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W zeszłym tygodniu niemieckie służby weterynaryjne stwierdziły pierwszy od 37 lat przypadek pryszczycy u trzech wołów domowych. Gospodarstwo, w którym to odkryto, znajduje się 70 km od Polski.
Natychmiastowa reakcja: Niemcy po odkryciu pryszczycy wprowadziły 72-godzinny zakaz przemieszczeń zwierząt, a w promieniu 1 km uśmiercono wszystkie zwierzęta z gatunków wrażliwych. Z kolei Polska rozpoczęła "rygorystyczne kontrole transportów zwierząt wrażliwych na chorobę wjeżdżających na terytorium Polski oraz procedury informacyjno-komunikacyjne dotyczące zagrożenia w stosunku do hodowców". W Szczecinie, Zielonej Górze i Wrocławiu zwołano nawet wojewódzkie zespoły zarządzania kryzysowego.
Ryzyka nie ma? - Na szczęście nie mieliśmy importu bydła z Brandenburgii w okresie, kiedy wirus mógł być obecny w tym gospodarstwie, czyli od początku grudnia - zapewnił w rozmowie z Interią Główny Lekarz Weterynarii Krzysztof Jażdżewski. Wdrożono jednak "ścisłą współpracę z organami władz weterynaryjnych Niemiec oraz z Komisją Europejską".
Czym jest pryszczyca? Główny Lekarz Weterynarii informuje, że "jest zakaźną i zaraźliwą chorobą wirusową zwierząt parzystokopytnych domowych oraz dzikich". Zakażeniem najbardziej zagrożone jest bydło, następnie świnie, owce i kozy. "Kraj, w którym wystąpi pryszczyca, ma obowiązek likwidacji stad, w których stwierdzono zakażenia. W związku z tym jest narażony na bardzo duże straty ekonomiczne w przemyśle mięsnym oraz w hodowli" - czytamy w komunikacie.
Przeczytaj też: Zaskakujące skutki eksplozji Nord Stream na Bałtyku. "Aż po Zatokę Gdańską". Pokazano mapę.
Źródła: wetgiw.gov.pl, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Interia