Kontenery PCK jak śmietniki? Zużyte ubrania w rowach? Do tej reformy rząd nas nie przygotował

Jak mówią eksperci, Polacy nie przyjęli z entuzjazmem zmian, które zabraniają wyrzucania ubrań do odpadów zmieszanych. Reforma została wprowadzona w niezbyt przemyślany sposób, a koszty recyklingu tekstyliów przerzucone z producentów na obywateli i gminy, co tworzy ryzyko powstania nielegalnych wysypisk śmieci. Co dokładnie się zmieniło? Jakie błędy popełnił rząd?
kontener na ubrania (zdj. ilustracyjne)
Fot. Paweł Małecki / Agencja Wyborcza.pl

Od 1 stycznia obowiązuje w Polsce dyrektywa unijna, która zakazuje wyrzucania ubrań i innych produktów tekstylnych do pojemników na odpady zmieszane. Za niedostosowanie się do przepisów grozi kara w wysokości podwyższenia opłat za wywóz śmieci nawet o 100 proc.

- Informacja o potrzebie segregowania kolejnej frakcji odpadów nie spotkała się z entuzjazmem społeczeństwa. (...) Trudnością może być dla nas jako konsumentów znalezienie odpowiedzi na pytanie, jakie tekstylia nadają się do segregacji, a jakie nie i co to w ogóle są tekstylia - mówi dla TVN24 dr Agata Rudnicka, ekspertka z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Zobacz wideo Areta Szpura o branży modowej: Marki są zdesperowane, bo wiedzą, że zmiana musi nadejść

Gdzie wyrzucić ubrania? Rząd o to nie zadbał. Zaryzykował powstanie szarej strefy

Odpady tekstylne powinniśmy oddawać do punktu selektywnego zbierania odpadów komunalnych (PSZOK). W każdej gminie musi znajdować się co najmniej jeden taki punkt. Gminy nie dostały jednak na zbiórkę tekstyliów dodatkowych środków. Dr Rudnicka zwraca natomiast uwagę, że sam obowiązek segregacji nie sprawi, że nagle zaczniemy rygorystycznie stosować się do przepisów. W efekcie powstaje ryzyko, że dodatkowo obciążymy tymi odpadami środowisko - zaczną się tworzyć dzikie wysypiska ubrań albo odpady tekstylne znów będą po prostu trafiać do odpadów zmieszanych. 

Podobne zdanie ma prezes Stowarzyszenia "Polski Recykling" Sławomir Pacek. - Wożenie odpadów tekstylnych do PSZOK przez pojedynczych mieszkańców poszczególnych gmin jest poważnym obciążeniem i pretekstem do pojawienia się szarej strefy. (...) Istnieje duże prawdopodobieństwo porzucania zużytych ubrań w rowach albo lasach - powiedział ekspert PAP-owi. Jego zdaniem mieszkańcy powinni mieć łatwy dostęp do miejsc, gdzie mogą zostawić odpady tekstylne. 

Takim rozwiązaniem może być wyrzucenie ubrań do istniejących już od dawna kontenerów organizacji pomocowych jak PCK czy Caritas. Ale często rzeczy, które tam trafiają, w 99 proc. nie nadają się do dalszego użytku - mówi Polsatowi Tomasz Kopytowski, dyrektor Caritas Archidiecezji Łódzkiej. Dlatego też pojawiły się obawy, że problem będzie narastał, a kontenery pomocowe całkowicie zamienią się śmietniki. 

Niektóre miasta, np. Łódź, podjęły współpracę z prywatną firmą, która w mieście postawiła 50 kontenerów na odpady tekstylne. Firma odbiera i sortuje ubrania, ich część sprzedaje w second-handach, a część oddaje potrzebującym. Częstochowa natomiast wprowadziła system odbioru ubrań prosto z domu, i to za darmo. Przyjmują jednak tylko czyste ubrania w dobrym stanie, pozostałe trzeba zanieść do PSZOK. Do takich współprac zachęca zresztą Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które przekonuje, że choć gminy ponoszą koszty, to mogą też partycypować w zyskach firm, z którymi podpiszą umowy na odbiór tekstyliów. 

Dla wielu gmin może być to jedyne rozwiązanie. Tekstylia nie przekraczają bowiem dwóch proc. odpadów, więc dołożenie dodatkowego, rzadko zapełnianego kontenera, który musiałaby opróżniać oddzielna śmieciarka, podnosi koszty wywozu odpadów. To problem nie tylko małych gmin, lecz także tych większych. Warszawski ratusz też zasłania się dodatkowymi kosztami dla mieszkańców, które mogłyby generować kontenery na tekstylia, i dlatego nie nałożył na spółdzielnie obowiązku ich posiadania. Ale na 1,85 mln mieszkańców Warszawy dostępne są tylko cztery PSZOK-i, do których można zanieść ubrania. 

Spytaliśmy stołeczny urząd, jakie ma plany. "Nie zamierzamy ustawiać na terenie Warszawy dodatkowych pojemników na odpady odzieży i tekstyliów. Cały czas pracujemy jednak nad nowymi rozwiązaniami dla mieszkańców" - odpisał urząd. Zamiast dodatkowych kontenerów w planach jest umożliwienie mobilnym PSZOK-om zbieranie również tekstyliów. W Warszawie specjalnie oznakowane samochody jeżdżą w środy oraz soboty i o określonych godzinach zatrzymują się w 42 miejscach na terenie miasta. W przyszłości Warszawa planuje zwiększyć ich liczbę. Również Wrocław postawił na mobilne punkty. Miasto ruszyło właśnie z pilotażową akcją zbiórki odzieży przy pomocy specjalnie oznakowanych pojazdów SZOT.

A wracając do Warszawy, to dowiedzieliśmy się, że miejska spółka MPO prowadzi rozmowy z urzędami dzielnic w zakresie ustawienia dodatkowych pojemników na odzież i tekstylia. "Niezależnie od wyników tych rozmów, już teraz na terenie Miasta ustawione są liczne kontenery organizacji pozarządowych lub fundacji, przeznaczone do zbiórki odzieży i tekstyliów, w tym ponad 1000 kontenerów PCK" - informuje urząd. W styczniu 2025 roku do warszawskich PSZOK-ów trafiły 32 tony odpadów. "Od początku 2025 r. zauważamy wzrost ilość zbieranych odpadów w PSZOK-ach i liczby mieszkańców odwiedzających PSZOK-i w porównaniu z ubiegłym rokiem" - informuje urząd, nie podając jednocześnie dokładnych danych. 

Tak duża reforma, a tak bardzo nieprzemyślana

Sławomir Pacek uważa, że błędem jest zrzucanie odpowiedzialności finansowej za wdrożenie nowych przepisów tylko na gminy i mieszkańców. Jak mówi, niezależnie od tego, czy tekstylia będą trafiały do PSZOK-ów, czy do prywatnych kontenerów, koszty zbiórki pozostaną po stronie gmin i mieszkańców. Jego zdaniem w kosztach powinni uczestniczyć głównie producenci i sprzedawcy ubrań w ramach Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów (ROP).

Skoro producent jest w stanie angażować tak ogromne środki finansowe, nakłaniając konsumentów do zakupów, to jest w stanie również ułamek tej kwoty przeznaczyć na zagospodarowanie odpadów

- ocenił ekspert.

Dr Agata Rudnicka wskazywała też na niepokojącą niechęć samych konsumentów do segregacji odpadów tekstylnych. Jej zdaniem to jeszcze bardziej powinno skłaniać władze do organizacji selektywnej zbiórki w taki sposób, aby obywatele w naturalny sposób włączali się w proces recyklingu.  Wszyscy eksperci podkreślają też, jak istotna jest edukacja społeczna w sprawie segregacji tekstyliów. 

- Powinniśmy czuć, że mamy wsparcie władz, np. łatwy dostęp do pojemników w bliskim sąsiedztwie, a sama segregacja to naturalna czynność, a nie działanie pod przymusem. Cała nadzieja w rozwijaniu tej idei, czyli rozbudowaniu systemu logistycznego, który będzie powodował łatwość pozbywania się odpadów i dzięki temu będziemy je chętnie segregować - podsumowała dr Agata Rudnicka.

Dodatkowym utrudnieniem jest to, że od wielu lat w Polsce stawiane są nielegalne kontenery, które zbierają ubrania jedynie do celów komercyjnych. Często są oznaczane naklejkami fundacji, które nie istnieją, z właścicielami firm, których nie da się znaleźć. Włożona do nich odzież nie trafia do osób potrzebujących, a jest zwyczajnie sprzedawana. 

Ubrania są coraz większym problemem

Przeciętny mieszkaniec Unii Europejskiej rocznie kupuje 26 kilogramów ubrań. Z kolei około 11 kilogramów odzieży i obuwia na osobę ląduje każdego roku w śmietniku. Ogromna większość nie jest ponownie przetwarzana. Tymczasem produkcja każdej sztuki odzieży oznacza emisje gazów cieplarnianych, zużycie wody i inne obciążenia środowiskowe.

Coraz większym problemem jest tak zwana szybka moda (szczególnie wielkie, zagraniczne platformy) oraz utylizacja ubrań zakupionych online. Według danych, na które powołuje się ministerstwo, od 22 do 42 procent zwracanych ubrań jest niszczona. 

Resort klimatu pracuje obecnie nad tak zwaną rozszerzoną odpowiedzialnością producentów dla opakowań z tworzyw sztucznych, a na poziomie Unii Europejskiej negocjowane są podobne przepisy dla branży odzieżowej. 

Więcej o: