Referendum w gminie Głubczyce było pierwszym takim głosowaniem w Polsce. Kilka firm jest zainteresowanych budową tam farm wiatrowych. Władze gminy pomysł popierają, ale część mieszkańców protestowała - i pomysł postanowiono poddać pod głosowanie.
Aby lokalne referendum było ważne, musi wziąć w nim udział co najmniej 30 proc. uprawnionych do głosowania. Adam Krupa, burmistrz Głubczyc, zachęcał do głosowania i mówił, że to test tego, czy społeczność chce demokracji bezpośredniej.
W niedzielę swoje głosy oddało nieco ponad cztery tysiące z 16 tys. uprawnionych do głosowania w gminie - około 25 proc. Tym samym referendum jest nieważne.
Wyniki pokazują, że do głosowania zmobilizowali się przede wszystkim przeciwnicy wiatraków. Z tych, którzy wzięli udział w głosowaniu, 82 proc. stwierdziło, że "nie wyraża zgody na planowaną przez inwestorów budowę elektrowni wiatrowych" w gminie (jak brzmiało referendalne pytanie).
Stowarzyszenie Wolna Brama Morawska, które prowadziło kampanię przeciwko wiatrakom, zwraca uwagę, że frekwencja była niższa w mieście niż we wsiach, gdzie wiatraki rzeczywiście mogłyby stanąć. Z formalnego punktu widzenia referendum jest nieważne, bo w całej gminie nie zagłosowało 30 proc. mieszkańców, ale w niektórych wsiach było to znacznie więcej. Na przykład we wsi Zawiszyce frekwencja wyniosła 53 proc. i ze 150 głosujących mieszkańców aż 137 sprzeciwiło się budowie wiatraków.
"Jak rozumieć te wyniki? Referendum z racji nie przekroczenia progu 30 proc. frekwencji nie jest ważne. Natomiast sołectwa, w których planuje się lokalizację wiatraków, wypowiedziały się jasno: nie ma zgody na farmy wiatrowe" - uważają przeciwnicy inwestycji.
W jednym z wywiadów przed referendum burmistrz Krupa zapowiedział, że nawet w przypadku niskiej frekwencji wyniki w poszczególnych sołectwach będą sygnałem dla gminy.
Próbowaliśmy skontaktować się z burmistrzem Krupą, żeby zapytać o to, jak gmina zareaguje na wyniki, jednak w urzędzie usłyszeliśmy, że przebywa on na urlopie.
Przed referendum ze strony przeciwników padały argumenty o niszczeniu krajobrazu, ale też pojawiały się manipulacje. W materiałach nt. wiatraków pisano, że "towarzyszy wiele negatywnych zjawisk, jak podwyżki cen energii" lub "zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego państwa". Jednak dane pokazują, że wiatraki na lądzie są najtańszym źródłem energii elektrycznej. Zaś polski system energetyczny rzeczywiście może być zagrożony, jeśli nie uda nam się dostatecznie szybko budować nowych źródeł energii, które zastąpią starzejące się elektrownie węglowe.
W sprawie gminnego referendum głos zabrał m.in. konserwatywny pisarz Wojciech Cejrowski. Określający się jako "wolnościowiec" Cejrowski tym razem opowiedział się przeciwko możliwości stawiania wiatraków tam, gdzie inwestor i właściciel ziemi tego chcą. W nagraniu w mediach społecznościowych powielał nieprawdziwe informacje o tym, że wiatraki to "najdroższe źródło prądu". W rzeczywistości praca wiatraków pozwala obniżać cenę energii.
Pod koniec stycznia z inicjatywy Stowarzyszenia Wolna Brama Morawska w Miejskim Ośrodku Kultury w Głubczycach odbyła się też dyskusja na temat budowy farm wiatrowych z udziałem ich przeciwników.
Jednym z uczestników był prof. Władysław Mielczarski, który ostatnio otrzymał antynagrodę Klimatyczna bzdura roku za "najbardziej absurdalną wypowiedź" na temat klimatu. Mielczarski zaprzeczał podstawowym prawom fizyki, mówiąc, że nie ma dowodów, że dwutlenek węgla ociepla klimat ziemi. Gościem był też Jerzy Zięba, propagator pseudonauki i alternatywnych metod leczenia, który kiedyś zestawił chemioterapię z cyklonem B.