Europie udało się obniżyć w ubiegłym roku import skroplonego gazu LNG. Chociaż jego głównym źródłem pozostają Stany Zjednoczone, to w 2024 roku wzrósł import z Rosji. Kupowanie tego paliwa za granicą kosztuje nas miliardy, ale dane za ostatnie lata pokazują, że dzięki energii odnawialnej i poprawie efektywności jesteśmy w stanie zwiększyć naszą niezależność.
Dane na temat importu LNG w ubiegłym roku opublikował amerykański think tank IEEFA (Institute for Energy Economics and Financial Analysis). Według nich import skroplonego gazu do Europy (UE plus Turcja, Norwegia, Wielka Brytania) spadł o 19 proc. rok do roku, do najniższego poziomu od 11 lat.
Głównym źródłem LNG pozostają Stany Zjednoczone (46 proc. importu). Jednak w porównaniu do roku poprzedniego, w 2024 Europa kupiła prawie 20 proc. więcej LNG z Rosji. W 2023 roku stanowił on ok. 12 proc. całego importu, a w roku ubiegłym - 16 proc. IEEFA szacuje, że kraje UE wydały 6,3 mld euro na rosyjskie LNG w okresie od stycznia do listopada 2024 roku.
Między 2021 a 2024 rokiem zapotrzebowanie na gaz w Europie spadło o 20 proc. Raport zwraca uwagę, że obniżenie popytu oraz importu LNG udało się m.in. dzięki poprawie efektywności oraz zwiększeniu ilości odnawialnych źródeł energii. Jedno i drugie ma być przepisem na to, by w dłuższej perspektywie dalej zmniejszać zapotrzebowanie na gaz. To zarówno obniżyłoby emisje gazów cieplarnianych, jak i zwiększyło naszą niezależność energetyczną. W 2024 roku kolejny raz urosła produkcja energii ze źródeł odnawialnych, a spada udział paliw kopalnych.
IEEFA szacuje, że od stycznia do listopada 2024 r. kraje UE wydały 35,9 mld euro na import LNG.
Konsekwencją rosyjskiej inwazji na Ukrainę było stopniowe odcinanie się Europy od kupowania paliw kopalnych z Rosji. Rosyjski gaz płynął przede wszystkim rurociągami, zaś zastąpienie go paliwem np. z USA czy Bliskiego Wschodu wymagało innej infrastruktury - przystosowanej do importu gazu skroplonego LNG.
Udział rosyjskiego gazu rurociągowego w imporcie do UE spadł z ponad 40 proc. w 2021 r. do około 8 proc. w 2023 r., a od 1 stycznia 2025 roku zakończył się transport paliwa rurociągiem przez Ukrainę.
Jednak rosyjski gaz LNG wciąż trafia do niektórych europejskich portów. Według analizy Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Komisja Europejska na razie nie przewiduje zakazu importu rosyjskiego LNG - mimo tego, że jego import wzrósł. Embargo nie znalazło się w najnowszym, 16. pakiecie sankcji, który ma zostać przyjęty w przyszłym tygodniu. PISM zwraca uwagę, że embargo na LNG z Rosji wpisywałoby się w szerszą politykę UE dot. energii, a także pozbawiło Rosję dochodów, które finansują między innymi wojnę z Ukrainą. Jednak niektóre kraje UE mają sprzeciwiać się zakazowi ze względu na obawy o zapasy gazu oraz sytuację polityczną (wybory w Niemczech).
Nie oznacza to, że rosyjski sektor LNG nie ma żadnych ograniczeń. "Amerykańskie sankcje na sektor i jego partnerów od lutego praktycznie zmuszą Rosję do wstrzymania eksportu LNG z terminali bałtyckich, skąd gaz w większości trafia do UE (ok. 2 mln ton)" - czytamy w analizie PISM.
- Zbliżamy się do trzeciej rocznicy wybuchu straszliwej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. To szokujące, że w tym czasie import rosyjskiego LNG do Unii wzrósł. Szefowie państw i rządów muszą skończyć z hipokryzją. Jeśli obiecują wsparcie Ukrainie, nie mogą jednocześnie wysyłać swoich pieniędzy do Rosji, która wykorzystuje je do napełniania swojej wojennej skrzyni i zbrodni wojennych przeciwko niewinnym ludziom
- skomentowała zaś Swietłana Romanko, założycielka ukraińskiej organizacji pozarządowej Razom We Stand.
Polska kupuje LNG niemal w całości z USA (56 proc.) oraz Kataru (38 proc.). Rosyjski gaz skroplony trafia do Europy przede wszystkim przez porty we Francji, Hiszpanii, Belgii i Szwecji.
Nie oznacza to jednak, że tylko te kraje korzystają z gazu z Rosji. Na przykład Niemcy nie kupują rosyjskiego LNG bezpośrednio - zakazały importowania go przez własne porty - ale... trafia on do nich przez Francję i inne kraje. Analiza organizacji pozarządowej Deutsche Umwelthilfe pokazała, że kontrolowana przez państwo niemiecka firma SEFE kupiła dużą ilość rosyjskiego gazu z innych krajów UE.
Organizacja wylicza, ze rosyjski gaz odpowiadał za między 3 a 9,2 proc. całkowitego importu gazu do Niemiec. Tak duży rozstrzał wynika z braku transparentności na wewnętrznym rynku gazu, pisze organizacja. Wzywa przy tym do otwartego informowania o tym, kto dokładnie kupuje rosyjski gaz i gdzie ostatecznie on trafia.
- Państwowa spółka SEFE trzyma się długoterminowych umów z rosyjskim dostawcą Novatek i działała jako kluczowy nabywca LNG w 2024 roku - podkreśliła dyrektorka Deutsche Umwelthilfe, Sascha Müller-Kraenner. Wezwała niemiecki rząd do "pilnej zmiany kursu" i doprowadzenia do nałożenia europejskiego embarga na LNG.
Według szacunków IEEFA, zapotrzebowanie Europy na gaz spadnie w 2025 roku o 2,5 proc., chociaż więcej gazu trafi w formie LNG - prognozowany jest wzrost o 17 proc. dla gazu skroplonego. To jednak tylko krótkoterminowe wahania, bo według prognoz do 2030 roku zapotrzebowanie na LNG będzie spadać.
Chociaż import LNG spadł w ubiegłym roku, a zapotrzebowanie na gaz pozostało na mniej więcej tym samym poziomie co w roku 2023, to Europa dalej mocno rozbudowuje infrastrukturę gazową. Także Polska mocno stawia na gaz - zarówno w kwestii importu, jak i produkcji energii elektrycznej i cieplnej.
- Niższy popyt oznaczał, że połowa terminali importowych LNG w UE miała wskaźnik wykorzystania poniżej 40 proc., w tym niektóre z nowych instalacji. Podwojenie liczby nowych terminali LNG bez uwzględnienia trendów popytu zwiększa ryzyko przeinwestowania i niepełnego wykorzystania infrastruktury w miarę przyspieszania transformacji energetycznej - oceniła Ana Maria Jaller-Makarewicz, analityczka ds. energii europejskiej w IEEFA.
Polska zakłada, że rola gazu w naszej energetyce i ciepłownictwie będzie rosła, a wraz z tym - import tego paliwa. To jednak może okazać się niebezpieczne, bo nawet kupując LNG z różnych źródeł, jesteśmy narażeni na wahania cenowe i skutki konfliktów (szczególnie przy tak dużym imporcie drogą morską). - Rozwiązaniem powinno być odchodzenie od paliw kopalnych w ogóle i szybka transformacja energetyczna - przekonuje Diana Maciąga z organizacji Polska Zielona Sieć.
- Przeciwnicy dekarbonizacji w rzeczywistości stawiają nas przed wyborem: krwawy gaz od dyktatorów albo drogi i równie moralnie brudny gaz od autokratów, którzy wykorzystują nasze uzależnienie by rozgrywać Europę na geopolitycznej planszy
- powiedziała. Jej zdaniem "każdy metr sześcienny gazu, którego nie potrzebujemy, zwiększa bezpieczeństwo, odporność i konkurencyjność Unii Europejskiej jako całości i każdego państwa członkowskiego z osobna". - To też jedyna gwarancja, że europejskie pieniądze nie trafią do kremlowskiego reżimu, który tylnymi drzwiami wysyła na nasz rynek coraz więcej rosyjskiego LNG - dodała.