Kampania bzdur. Tak Nawrocki, Trzaskowski i inni kandydaci mijają się z prawdą i manipulują

Narzekania na to, że kampania wyborcza jest mało merytoryczna stały się już wręcz rytualne - ale nie bez podstaw. Seria debat kandydatów na prezydenta dostarczyły nam serię powtarzanych haseł - jak "polski węgiel fedrować" Karola Nawrockiego - które często nie mają nic wspólnego z prawdą. Sprawdziliśmy najbardziej rażące bzdury z tych debat.
Debata Prezydencka w Telewizji Polskiej. 12 maja 2025 r.
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

- Nie wiemy, czy to była najlepsza debata, ale na pewno najdłuższa - powiedział dziennikarz Piotr Witwicki po poniedziałkowym - ostatnim przed głosowaniem - bezpośrednim starciu kandydatów na prezydenta.

Zobacz wideo Trzaskowski kontra Nawrocki podczas debaty w TVP. Wybuchła wojna mieszkaniowa

 Jeśli oceniać pod kątem jakości wypowiedzi na temat energetyki, klimatu i środowiska, to debata zdecydowanie nie była "najlepsza". Była za to powtarzalna, bo wielu kandydatów mówiło słowo w słowo to, co powiedzieli na wcześniejszych debatach i innych wydarzeniach w kampanii. 

Karol Nawrocki powtarzał, że "polski węgiel powinniśmy fedrować" (może próbując nawiązać do Donalda Trumpa i "drill, baby, drill), Grzegorz Braun mówił wielokrotnie o "strefie dyskryminacji i wykluczenia w Warszawie", a Rafał Trzaskowski upierał się, że "już nie ma Europejskiego Zielonego Ładu". Mimo wszystkich różnic między kandydatami łączy ich to, że próbują wciskać wyborcom bzdury.

Nawrocki - Polski węgiel i elastyczny atom

Karol Nawrocki o energetyce i klimacie mówi podobnie, jak w ostatnich kilkunastu latach politycy PiS (chociaż nominalnie jest on "kandydatem obywatelskim", jedynie "popieranym" przez Prawo i Sprawiedliwość). W czasie debat stwierdził, że "powinniśmy polski węgiel fedrować i wydobywać" do czasu uruchomienia elektrowni jądrowych, które są "najbardziej stabilnym i elastycznym źródłem energii".

W tym jednym zdaniu jest szereg problemów. Zacznijmy od węgla. Obietnice obrony polskiego węgla politycy PiS składają w każdych kolejnych wyborach; prezydent Andrzej Duda mówił, że mamy go "na 200 lat". Tyle że gdy PiS rządziło, to wydobycie węgla spadało mniej więcej w takim samym tempie, jak spadało przez ostatnie 30 lat. Obietnice polityków nie zmieniły tego kierunku, tylko spowolniły tę transformację (m.in. blokując rozwój farm wiatrowych). I nic nie zapowiada, że realnie się to zmieni. Polski węgiel jest coraz droższy, wypierają go gaz i odnawialne źródła energii. Ten proces można dalej spowolnić lub przyspieszyć, ale trudno wyobrazić sobie jego odwrócenie i "powrót do węgla". 

A elektrownie jądrowe - wbrew temu, co Nawrocki mówił - w praktyce nie będą zastępować węgla jeden do jednego. Bo gdy w latach 30. (w optymistycznym scenariuszu) zaczną działać pierwsze bloki jądrowe, to udział węgla w polskiej energetyce będzie już niewielki. 

Warto też zauważyć, że twierdzenie, iż atom jest "stabilny i elastyczny" jest wewnętrznie sprzeczne. Przez elastyczność elektrowni rozumie się - w uproszczeniu - jej możliwość do szybkiego dostosowania produkcji do potrzeb. Elektrownie jądrowe rzeczywiście można opisać jako stabilne, bo produkują prąd przez większość czasu, niezależnie np. od warunków pogodowych. I są stworzone właśnie do ciągłej pracy, a nie elastycznego zwiększania lub zmniejszania pracy zależnie od potrzeb. 

Nawrocki mówił też, że źródła odnawialne powinny powstawać tam, gdzie są "społecznie akceptowalne". - Nie można stawiać wiatraków ludziom na gospodarstwach rolnych, gdy tego nie chcą - stwierdził. Takie zdanie sugeruje, że dziś może dziać się inaczej i jest manipulacją. Postawienie farmy wiatrowej wymaga zgody gminy, turbiny nie mogą stać bliżej niż 700 m od zabudowań (rząd chce wrócić do 500 m), a żeby postawić wiatrak na czyjejś ziemi, firma musi podpisać z jej właścicielem umowę (i za to zapłacić).

Trzaskowski - "Zielonego Ładu już nie ma"

Rafał Trzaskowski w debatach bronił się przed zarzutami innych kandydatów ws. polityki klimatycznej, w tym tych odnoszących się do działań warszawskiego ratusza. Podkreślał znaczenie czystego powietrza, mówił o chorobach powodowanych przez smog, jasno mówił, że klimat się zmienia. 

Ale w dwóch debatach prezydent Warszawy stwierdził, że "nie ma już Europejskiego Zielonego Ładu", bo teraz "musimy inwestować w nasz przemysł i w naszą konkurencyjność". Rzeczywiście wsparcie europejskiego przemysłu i konkurencyjność są priorytetami nowej Komisji Europejskiej, ale zupełnie nie oznacza to, że "nie ma" już Zielonego Ładu (jak łatwo sprawdzić nawet na stronie KE). Niektóre jego elementy zostały zmienione (część wymagań dla rolników, ostatnio normy dot. emisji spalin), niektóre jeszcze mogą się zmienić. Ale europejskie prawo klimatyczne, cele redukcji emisji i neutralności klimatycznej obowiązują i nic nie zapowiada, że znikną.

Trzaskowski powiedział, że do Polski trafiły środki z KPO m.in. ma transformację energetyki (co jest prawdą), ale stwierdził też, że "wreszcie jest plan" tej transformacji. Choć nie precyzował, o jaki plan chodzi, to takie stwierdzenie jest co najmniej nadużyciem. Koalicja rządząca obiecała utworzenie takiego planu - ale wciąż go nie ma. W resorcie klimatu powstała propozycja aktualizacji Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (który musi sporządzić każdy kraj UE), ale jego finalna wersja wciąż nie została pokazana ani przyjęta przez rząd.

Frakcja węglowa

Nawrocki nie jest jedynym kandydatem, który w debatach powtarzał, że musimy opierać energetykę na węglu, a źródła odnawialne są jedynie dodatkiem (do czasu ukończenia elektrowni atomowych). 

Marek Jakubiak mówił, że "powinniśmy wrócić do węgla i zapomnieć wreszcie o tych szaleństwach wiatrakowych"; Grzegorz Braun przekonywał, że "tylko węgiel się opłaca". 

Z tym tokiem myślenia jest wiele problemów. Czy polski węgiel "się opłaca"? Twarde dane pokazują zupełnie inny obraz. Polski węgiel jest drogi, a - jak zwrócił uwagę dziennikarz Bartłomiej Derski - "wydajność wydobycia w Polskiej Grupie Górniczej w 2024 roku była jedynie o 14 proc. niższa niż w prywatnych biedaszybach z przełomu wieków". W ciągu ostatnich 34 lat wydobycie spadło o 70 proc. Jednocześnie z budżetu państwa dopłacamy do węgla 7 mld zł w tym roku, a z roku na rok ta kwota rośnie. Trzeba podkreślić, że nie jest to efekt polityki klimatycznej UE czy systemu opłat za emisje. Te nakładane są na elektrownie, a nie kopalnie, więc nie wpływają bezpośrednio na cenę samego węgla. 

Rosnąca cena węgla wynika z wielu czynników. Najłatwiejsze do wydobycia złoża węgla kamiennego w większości są wyczerpane, a teraz wydobywa się go nawet kilometr pod ziemią. Stale rosną inne koszty kopalń, w tym wynagrodzenia. Jednocześnie zaplanowana jest budowa elektrowni gazowych, farm wiatrowych na lądzie i morzu, stale rośnie ilość energii słonecznej. "Powrót do węgla" wymagałby nie tylko zatrzymania tych inwestycji, ale też włożenia pieniędzy w nowe kopalnie, remonty elektrowni węglowych, a nawet budowę nowych. Ale komercyjne banki budowy nowych elektrowni nie sfinansują, a ostatnia taka próba - budowy bloków węglowych elektrowni Ostrołęka za czasów PiS - skończyła się nie tylko fiaskiem i miliardowymi stratami, ale też śledztwem prokuratorskim. 

Atomowy Zandberg

Poparcie dla elektrowni jądrowych to coś, co łączyło polityków ponad podziałami, ale Adrian Zandberg z Razem poszedł w tym dalej niż inni - i przekroczył granice tego, czego realistycznie można oczekiwać od energii jądrowej w Polsce. 

Lewicowy kandydat słusznie zauważył, że polskie elektrownie węglowe - czy tego chcemy, czy nie - zbliżają się nieuchronnie do końca swojego życia. I powiedział, że należy zastąpić je energetyką jądrową. Jednak w czasie debaty powiedział o budowie ośmiu reaktorów jądrowych w ciągu 10 lat (co mogło być jednak nieścisłością, bo w jego programie wyborczym mowa o "piętnastoletnim planie inwestycyjnym" - budowie ośmiu reaktorów o mocy 1,5 gigawata każdy). 

Nawet przyjmując 15-letni termin, to jest to niezwykle optymistyczne założenie. Prace nad pierwszą elektrownią jądrowej w Polsce na Pomorzu (licząc od wszczęcia postępowania w sprawie  decyzji środowiskowej) trwają od 2015 roku i obecnie zakłada się, że pierwszy reaktor ruszy w 2035 roku, a kolejne dwa będą oddawane co 2-3 lata. To i tak scenariusz optymistyczny, który nie zakłada żadnych opóźnień. Równie optymistyczne założenia co do kolejnej elektrowni mówią o starcie pierwszego reaktora w roku 2040, ale ten projekt nie jest jeszcze nawet w powijakach. Nie wybrano na razie nawet potencjalnego miejsca budowy.

Budowy elektrowni jądrowych, szczególnie na Zachodzie, słyną wręcz z opóźnień (najnowszy reaktor zbudowany w Finlandii miał 14 lat opóźnienia). Co prawda w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zbudowano reaktory w zaledwie 9 lat (liczą sam czas budowy) bez opóźnień, ale to raczej wyjątek. 

Zatem założenie Zandberga o ukończeniu trzech elektrowni z 8 reaktorami do 2040 roku jest zupełnie nierealistyczne. Przyczepić można się też do planu budowy wszystkich reaktorów o mocy 1,5 gigawata, bo te zaplanowane w elektrowni na Pomorzu będą miały pomoc 1,1 gigawata, a na tym etapie trudno już wyobrazić sobie, że byłyby to inne reaktory. 

"Strefy wykluczenia"

Poza tematami węgla i energetyki w debatach pojawiły się inne naciągane lub zmanipulowane stwierdzenia. Grzegorz Braun powtarzał, że w Warszawie wprowadzono "strefę dyskryminacji i wykluczenia", gdzie normalny Polak już swoim nie najnowszym samochodem nie wjedzie.

Warszawa rzeczywiście jako pierwsze polskie miasto ma tak zwaną strefę czystego transportu, jednak nazywanie jej "strefą wykluczenia i dyskryminacji to ostra manipulacja". Na tej samej zasadzie "dyskryminacją" można by nazwać zakaz jazdy ciągnikiem rolniczym po autostradzie, bo przecież ogranicza to, czym można w danym miejscu jeździć. Tyle że są ku temu ważne powody - w jednym przypadku bezpieczeństwo ruchu, w drugim nasze zdrowie. Po drugie, strefa obowiązuje w centralnej części Warszawy, gdzie można poruszać się pieszo, rowerem, metrem, autobusami, tramwajami i taksówkami, co trudno nazwać "wykluczeniem transportowym". Wreszcie warto dodać, że zakaz obejmuje tylko część najstarszych samochodów (do 2028 roku to auta benzynowe starsze niż 26 lat i Diesle mające więcej niż 17 lat). 

Krzysztof Stanowski, który od początku mówi, że jego kandydatura ma na celu relacjonowanie i recenzowanie kampanii, o energetyce mówił w tonie kpiącym z obietnic polityków (licytując się na liczbę elektrowni jądrowych i obniżkę cen prądu).

Podczas poniedziałkowej debaty próbował zakpić i wytknąć rzekomą hipokryzję mediom i aktywistom.  Stwierdził też, że "Lasy Państwowe bardzo źle działały i wycinały lasy za poprzednich rządów, a teraz już nie wycinają lasów, tylko dokonują higieny leśnej i trzebieży". - I nikt już o to nie ma żadnych pretensji. To, co było kiedyś złe, dla tych samych mediów teraz jest dobre - powiedział. 

Zmiany (lub ich brak) w zarządzaniu lasami to osobny temat, który regularnie w Gazeta.pl opisujemy. Ale twierdzenie, że media Lasów nie krytykują, nie jest zgodne z prawdą, co łatwo sprawdzić. W licznych publikacjach w ciągu ostatnich 1,5 roku media i organizacje pozarządowe krytykowały wycinki, nadużywanie zaufania czy brak postępów w ochronie lasów

Więcej o: