Rewolucja na mazurskich jeziorach. Sytuacja jest dramatyczna. "Wyrobimy u żeglarzy nawyk"

Pozbywanie się nieczystości z jachtu to problem zarówno dla żeglarzy, jak i administracji Wielkich Jezior Mazurskich, a przede wszystkim dla środowiska. Nowy pomysł ma pogodzić obydwie strony.
żaglówki na mazurskim jeziorze
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Nieczystości lądują w jeziorach

Rejs to nie tylko przyjemności - to także nieczystości. A te są dla żeglarzy problematyczne. Wprawdzie na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich działa kilkanaście punktów zajmujących się czyszczeniem zbiorników z nieczystościami, ale jednorazowo za taką usługę trzeba zapłacić około 50 zł. - Jeśli się weźmie pod uwagę, że na jednym rejsie trzeba kilka razy odebrać nieczystości, wówczas dla żeglarzy jest to koszt 400-500 zł. Dlatego niestety niektórzy wylewają jachtowe nieczystości do jezior. System, który tworzymy ma z tym definitywnie skończyć - stwierdził burmistrz Mikołajek Piotr Jakubowski.

Sieć odbioru nieczystości

Piotr Jakubowski jest szefem samorządowego stowarzyszenia Wielkie Jeziora Mazurskie 2020. To właśnie stowarzyszenie jest odpowiedzialne za budowę sieci odbioru nieczystości z jachtów. Na szlaku ma powstać 60 nowych miejsc odbioru, na których zostaną zamontowane pompy do odsysania nieczystości płynnych z jachtów. Jak zapewnia burmistrz, zrobiono to w porozumieniu z zarządcami portów. Problem jest znaczący, biorąc pod uwagę, że dziennie na mazurskich jeziorach może żeglować nawet 20 tys. jachtów. Przy uwzględnieniu, że każda łódź to kilka osób może to dawać ok. 100 tys. ludzi na wodzie. A taka liczba generuje ogromną ilość nieczystości. Tymczasem specjalny raport Rotary Club Giżycko wykazał, że obecnie są jedynie 44 miejsca oferujące możliwość opróżnienia toalet chemicznych. To zdecydowanie za mało. Co więcej, po jeziorach żeglują też jednostki pełnomorskie nie mające w ogóle zbiorników na ścieki.

Zobacz wideo Bezpieczne Mazury

Współpraca z miejską kanalizacją

W początkowym okresie systemem będą się zajmować miejskie spółki kanalizacyjne. Ścieki z łódek będą trafiały prosto do kanalizacji lub zbiorników, a stamtąd zabiorą je szambiarki i przewiozą do oczyszczalni ścieków. W dalszej perspektywie system przejmą gestorzy portów. - Mamy nadzieję, że gdy system ten będzie tani, lub nawet darmowy, i do tego powszechny to wyrobimy u żeglarzy nawyk korzystania z pomp. Musimy walczyć o czystość jezior, to jest dla wszystkich oczywiste - zauważył burmistrz Mikołajek. Nowy system uznano za strategiczny dla rejonu. Uzyskał on finansowanie z funduszy europejskich, których rozdziałem zajmie się marszałek woj. warmińsko-mazurskiego.

Ostatnie lato z utrudnieniami

Koszt całego systemu to ok. 15 mln zł, jednak dokładna kwota będzie znana po przetargach na zakup pomp. Burmistrz liczy, że już w przyszłym roku wszystko będzie gotowe do użytkowania. - To ostatnie lato bez powszechnych i łatwo dostępnych pomp do odbioru nieczystości. Ale mimo to prosimy żeglarzy, by oddawali ścieki do tych punktów, które już działają, a nie wlewali je do jezior - podkreślił Piotr Jakubowski. Pojawiają się jednak także inne propozycje np. wprowadzenie plomb na spustach jachtowych toalet, co uniemożliwiałoby niekontrolowany zrzut ścieków, a także surowsze kary za taki proceder.

Czytaj też: PiS chciał oddać część parku narodowego zakonnikom. Nagły zwrot w sprawie

Źródła:Wyborcza, TKO, Marigo

Więcej o: