Brytyjczyk zaginął na Antarktydzie 65 lat temu. Odnaleźli go Polacy

W pobliżu Polskiej Stacji Antarktycznej pojawiły się szczątki. Miejsce i okoliczności zdarzenia były niecodzienne, jednak szybko udało się ustalić, o kogo chodzi. Członek brytyjskiej ekspedycji został odnaleziony po 65 latach.
Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego
evenfh / Shutterstock

Ciało odnalezione po 65 latach

Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego to całoroczna placówka naukowo-badawcza położona na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych (ok. 120 km od brzegów Antarktydy). Działa od 1977 roku i zajmuje się szeroko pojętymi badaniami meteorologicznymi czy środowiskowymi, ale jej członkowie nie byli przygotowani na to, co znaleźli 29 stycznia tego roku. Kości, fragmenty odzieży i przedmioty osobiste odkryte w pobliżu polskiej bazy okazały się być szczątkami Dennisa Bella, który zaginął w trakcie wyprawy w 1959 roku. Tożsamość potwierdziły badania DNA.

Trudności z zabezpieczeniem szczątków

Niektóre kości znajdowały się w luźnym lodzie, inne w skałach osadzonych u podnóża lodowca Ekologia oraz na jego powierzchni. Do badania wyruszyła ekipa złożona z archeologa, antropologa, geomorfologa, glacjologa i geodety. Sprawa nie była prosta - miejsce, jak wyjaśnili naukowcy, było niebezpieczne i niestabilne, poprzecinane licznymi szczelinami. Grząski teren czasami się osuwał. Szczątki zostały jednak zabezpieczone. - Udało się to niemal cudem, bo mieliśmy akurat "okienko transportowe", a na miejscu był geodeta pracujący przy przebudowie stacji - powiedział dr Dariusz Puczko, kierownik "Arctowskiego". Bardzo pomogła przy tym technika - przed zbliżającymi się opadami śniegu oznakowano znalezisko znacznikiem GPS, a z pomocą drona wykonano też trójwymiarową mapę okolicy. Powierzchnia z rozsianymi kośćmi i innymi pozostałościami była spora - tworzył ją prostokąt o długości 550 metrów i szerokości 50 metrów.

Zobacz wideo Wokół Antarktydy jest coś, czego się nikt nie spodziewał. Od kilku lat znacznie spadła ilość lodu

Co dokładnie zabezpieczono?

Ostatecznie zebrano i posegregowano wszystkie znaleziska. Było to blisko 200 przedmiotów. Oprócz kilkudziesięciu ludzkich kości i dwóch zwierzęcych odkryto także fragmenty ubrania, elementy brytyjskiej radiostacji, szwajcarski zegarek i szwedzki nóż, jak również kijki narciarskie oraz ebonitowy ustnik do fajki. Bardzo trudne warunki zmusiły badaczy do przerwania prac w połowie lutego. Planowany jest jednak powrót na ten obszar, ponieważ, jak zaznaczają, z pewnością nie zebrano wszystkiego.

Tragiczna śmierć i radość po latach

Dennis Ronald Bell był jednym z pracowników Brytyjskiej Służby Arktycznej (BAS). Jako członek 4-osobowej załogi wyruszył, aby zbadać geologię lodowca nazwanego później "Ekologia". Bell posuwał się na czele, nie założył jednak nart, które rozłożyłyby ciężar. W pewnym momencie wpadł do przykrytej śniegiem szczeliny. Odpowiedział na wołania, więc opuszczono mu linę, którą wyciągający nieopatrznie przywiązał sobie do paska. Gdy Bell był blisko powierzchni, pasek pękł, a Brytyjczyk ponownie spadł w przepaść. Tym razem już się nie odezwał. Z odnalezienia szczątków cieszy się David Bell, młodszy brat Dennisa. Jak twierdził w liście wysłanym przed laty do BAS, w noc śmierci brata on i jego mama śnili, że spadają. - Odkrycie jego szczątków 66 lat po śmierci jest dla nas bardzo ważne. Moja siostra Valerie i ja możemy wreszcie się pogodzić ze śmiercią Dennisa - powiedział David. W chwili śmierci Dennis miał 25 lat, a na Wyspie Króla Jerzego przebywał od roku. Możliwość odnalezienia jego szczątków to efekt przesuwania się mas lodu, ale również jego topnienia w wyniku zmian klimatycznych. Od czasu śmierci brytyjskiego polarnika lodowiec stracił znaczną część swojej masy.

Czytaj też:Zaskakujące dane z nowych pomiarów satelitarnych. Na Antarktydzie niespodziewanie przybyło lodu

Źródła: Gazeta Wyborcza, BBC

Więcej o: