Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego działa od 1977 roku. Jest położona na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych. Za jej rozwój i utrzymanie odpowiada Instytut Biochemii i Biofizyki PAN. Stacja nie leży na samym kontynencie, na Antarktydzie, a w Antarktyce. Warunki funkcjonowania są tam jednak wymagające, a zdarza się, że i bardzo trudne.
Agnieszka Kruszewska*: Przede wszystkim skompletowanie kolejnych wypraw polarnych. Mimo że dostajemy czasem kilkaset zgłoszeń, bywa to trudne. Muszą to być osoby, które z jednej strony posiadają konkretne twarde kompetencje, ale także pulę dodatkowych umiejętności przydatnych do funkcjonowania w tak wymagającym miejscu, jakim jest Antarktyka. Poza tym, muszą przejść kompleksowe badania lekarskie i cały proces szkoleń. Zdarza się nam robić ogłoszenia na dogrywki rekrutacyjne, bo jakiś kandydat może mieć świetnie CV, przejść rozmowę kwalifikacyjną, dostać się do drugiego etapu rekrutacji, a potem nie przejść badań lekarskich. Zdarza się też, że osoby, które w momencie składania aplikacji są absolutnie pewne swojej decyzji, marzą wręcz o wyjeździe, później ze względów życiowych, osobistych, jednak wycofują się z tego procesu. Pamiętajmy, że dla ekipy zimowej mowa o wyjeździe na minimum 12 miesięcy, a dla letniej na około pół roku. Znalezienie odpowiedniej grupy chętnych jest wyzwaniem, od samego początku - tych kilkaset CV - czasem to 450 albo 650 - trzeba z uwagą przejrzeć, sprawdzić dokumenty.
To się odbywa drogą morską. Obecnie jesteśmy w procesie inwestycyjnym i potrzebujemy statków, które są w stanie przewieźć bardzo dużą ilość cargo. Dla normalnego funkcjonowania stacji potrzebujemy około 50 ton cargo, a teraz to nawet około 500 ton.
Tak, powstaje nowa siedziba, ale także szereg innych budynków i instalacji, to jest w zasadzie modernizacja całej naszej stacji antarktycznej. Musimy zapewnić zatem transport ogromnej ilości materiałów, a do tego "zwykłych" towarów i ludzi. Polska nie posiada własnego statku transportowo-badawczego, więc za każdym razem mierzymy się ze znalezieniem transportu na rynku dostępnego dla nas w ramach naszego budżetu.
Zwykle tak, w ramach procedury zamówień publicznych oczywiście. Obecnie udało się nam nawiązać współpracę, też w ramach obowiązujących nas procedur, z ukraińskim programem antarktycznym i korzystamy z należącego do niego statku. Po zakończeniu inwestycji wrócimy do transportu mniejszej ilości cargo też w ramach czarteru komercyjnego - warto jednak wiedzieć, że tego typu statków jest niewiele.
Stacja jest jak żywy organizm, który do tego funkcjonuje w bardzo wymagających realiach pogodowych, klimatycznych, geograficznych. Zawsze coś może się popsuć. Wyzwaniem, a czasem i trudnością, jest możliwość reagowania na sytuacje nieplanowane. Stacja znajduje się w końcu 14 tysięcy kilometrów od Polski, a różnica czasu wynosi cztery godziny i zdarza się, że trzeba być pod telefonem niemal całą dobę. Szczególnie, jeśli przydarzy się konieczność ewakuacji pracownika ze stacji, na przykład ze względów zdrowotnych. Trudno w takich sytuacjach pracować od 8 do 16 czy od 9 do 17.
Przede wszystkim, na stacji jest albo lekarz, albo ratownik medyczny, który stanowi pierwszą linię wsparcia dla osoby, która na przykład uległa jakiemuś wypadkowi. Mamy też w pełni wyposażone ambulatorium medyczne. Dalej bardzo dużo zależy od pory roku. W okresie letnim mamy większe możliwości transportowe, w razie potrzeby jesteśmy w stanie zorganizować transport takiej osoby do szpitala na stacji chilijskiej, zlokalizowanej na tej samej wyspie. Natomiast jeżeli potrzebna jest jeszcze bardziej specjalistyczna pomoc, wnioskujemy o pilny transport, najlepiej lotniczy, na kontynent, czyli najczęściej do Chile. W zimie, ze względu na warunki pogodowe, ta pomoc może zostać opóźniona, możliwości transportu morskiego czy lotniczego są bardzo ograniczone, a mogą być niemożliwe. Na szczęście przez tych 13 lat mojej pracy jako zarządcy stacji takich sytuacji było relatywnie niewiele.
Komunikacja jest sprawna i redundantna - to znaczy, że nie polegamy tylko na przysłowiowej "jednej antenie", możliwości komunikacyjne są zdublowane. Oczywiście zdarza się że anteny się psują, pogoda bywa bardzo trudna. Dbamy natomiast o to, żeby mieć części zamienne i ludzi o stosownych kompetencjach, by mogli we własnym zakresie, a jeśli jest potrzeba także zdalnej pomocy, możliwie szybko uporać się z awarią.
Często przytaczam ciekawostkę, która pokazuje wyzwania, z jakimi mieszkańcy stacji muszą się mierzyć. Mamy tam taki wymóg: drzwi wejściowe do stacji muszą otwierać się do środka. To dlatego, że ze względu na częste intensywne opady śniegu wysokość pokrywy śnieżnej może być nawet równa z dachem stacji - co mogłoby co mogłoby uwięzić osoby znajdujące się w środku.
Pod względem procedur bezpieczeństwa funkcjonuje się tam trochę jak w warunkach wysokogórskich. W wysokich górach oczywistym jest, że przed wyjściem ze schroniska wpisuje się w zeszyt wyjść - to jest też wymóg na stacji. Do tego wyjścia są w przynajmniej dwie osoby, podobnie pływanie pontonem po zatoce wymaga podwójnej obstawy. Dbamy, by osoby, które wyjeżdżają na stację, miały zrobiony kurs wspinaczkowy, a także żeby w grupie znalazły się osoby posiadające potwierdzone szkoleniem umiejętności poruszania się po lodowcach. Są to umiejętności, które nie kojarzą się bezpośrednio ze stanowiskiem na przykład elektryka, ale jadąc do Antarktyki na wiele miesięcy trzeba je mieć.
Paliwo jest zasobem krytycznym, dbamy o to, by mieć na miejscu minimum dwuletni jego zapas. Podobnie z żywnością. Zaopatrzenie stacji wysyłamy co roku, ale zapasy tam zgromadzone: żywności, podstawowych artykułów bytowych, części zamiennych i urządzeń, leków - z uwzględnieniem terminów ważności oczywiście - wystarczyły na minimum dwa lata.
Wskazuje pani na bardzo istotny aspekt funkcjonowania na stacji. Dokładamy wszelkich starań, by minimalizować ryzyko związane z obniżeniem poczucia komfortu funkcjonowania czy też załamaniami nerwowymi. Jeszcze przed wyjazdem, w ramach obowiązkowych badań medycznych odbywa się konsultacja psychiatryczna. Prowadzimy też spotkania z psychologiem i dwudniowy trening psychologiczny, który pozwala nam ustalić dynamikę wyjeżdżającej grupy, obserwować cechy osobowościowe poszczególnych uczestników wyprawy, tak, by wspomóc ich adaptację. Następnie zapewniamy uczestnikom możliwość korzystania ze zdalnego wsparcia psychologa przez cały rok oraz w razie potrzeby interwencje psychologiczne.
Chyba najbardziej to, że jadąc tam, byłam przekonana, że lód i lodowce są białe i zaskoczeniem odkryłam, że mają kolor turkusowy. Jednym z najpiękniejszych doświadczeń była też całkowita otwartość zwierząt. Pingwiny, ssaki morskie nie czują żadnego lęku przed człowiekiem - choć nie próbujemy wchodzić z nimi w interakcje. Budzi to we mnie ogromny szacunek i wzmaga przekonanie, że jesteśmy tam tylko gośćmi, że przyroda jest potężna. Było to takie dojmujące, w wymiarze pozytywnym, doświadczenie.
Rzeczywiście, nie ma, te dwa skrajne miejsca pod tym względem są od siebie zupełnie różne. Ja również byłam na Spitsbergenie z wizytą i muszę powiedzieć, że w tym zakresie w Antarktyce jest duży komfort funkcjonowania. Podkreślają to też osoby, z którymi rozmawiałam, a które były w obu tych miejscach. Na północy jednak trzeba być ciągle czujnym, swoboda poruszania się w terenie jest w pewien sposób ograniczona.
Szetlandy Południowe, gdzie znajduje się polska stacja, to archipelag dużo łatwiej dostępny niż sam kontynent, można tam obserwować faunę, która stanowi zapewne jedną z głównych atrakcji. Jednak w przypadku naszej stacji kilka lat temu nastąpiła pewna zmiana. W czasie pandemii nie przyjmowaliśmy turystów z racji bezpieczeństwa pracujących tam osób, a po jej wygaśnięciu zdecydowaliśmy się podtrzymać tę zasadę.
Turystyka w Antarktyce jest przedmiotem monitorowania i dyskusji na forum układu antarktycznego, w którym Polska jest stroną konsultatywną. Podejścia tam prezentowane są różne. Natomiast turystyka antarktyczna znajduje się pod skrzydłami IAATO - zrzeszenia organizacji i firm, które zajmują się promowaniem i rekomendowaniem odpowiedzialnego podróżowania w tamtym rejonie.
Układ Antarktyczny to umowa międzynarodowa, która funkcjonuje od 1959 roku i jest oparta na konsensusie. Z jednej strony jest fantastycznym przykładem tego, że w jest taki obszar Ziemi, co do którego państwa postawiły, że będą podejmowały wspólne decyzje - i jak dotąd to się z mniejszymi lub większymi sukcesami udaje. Oczywiście, są tematy, przy których coraz trudniej wypracować ten konsensus. Układ jednak trwa, spotyka się, podejmuje kolejne rezolucje i przyjmuje rekomendacje.
Jesteśmy po etapie budowy nowych instalacji, hal garażowych, magazynu gazów technicznych i systemu paliwowego. W nadchodzącym sezonie przed nami ogromne wyzwanie zbudowania budynku głównego stacji. Konstrukcja stalowa tego budynku jest już skończona, w najbliższym czasie będzie on na niej posadowiony. Mamy nadzieję, że uda się zakończyć te prace w czasie antarktycznego lata, a podczas zimy będą prowadzone prace wykończeniowe w środku. W nadchodzącym sezonie będziemy też dokańczać prace związane z systemem energetycznym.
Mamy nadzieję, że w 2027 roku będziemy mogli oddać kompletny budynek do użytkowania.
*Agnieszka Kruszewska - z wykształcenia prawniczka i menadżerka, jednak praca na rzecz rozwoju badań polarnych doprowadziła ją do zestawienia 100 polarniczek opracowanego przez sieć Women in Polar Science And Support. Z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk odpowiada za zarządzanie Polską Stacją Antarktyczną im. Henryka Arctowskiego, zasiada w zarządzie Polskiego Konsorcjum Polarnego, jest też członkinią Komitetu Badań Polarnych PAN.