Drzwi otwierają się tylko do środka, zakaz wstępu dla turystów. Jak się pracuje w Antarktyce?

Maria Mazurek
- Mamy tam taki wymóg: drzwi wejściowe do stacji muszą otwierać się do środka. Pod względem procedur bezpieczeństwa funkcjonuje się tam trochę jak w warunkach wysokogórskich - mówi Agnieszka Kruszewska. Co trzeba zrobić, żeby przeżyć w Antarktyce?
Polska stacja antarktyczna
fot. T. Kurczaba

Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego działa od 1977 roku. Jest położona na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych. Za jej rozwój i utrzymanie odpowiada Instytut Biochemii i Biofizyki PAN. Stacja nie leży na samym kontynencie, na Antarktydzie, a w Antarktyce. Warunki funkcjonowania są tam jednak wymagające, a zdarza się, że i bardzo trudne. 

Maria Mazurek, Next.gazeta.pl: Od 13 lat z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk odpowiada Pani za zarządzanie Polską Stacją Antarktyczną im. Henryka Arctowskiego. Jakie są główne wyzwania w tym zarządzaniu?

Agnieszka Kruszewska*: Przede wszystkim skompletowanie kolejnych wypraw polarnych. Mimo że dostajemy czasem kilkaset zgłoszeń, bywa to trudne. Muszą to być osoby, które z jednej strony posiadają konkretne twarde kompetencje, ale także pulę dodatkowych umiejętności przydatnych do funkcjonowania w tak wymagającym miejscu, jakim jest Antarktyka. Poza tym, muszą przejść kompleksowe badania lekarskie i cały proces szkoleń. Zdarza się nam robić ogłoszenia na dogrywki rekrutacyjne, bo jakiś kandydat może mieć świetnie CV, przejść rozmowę kwalifikacyjną, dostać się do drugiego etapu rekrutacji, a potem nie przejść badań lekarskich. Zdarza się też, że osoby, które w momencie składania aplikacji są absolutnie pewne swojej decyzji, marzą wręcz o wyjeździe, później ze względów życiowych, osobistych, jednak wycofują się z tego procesu. Pamiętajmy, że dla ekipy zimowej mowa o wyjeździe na minimum 12 miesięcy, a dla letniej na około pół roku. Znalezienie odpowiedniej grupy chętnych jest wyzwaniem, od samego początku - tych kilkaset CV - czasem to 450 albo 650 - trzeba z uwagą przejrzeć, sprawdzić dokumenty.

Okolice polskiej stacji antarktycznej
Okolice polskiej stacji antarktycznejfot. P. Karaś

A potem trzeba tych ludzi jeszcze dowieźć razem ze sprzętem i jedzeniem kilkanaście tysięcy kilometrów dalej.

To się odbywa drogą morską. Obecnie jesteśmy w procesie inwestycyjnym i potrzebujemy statków, które są w stanie przewieźć bardzo dużą ilość cargo. Dla normalnego funkcjonowania stacji potrzebujemy około 50 ton cargo, a teraz to nawet około 500 ton.

Ten proces inwestycyjny to budowa nowej siedziby stacji?

Tak, powstaje nowa siedziba, ale także szereg innych budynków i instalacji, to jest w zasadzie modernizacja całej naszej stacji antarktycznej. Musimy zapewnić zatem transport ogromnej ilości materiałów, a do tego "zwykłych" towarów i ludzi. Polska nie posiada własnego statku transportowo-badawczego, więc za każdym razem mierzymy się ze znalezieniem transportu na rynku dostępnego dla nas w ramach naszego budżetu.

Zobacz wideo Rejs na Antarktydę. Od tego miejsca zależy przyszłość naszej planety [Gazeta.pl na Antarktydzie

Czyli zamówienie takiego transportu jest organizowane z rynku komercyjnego?

Zwykle tak, w ramach procedury zamówień publicznych oczywiście. Obecnie udało się nam nawiązać współpracę, też w ramach obowiązujących nas procedur, z ukraińskim programem antarktycznym i korzystamy z należącego do niego statku. Po zakończeniu inwestycji wrócimy do transportu mniejszej ilości cargo też w ramach czarteru komercyjnego - warto jednak wiedzieć, że tego typu statków jest niewiele.

Jak już się uda na stację szczęśliwie dotrzeć razem z zapasami, to jakie jeszcze wyzwania czekają już na miejscu? Co na przykład z awariami?

Stacja jest jak żywy organizm, który do tego funkcjonuje w bardzo wymagających realiach pogodowych, klimatycznych, geograficznych. Zawsze coś może się popsuć. Wyzwaniem, a czasem i trudnością, jest możliwość reagowania na sytuacje nieplanowane. Stacja znajduje się w końcu 14 tysięcy kilometrów od Polski, a różnica czasu wynosi cztery godziny i zdarza się, że trzeba być pod telefonem niemal całą dobę. Szczególnie, jeśli przydarzy się konieczność ewakuacji pracownika ze stacji, na przykład ze względów zdrowotnych. Trudno w takich sytuacjach pracować od 8 do 16 czy od 9 do 17.

No właśnie, co jeśli ktoś na stacji będzie mieć poważniejszy problem ze zdrowiem i na przykład okaże się, że potrzebuje interwencji chirurgicznej?

Przede wszystkim, na stacji jest albo lekarz, albo ratownik medyczny, który stanowi pierwszą linię wsparcia dla osoby, która na przykład uległa jakiemuś wypadkowi. Mamy też w pełni wyposażone ambulatorium medyczne. Dalej bardzo dużo zależy od pory roku. W okresie letnim mamy większe możliwości transportowe, w razie potrzeby jesteśmy w stanie zorganizować transport takiej osoby do szpitala na stacji chilijskiej, zlokalizowanej na tej samej wyspie. Natomiast jeżeli potrzebna jest jeszcze bardziej specjalistyczna pomoc, wnioskujemy o pilny transport, najlepiej lotniczy, na kontynent, czyli najczęściej do Chile. W zimie, ze względu na warunki pogodowe, ta pomoc może zostać opóźniona, możliwości transportu morskiego czy lotniczego są bardzo ograniczone, a mogą być niemożliwe. Na szczęście przez tych 13 lat mojej pracy jako zarządcy stacji takich sytuacji było relatywnie niewiele.

A jak działa komunikacja? Nie ma problemów z awariami?

Komunikacja jest sprawna i redundantna - to znaczy, że nie polegamy tylko na przysłowiowej "jednej antenie", możliwości komunikacyjne są zdublowane. Oczywiście zdarza się że anteny się psują, pogoda bywa bardzo trudna. Dbamy natomiast o to, żeby mieć części zamienne i ludzi o stosownych kompetencjach, by mogli we własnym zakresie, a jeśli jest potrzeba także zdalnej pomocy, możliwie szybko uporać się z awarią.

Czy są na polskiej stacji antarktycznej kwestie, o których trzeba wiedzieć, pamiętać albo się z nimi mierzyć, z których my w Polsce nie zdajemy sobie sprawy?

Często przytaczam ciekawostkę, która pokazuje wyzwania, z jakimi mieszkańcy stacji muszą się mierzyć. Mamy tam taki wymóg: drzwi wejściowe do stacji muszą otwierać się do środka. To dlatego, że ze względu na częste intensywne opady śniegu wysokość pokrywy śnieżnej może być nawet równa z dachem stacji - co mogłoby co mogłoby uwięzić osoby znajdujące się w środku.

Pod względem procedur bezpieczeństwa funkcjonuje się tam trochę jak w warunkach wysokogórskich. W wysokich górach oczywistym jest, że przed wyjściem ze schroniska wpisuje się w zeszyt wyjść - to jest też wymóg na stacji. Do tego wyjścia są w przynajmniej dwie osoby, podobnie pływanie pontonem po zatoce wymaga podwójnej obstawy. Dbamy, by osoby, które wyjeżdżają na stację, miały zrobiony kurs wspinaczkowy, a także żeby w grupie znalazły się osoby posiadające potwierdzone szkoleniem umiejętności poruszania się po lodowcach. Są to umiejętności, które nie kojarzą się bezpośrednio ze stanowiskiem na przykład elektryka, ale jadąc do Antarktyki na wiele miesięcy trzeba je mieć.

Okolice polskiej stacji antarktycznej
Okolice polskiej stacji antarktycznejP. Kapuściński

Co z zapasami żywności, sprzętu czy paliwa - są wysyłane raz na rok, wraz z załogą?

Paliwo jest zasobem krytycznym, dbamy o to, by mieć na miejscu minimum dwuletni jego zapas. Podobnie z żywnością. Zaopatrzenie stacji wysyłamy co roku, ale zapasy tam zgromadzone: żywności, podstawowych artykułów bytowych, części zamiennych i urządzeń, leków - z uwzględnieniem terminów ważności oczywiście - wystarczyły na minimum dwa lata.

Jest jeszcze czynnik psychologiczny. Jak stacja i państwo radzicie sobie z kryzysami i wyzwaniami w tym zakresie? Kilka lat temu na rosyjskiej stacji jeden z rosyjskich naukowców, w trakcie załamania nerwowego, rzucił się z nożem na swojego współpracownika. Jako "wytłumaczenie" podał, że kolega zdradzał mu zakończenia książek, których on jeszcze nie zdążył przeczytać. Stacja badawcza to mała przestrzeń, warunki często są ekstremalne, przy złej pogodzie może być trudno wyjść ze stacji przez wiele dni. Jest się zamkniętym z ciągle tą samą grupą osób. Do tego dochodzi bardzo krótki dzień zimą.

Wskazuje pani na bardzo istotny aspekt funkcjonowania na stacji. Dokładamy wszelkich starań, by minimalizować ryzyko związane z obniżeniem poczucia komfortu funkcjonowania czy też załamaniami nerwowymi. Jeszcze przed wyjazdem, w ramach obowiązkowych badań medycznych odbywa się konsultacja psychiatryczna. Prowadzimy też spotkania z psychologiem i dwudniowy trening psychologiczny, który pozwala nam ustalić dynamikę wyjeżdżającej grupy, obserwować cechy osobowościowe poszczególnych uczestników wyprawy, tak, by wspomóc ich adaptację. Następnie zapewniamy uczestnikom możliwość korzystania ze zdalnego wsparcia psychologa przez cały rok oraz w razie potrzeby interwencje psychologiczne.

Pani na polskiej stacji antarktycznej też była, co najmocniej utkwiło Pani w pamięci z tamtej wizyty? 

Chyba najbardziej to, że jadąc tam, byłam przekonana, że lód i lodowce są białe i zaskoczeniem odkryłam, że mają kolor turkusowy. Jednym z najpiękniejszych doświadczeń była też całkowita otwartość zwierząt. Pingwiny, ssaki morskie nie czują żadnego lęku przed człowiekiem - choć nie próbujemy wchodzić z nimi w interakcje. Budzi to we mnie ogromny szacunek i wzmaga przekonanie, że jesteśmy tam tylko gośćmi, że przyroda jest potężna. Było to takie dojmujące, w wymiarze pozytywnym, doświadczenie.

Mówiła Pani o drzwiach otwierających się tylko do środka. Ja po wizycie na małej stacji badawczej na Spitsbergenie, czyli blisko północnego bieguna polarnego, miałam tylko jedną myśl: tam absolutnie nie zdałoby to egzaminu, z racji obecności niedźwiedzi polarnych, które potrafią włamywać się do opuszczonych budynków. Na południu takiego ryzyka - zagrożenia życia de facto ze strony dzikich zwierząt - nie ma.

Rzeczywiście, nie ma, te dwa skrajne miejsca pod tym względem są od siebie zupełnie różne. Ja również byłam na Spitsbergenie z wizytą i muszę powiedzieć, że w tym zakresie w Antarktyce jest duży komfort funkcjonowania. Podkreślają to też osoby, z którymi rozmawiałam, a które były w obu tych miejscach. Na północy jednak trzeba być ciągle czujnym, swoboda poruszania się w terenie jest w pewien sposób ograniczona.

Antarktyka to jednak miejsce odległe od cywilizacji i ludzi, chociaż i tam docierają turyści, są organizowane rejsy. Jaki ma to wpływ na stację i jej bezpośrednie otoczenie?

Szetlandy Południowe, gdzie znajduje się polska stacja, to archipelag dużo łatwiej dostępny niż sam kontynent, można tam obserwować faunę, która stanowi zapewne jedną z głównych atrakcji. Jednak w przypadku naszej stacji kilka lat temu nastąpiła pewna zmiana. W czasie pandemii nie przyjmowaliśmy turystów z racji bezpieczeństwa pracujących tam osób, a po jej wygaśnięciu zdecydowaliśmy się podtrzymać tę zasadę. 

Turystyka w Antarktyce jest przedmiotem monitorowania i dyskusji na forum układu antarktycznego, w którym Polska jest stroną konsultatywną. Podejścia tam prezentowane są różne. Natomiast turystyka antarktyczna znajduje się pod skrzydłami IAATO - zrzeszenia organizacji i firm, które zajmują się promowaniem i rekomendowaniem odpowiedzialnego podróżowania w tamtym rejonie.

Wspomniała pani o Układzie Antarktycznym. Jak wygląda współpraca w tym gronie w czasie mocno zmieniającego się globalnego krajobrazu politycznego?

Układ Antarktyczny to umowa międzynarodowa, która funkcjonuje od 1959 roku i jest oparta na konsensusie. Z jednej strony jest fantastycznym przykładem tego, że w jest taki obszar Ziemi, co do którego państwa postawiły, że będą podejmowały wspólne decyzje - i jak dotąd to się z mniejszymi lub większymi sukcesami udaje. Oczywiście, są tematy, przy których coraz trudniej wypracować ten konsensus. Układ jednak trwa, spotyka się, podejmuje kolejne rezolucje i przyjmuje rekomendacje.

Na koniec chciałam jeszcze dopytać o trwające inwestycje. Na jakim etapie jest budowa?

Jesteśmy po etapie budowy nowych instalacji, hal garażowych, magazynu gazów technicznych i systemu paliwowego. W nadchodzącym sezonie przed nami ogromne wyzwanie zbudowania budynku głównego stacji. Konstrukcja stalowa tego budynku jest już skończona, w najbliższym czasie będzie on na niej posadowiony. Mamy nadzieję, że uda się zakończyć te prace w czasie antarktycznego lata, a podczas zimy będą prowadzone prace wykończeniowe w środku. W nadchodzącym sezonie będziemy też dokańczać prace związane z systemem energetycznym.

I kiedy uda się tam przeprowadzić ze starej stacji?

Mamy nadzieję, że w 2027 roku będziemy mogli oddać kompletny budynek do użytkowania.

Polska stacja antarktyczna
Polska stacja antarktycznaP. Kapuściński

*Agnieszka Kruszewska - z wykształcenia prawniczka i menadżerka, jednak praca na rzecz rozwoju badań polarnych doprowadziła ją do zestawienia 100 polarniczek opracowanego przez sieć Women in Polar Science And Support. Z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk odpowiada za zarządzanie Polską Stacją Antarktyczną im. Henryka Arctowskiego, zasiada w zarządzie Polskiego Konsorcjum Polarnego, jest też członkinią Komitetu Badań Polarnych PAN.

Agnieszka Kruszewska
Agnieszka Kruszewskafot. Karolina Synowiec
Maria Mazurek
Więcej o: