Polska znajdzie się w grupie państw objętych pomocą dzięki uwolnieniu rezerw uprawnień do emisji CO2. Poinformował o tym premier Donald Tusk po spotkaniu unijnych przywódców.
W ostatnich dniach m.in. w związku z napięciami na Bliskim Wschodzie i wzrostem cen surowców energetycznych kwestia cen energii nabrała szczególnej pilności. Dlatego oczekiwano, że unijny szczyt - Rada Europejska - zareaguje na tę trudną sytuację.
W konkluzjach po szczycie Rady Europejskiej znalazł się zapis, że Polska będzie w grupie państw, które zostaną objęte pomocą, możliwą dzięki wykorzystaniu rezerw uprawnień do emisji CO2. Jak tłumaczy premier, środki, które będzie można uzyskać z uwolnienia niektórych uprawnień do emisji, będą przekształcone w pomoc finansową dla "tych nie najbogatszych państw, dla których ETS jest istotnym obciążeniem, jeśli chodzi o ceny energii".
Dodał, że tak zdefiniowano tę grupę państw, aby Polska na pewno się w niej znalazła.
- Będę ostrożny, póki pieniądze nie znajdą się na stole, ale stworzyliśmy warunki do tego. Udało się skłonić nawet najbardziej proklimatyczne państwa, aby nie kwestionowały potrzeby specyficznego podejścia do niektórych państw. Właściwie wszystkie instytucje zaczęły mówić naszym językiem - oświadczył premier.
- Widać wyraźnie, że podjęte zostaną działania, które przyniosą ulgę polskim przedsiębiorcom, w szczególności sektora energochłonnego - mówił z kolei minister finansów Andrzej Domański, który z dziennikarzami spotkał się w Gdańsku.
I dodał: - Wiemy, że ceny energii dla polskich firm są wciąż niestety wysokie. Wiemy, że odpowiada za to osiem straconych lat, w trakcie których transformacja energetyczna w Polsce praktycznie stanęła.
Donald Tusk podkreślał, że zmieniła się filozofia w podejściu do systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. Na tym polega system ETS - za emisję zanieczyszczeń trzeba płacić, część pozwoleń jest bezpłatna, a niewykorzystanymi można handlować. Jednak choć system miał być rynkowy, stał się biurokratyczny, co jest jednym z powodów jego krytyki - wyjaśnia to Ireneusz Sudak w tekście zapowiadającym unijny szczyt.
W Unii powstała więc grupa państw, które są za uelastycznieniem ETS i ostatecznie udało im się nakłonić także te najbardziej proklimatyczne kraje, jak niektóre państwa skandynawskie czy Niemcy, żeby uwzględniać specyfikę każdego państwa z osobna.
Jeszcze przed szczytem grupa dziesięciu państw wspólnoty wezwała Komisję Europejską do "gruntownego przeglądu" ETS. W liście skierowanym do przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen przywódcy opowiedzieli się m.in. za przedłużeniem obowiązywania bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 poza 2034 r. oraz złagodzeniem tempa ich wycofywania od 2028 r. Wśród sygnatariuszy apelu była też Polska (apel poparli też przywódcy: Włoch, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Grecji, Węgier, Słowacji i Rumunii). I z deklaracji polskiego premiera wynika, że udało się w pewnym stopniu dopiąć celu.
Donald Tusk przekazał bowiem, że udało się uzyskać deklarację KE w sprawie przedłużenia terminu, w którym będzie możliwe udzielanie bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 dla przemysłu energochłonnego. - Zostanie to potwierdzone, jestem o tym przekonany, najpóźniej do czerwca tego roku, co oznacza, że możliwość dawania tych bezpłatnych uprawnień dla przemysłu energochłonnego zostanie przeciągnięta na długie, długie lata - zapowiadał premier.
Unia Europejska jako pierwsza na świecie wprowadziła system, w ramach którego emitent dwutlenku węgla uiszcza opłatę za emisję. Oparty jest na zasadzie "zanieczyszczający płaci", a podmioty nim objęte co roku muszą kupować uprawnienia, które odpowiadają ich emisjom. EU ETS lub ETS1 koncentruje się głównie na sektorach energochłonnych i energetyce. Obejmuje przemysł ciężki, rafineryjny, chemiczny, produkcję szkła, cementu, produkcję energii elektrycznej, ciepłownictwo, lotnictwo, a także od 2024 roku transport morski. Systemem objęte są podmioty odpowiadające za ponad 40 proc. wszystkich emisji w UE.
Przeczytaj też: Biura podróży podniosą ceny wycieczek. UOKiK reaguje. "Tak nie można".