Jacek Karnowski, wiceminister funduszy i polityki regionalnej: Taką alternatywą mogłoby też być postawienie np. na darmową komunikację miejską. To generuje jednak ogromne koszty i nie rozwiązuje problemów wszystkich obywateli.
Obniżka cen paliw jest działaniem najbardziej kompleksowym. Choć transport publiczny jest bardziej proekologiczny, nie dociera wszędzie - w ruchu międzymiastowym kolej wciąż ma swoje ograniczenia.
Za obniżką cen paliw powinny iść działania, których celem jest zmniejszenie popytu na nie. Dlatego dużą wagę przywiązujemy do transportu publicznego. Polskie prawo umożliwia też np. pracę zdalną. Niemniej jednak, ograniczenie wsparcia tylko do niej, byłoby niesprawiedliwe wobec tych, którzy nie mogą z niej korzystać.
Podobnie z biletami na komunikację miejską: takie rozwiązanie pominęłoby mieszkańców mniejszych miejscowości.
Obniżka cen paliw realnie i kompleksowo wspiera zarówno drobnych przedsiębiorców jak i lokalny przemysł, dla którego koszt transportu jest kluczowym składnikiem marży. To propozycja znacznie bardziej dopracowana niż PiS-u, które nie zakładały ceny maksymalnej. W ich propozycjach istniało ryzyko, że na obniżkach cen paliw, zamiast obywateli, skorzystają głównie zagraniczne koncerny paliwowe takie jak np. węgierski MOL.
- Wszyscy mamy nadzieję, że ta wojna skończy się jak najszybciej. Widzimy przecież, jak ogromny wpływ na rynki mają czynniki zewnętrzne. Czasem jeden wpis prezydenta Donalda Trumpa w serwisach społecznościowych potrafi wywołać gwałtowny spadek lub wzrost cen ropy.
Sygnały płynące ze Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów połówkowych, dają jednak nadzieję na dyplomatyczne rozwiązywanie konfliktów międzynarodowych w przyszłości.
Obecnie korzystamy jeszcze z zapasów paliw kupionych wcześniej po niższych cenach, ale kluczowe jest to, aby sytuacja na zagranicznych rynkach wróciła do normy przed ich wyczerpaniem.
Musimy też pamiętać o realiach ekonomicznych.
Gdyby wysokie ceny miały utrzymywać się w nieskończoność, dalsze drenowanie budżetu państwa np. poprzez dopłaty, byłoby ryzykowne, gdyż mogłoby powodować olbrzymi deficyt w finansach publicznych.
Każda zmiana cen ropy jest silnym czynnikiem inflacyjnym. Z kolei rezygnacja z wpływów budżetowych, np. poprzez obniżki podatków za paliwa, generuje dziurę budżetową. Dlatego obecna sytuacja na świecie wymaga od decydentów podejmowania niezwykle wyważonych i precyzyjnych działań. Pozostaje nam wierzyć, że ustabilizuje się ona szybciej, niż wskazują na to najbardziej pesymistyczne prognozy.
Obecna sytuacja w pełni nie wpłynęła na wartość naszych portfeli, ale docelowo może to być dla nas bardziej odczuwalne. Cena ropy jest bowiem czynnikiem, który determinuje koszty transportu - zarówno lądowego, jak i morskiego. W Polsce zmagamy się też z historycznymi zaniedbaniami dotyczącymi produkcji czystej energii i dlatego wciąż jesteśmy w dużej mierze skazani na paliwa kopalne.
W Polsce wzrosła co prawda liczba pojazdów elektrycznych, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb transportowych. Mam nadzieję, że niedługo zaczną realnie działać farmy wiatrowe na morzu (offshore), ale już budowa elektrowni jądrowej wymaga o wiele więcej czasu. W tej sytuacji, w okresie przejściowym, w jakim się teraz znajdujemy, musimy polegać na gazie. A ten nie tylko kosztuje, ale jego cena podlega obecnie ogromnym wahaniom rynkowym. To z kolei sprawia, że nasze bezpieczeństwo energetyczne, w tym krytycznym momencie, zależy od tego, jak szybko uda nam się te "czyste" moce realnie wpiąć do systemu.
- Wojny w Iranie i na Ukrainie udowadniają, że posiadanie niezależnych, lokalnych źródeł energii pozwala na większe uniezależnienie się całych regionów od reszty świata. Energetyka rozproszona i farmy wiatrowe, z których miały korzystać gminy i prywatni właściciele, to dziś fundament naszej odporności, bezpieczeństwa energetycznego i transportowego. Zahamowanie tego procesu w Polsce, co zrobił rząd PiS, było ogromnym błędem.
Na szczęście, również dzięki dofinansowaniu i pożyczkom z KPO, rozpoczęto już budowę morskich farm wiatrowych (offshore), a także inwestycje im towarzyszące. Obejmują one m.in. budowę nowego terminalu instalacyjnego w porcie w Gdańsku oraz modernizację i rozbudowę portów serwisowych w Łebie, Darłowie i Ustce. Na realizację tych przedsięwzięć przeznaczyliśmy 11,6 mld zł z KPO.
Niemniej jednak wiatr na lądzie nadal pozostaje źródłem znacznie tańszym. Ignorowanie tego potencjału w obliczu niestabilnej sytuacji społeczno-gospodarczej na Ukrainie czy na Bliskim Wschodzie jest po prostu skrajną nieroztropnością.
Dlatego jestem szczerze zdumionym faktem zablokowania ustawy o onshore [farmach wiatrowych na lądzie - red.]. To przecież najtańsze źródło energii, obok fotowoltaiki. Patrząc na to, co się dzieje podczas wojny na Ukrainie czy na napięcia, z jakimi mamy teraz do czynienia w Iranie, musimy wyciągać odpowiednie wnioski. Na własne oczy widziałem rakietę, która wbiła się w elektrociepłownię pod Kijowem - nie wybuchła, ale obiekt i tak musiał zostać natychmiast wyłączony na kilka dni, żeby sprawdzić, czy nadal jest sprawny.
- Pomorze, z racji swojego położenia i uprzemysłowienia, stanowi znakomitą bazę do lokalizacji inwestycji energetycznych. Te inwestycje będą służyć nie tylko rozwojowi tego regionu, ale całego kraju. Pomorze to dziś przede wszystkim potężny przemysł. Wystarczy wejść na wieżę w porcie w Gdańsku, żeby zobaczyć skalę toczących się tam inwestycji: dziennie wyjeżdża stamtąd średnio 1000 wagonów i 3000 ciężarówek z kontenerami pełnymi towarów. W najnowszym rankingu Port Gdańsk znalazł się w czołówce największych portów Europy. Awansował na 8. miejsce na Starym Kontynencie i na 6. w Unii Europejskiej.
Na Pomorzu działają stocznie, takie jak Remontowa czy Crist, które budują megaspecjalistyczne jednostki: od najnowocześniejszych promów po statki typu offshore. Prowadzą też remonty amerykańskich wież wiertniczych. Do tego dochodzi Grupa Przemysłowa Baltic, dawna Stocznia Północna, która buduje nowoczesne niszczyciele min. Są też mniejsze zakłady tj. stocznia Nauta czy stocznia PGZ. Na Pomorzu działają też tacy giganci jak Polpharma - jedna z najnowocześniejszych firm farmaceutycznych w Europie czy Rafineria Gdańska.
Władze samorządowe robią bardzo dużo, aby do regionu przyciągać inwestorów i dbać o to, by Pomorze było nie tylko hubem przesyłowym, ale także miejscem, gdzie energia jest realnie wykorzystywana na miejscu.
- Śląsk dysponuje największym w kraju budżetem z unijnego Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. To rekordowe ponad 2,2 mld euro (do czterech innych województw trafiło łącznie ponad 1,6 mld euro). Region systematycznie się zmienia, stawiając na rewitalizację terenów pokopalnianych oraz na innowacje i zielone inwestycje. Próbuje się także wyróżnić, czego przykładem jest tworzenie hubu gamingowego w Katowicach.
Rynek gier komputerowych to dzisiaj potężny, globalny przemysł, którego skala może zadziwiać, to coraz mocniejszy silnik nowoczesnej, współczesnej gospodarki.
Kluczowe jest tworzenie "nowego serca" Śląska poprzez inwestycje w instytuty badawcze i centra przemysłowe. Takie działają i rozwijają się już na Politechnice Śląskiej w Gliwicach i na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Należy oczywiście dbać o regionalne dziedzictwo historyczne i kulturowe, budując i rozwijając np. Muzeum Śląskie czy adaptując tereny po Hucie Pokój, ale nasza przyszłość to przede wszystkim inwestycje w zdolności produkcyjne i innowacje. Do tego dochodzi SAFE - wielki program modernizacji polskiej armii i polskiego przemysłu zbrojeniowego, który wspomoże też produkcję w zakładach znajdujących się na Śląsku.
Największym kapitałem są jednak ludzie. Wykwalifikowani pracownicy, tacy jak górnicy czy stoczniowcy, którzy potrafią pracować w najtrudniejszych warunkach i posiadają unikalne umiejętności techniczne. Są oni bezcenni dla przemysłu zbrojeniowego czy transportowego. Popyt na pociągi i wagony jest tak duży, że firmy produkcyjne szukają dziś specjalistów nawet wśród kadr obsługujących stare koleje kopalniane.
Niemal pewne jest, że wydobycie węgla przestanie być opłacalne do 2049 r., gdy zgodnie z umową społeczną, ma zostać wygaszona ostatnia kopalnia. Skoro są pieniądze, a górnicy znajdą pracę w innych sektorach, to czy rząd planuje w jakiś sposób przyspieszyć ten termin?
- Jestem przekonany, że transformacja energetyczna przyczyni się do dynamicznego rozwoju całej polskiej gospodarki, w tym także do rozwoju czystej, zielonej energetyki i energetyki jądrowej. W obecnej perspektywie finansowej w 16 programach regionalnych i w Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji mamy na ten cel ok. 15,2 mld zł. Do tego dochodzi ok. 24,4 mld zł z programu FEnIKS, kolejne 8,3 mld zł z programu FENG, a także 130 mld zł z KPO. To są ogromne pieniądze.
Równocześnie musimy jednak pamiętać o podpisanych umowach społecznych i przestrzegać ich zapisów. Dlatego lepiej postawić na ewolucję.
Przypomnijmy sobie nasze wejście do Unii Europejskiej: wielu przedsiębiorców np. z branży mleczarskiej drżało wówczas o swój los, a dziś są jednymi z największych eksporterów w Europie. Podobnie było ze stoczniami. Choć wieszczono upadek przemysłu stoczniowego, obecnie pracuje w nim porównywalna liczba osób co dekadę temu, tyle że w nowoczesnych, prywatnych strukturach.
Jeszcze 2 lata temu realnym zagrożeniem, będącym efektem zaniechań ze strony rządu PiS, było niewykorzystanie środków z KPO i innych funduszy unijnych. Rząd Donalda Tuska odblokował i błyskawicznie uruchomił te pieniądze. Teraz musimy tylko w pełni wykorzystać potencjał inwestycyjny Polski.
Efekty inwestowania funduszy unijnych widoczne są na każdym kroku i w różnych obszarach. Np. każdy, kto ocieplił budynek, uszczelnił okna czy zainstalował panele fotowoltaiczne, widzi realny spadek rachunków za energię - nierzadko nawet o 40 proc. To najlepszy dowód na to, że idea ochrony środowiska i efektywności energetycznej jest po prostu słuszna.
Jeszcze 5 lat temu, jeżdżąc w góry na narty, czuło się moment, w którym gospodarze zaczynali palić w piecach. Dziś ten gryzący zapach znika. Jesteśmy zdrowsi, mamy tańsze ogrzewanie i co za tym idzie - większy komfort życia. Oczywiście, sytuacja geopolityczna - wojna na Ukrainie czy napięcia na Bliskim Wschodzie - zmusza nas do czasowego spowolnienia transformacji energetycznej, ale kierunek pozostaje niezmienny.
Niektórzy kpią z zielonej energii, używając pogardliwych określeń, ale jednocześnie chętnie korzystają z unijnych dotacji na ten cel. To niekonsekwencja. Unia Europejska i fundusze na transformację energetyczną, to ogromna szansa dla nas. To po prostu dobry, cywilizacyjny, kierunek rozwoju.
- Można dyskutować o tempie zmian dotyczących transformacji energetycznej, ale podważanie ich sensu jest po prostu błędem. To tak jakby kwestionować zasadność pomagania Ukrainie. Sceptycy drwią ze zmian klimatycznych, wytykając nagłe opady śniegu w marcu, ale zapominają, że w styczniu i lutym kultowy wyciąg na Hali Goryczkowej z braku wystarczającej ilości śniegu nie działał. To są fakty, a nie opinie.
Oczywiście, musimy ważyć słowa - rzucanie haseł o natychmiastowym wyjściu z systemu ETS jest nieroztropne.
Unia Europejska to bowiem skomplikowany konglomerat celów, które ścierają się na poziomie państw i frakcji politycznych. Ale ostateczny dowód na to, że jednak działa i przynosi konkretne efekty społeczno-gospodarcze, jest prosty: nikt nie ucieka z Unii do Rosji czy Afryki. Wszyscy szturmują granice Europy, bo to tutaj szuka się lepszego życia. Nikt nie ucieka z Unii, a wszyscy chcą do niej trafić. To najlepsza recenzja naszej przynależności do tej Wspólnoty.
- Moim zdaniem musimy przede wszystkim postawić na własne technologie. Naszym największym mankamentem w Polsce pozostaje ciągle niedoinwestowany obszar badań i rozwoju. Wciąż wyzwaniem dla nas jest skuteczne przekuwanie badań naukowych w gotowe, innowacyjne rozwiązania i produkty. Tydzień temu wróciłem z Tajwanu, gdzie trzy gigantyczne parki naukowe mają jedno główne zadanie: wdrażanie wynalazków do masowej produkcji. Na to powinniśmy kierować środki unijne. Dziś stawką jest globalna konkurencyjność. Musimy przestać być dostawcą półproduktów i sami zacząć oferować finalne rozwiązania.
Mamy ku temu świetne podstawy. Polska, podobnie jak Ukraina, staje się liderem np. w produkcji dronów - zarówno powietrznych, jak i podwodnych. To jest jedna z takich specjalizacji, w które powinniśmy inwestować.
Musimy tworzyć własne rozwiązania, a nie tylko polegać na technologii z Chin, co do których - nie ukrywajmy - cały świat ma dziś uzasadnione wątpliwości, związane z cyberbezpieczeństwem i inwigilacją.
- Powinniśmy zacząć patrzeć na polskie uczelnie i przemysł przez pryzmat wdrożeń, a nie tylko przetwarzania czyichś pomysłów i rozwiązań. Często spotykam się z głosami przedsiębiorców, że "wszystko już zostało wymyślone". To błąd.
Nawet w tak tradycyjnej branży, jak budownictwo, nie wystarczy postawić ściany. Trzeba zaprojektować ją tak, by miała np. jak najniższą przepuszczalność ciepła i spełniała wymogi domów pasywnych. Możemy narzekać na surowe normy, ale ostatecznie budownictwo pasywne to realna, potężna oszczędność dla mieszkańców.
Dlatego sektor B+R to dziś dla Polski wyzwanie numer jeden. Świetnym przykładem może być otwarte w ostatnich dniach na Politechnice Gdańskiej - NATODIANA Living Lab - laboratorium przeznaczone do testowania technologii na potrzeby NATO.
Naszą mądrością powinno być wpinanie się w globalne łańcuchy dostaw, ale z pozycji nowoczesnego, innowacyjnego producenta, a nie tylko podwykonawcy.
Największą porażką po 1990 roku był upadek polskiego przemysłu samochodowego. Nie możemy pozwolić, by ten sam błąd powtórzył się w sektorze nowoczesnych technologii czy w zbrojeniówce.
Przestajemy być - jak za rządów PiS-u - tylko kupującym, który "lata po świecie i sprawdza, co zostało na półkach w zagranicznych magazynach". Naszym celem jest własna produkcja, a docelowo eksport naszych rozwiązań na zagraniczne rynki, nie tylko unijne. To fundamentalna zmiana: z roli konsumenta technologii powinniśmy stopniowo przechodzić również do roli ich twórcy i dostawcy.