NASA przeżywa obecnie największy exodus kadrowy w historii. Blisko 4000 pracowników, czyli niemal 20 procent całej załogi zadeklarowało odejście z agencji w ramach uruchomionych przez nią programów dobrowolnych odejść oraz wcześniejszych emerytur.
Bezpieczeństwo pozostaje najwyższym priorytetem naszej agencji, podczas gdy dążymy do stania się bardziej efektywną organizacją oraz pracujemy nad tym, by zachować pełną zdolność do realizacji Złotej Ery eksploracji i innowacji - w tym misji na Księżyc i Marsa
- czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez NASA.
Choć formalnie program jest "dobrowolny", jego rzeczywisty kontekst nie pozostawia złudzeń: to element szeroko zakrojonych cięć wprowadzanych przez administrację Donalda Trumpa, a realizowanych przez nowego tymczasowego NASA, Seana Duffy’ego. Jak ostrzegają eksperci, skutki "czystki" w NASA mogą być długofalowe i stawiają pod znakiem przyszłość misji realizowanych przez agencję.
Jak informuje NASA, w ramach pierwszej rundy dobrowolnych odejść uruchomionej kilka miesięcy temu z agencją pożegnało się 870 osób. Teraz dołączy do nich kolejne 3000 pracowników - głównie inżynierów, naukowców, techników oraz menadżerów średniego i wyższego szczebla. Wielu z nich to pracownicy z ponad 20-letnim stażem, zatrudnieni w kluczowych centrach NASA, jak Johnson Space Center w Houston, Kennedy Space Center na Florydzie, Goddard Space Flight Center w Maryland czy Jet Propulsion Laboratory w Kalifornii.
Mówimy tu o osobach pełniących strategiczne funkcje w projektach związanych z misjami Artemis, nowymi łazikami marsjańskimi, rozwojem technologii napędu jądrowego czy systemami autonomicznej nawigacji. Straty te trudno będzie uzupełnić. Nie tylko z powodu kosztów, ale również dlatego, że doświadczenia i wiedzy odchodzących pracowników nie da się zastąpić z dnia na dzień.
"Poważne zmiany programowe w NASA muszą być wdrażane strategicznie, tak aby ryzyka były starannie zarządzane" - czytamy w liście otwartym z 21 lipca br. podpisanym przez 363 naukowców oraz obecnych i byłych pracowników NASA.
Tymczasem ostatnie sześć miesięcy przyniosło gwałtowne i nieefektywne zmiany, które podważyły naszą misję i spowodowały katastrofalne skutki dla kadry NASA.
List o tytule "The Voyager Declaration" (ang. Deklaracja Voyagera) został skierowany do tymczasowego administratora NASA Seana Duffy'ego, który zastąpił na tym stanowisku Janet Petro. W dokumencie, który został opublikowany w 56. rocznicę pierwszego lądowania człowieka na Księżycu, autorzy argumentują, że ostatnie zmiany w NASA grożą "marnotrawieniem środków publicznych, narażeniem bezpieczeństwa ludzi, osłabieniem bezpieczeństwa narodowego oraz podważeniem fundamentalnej misji NASA".
Administracja Donalda Trumpa od dawna faworyzuje model oparty na partnerstwach publiczno-prywatnych. I rzeczywiście, takie firmy jak SpaceX, Blue Origin i Sierra Space w ostatnich latach przejęły część funkcji NASA w zakresie transportu orbitalnego czy projektowania systemów załogowych.
Jednak, jak zauważają eksperci, nawet najambitniejsze plany Elona Muska i Jeffa Bezosa nie są w stanie zastąpić wszystkiego, co dotąd realizowała NASA: badań podstawowych, rozwoju technologii długoterminowych, eksperymentów planetarnych czy monitoringu Ziemi z orbity.
Tracimy wiedzę i doświadczenie, których nie da się po prostu zastąpić przez ogłoszenie na Indeed.com" [portal z ogłoszeniami o pracę - red.]
- stwierdził Jack Kiraly, dyrektor ds. relacji rządowych w organizacji non-profit Planetary Society,cytowany przez Politico.
Po najnowszej rundzie cięć kadrowych liczba pracowników NASA zmniejszy się z 18 000 do ok. 14 000. Nie jest jednak powiedziane, że na tym koniec. W maju br. administracja Trumpa poinformowała, że budżet agencji na rok 2026 zostanie obcięty o 24 proc. - z 25 mld dolarów do 19 mld dolarów.
Eksperci przewidują, że liczba odejść może wzrosnąć jesienią, gdy dobiegnie końca druga tura wypłat odpraw i odroczonych emerytur. Dodatkowo część młodszych pracowników rozważa zmianę sektora - są zniechęceni brakiem stabilności, możliwości awansu i niepewną przyszłością agencji.
Co ciekawe, mimo ogromnych cięć budżetowych, cele stawiane NASA wciąż są bardzo ambitne. Donald Trump oczekuje, że USA wyprzedzą Chiny w walce o ponowny podbój Księżyca, a pierwszym człowiekiem, który postawi nogę na Marsie, także będzie Amerykanin. Jak zauważa w rozmowie z serwisem Gizmodo Keith Cowing, astrobiolog i były pracownik NASA, aby zrealizować te przełomowe misje, NASA będzie potrzebować najlepszych ludzi, programów oraz odpowiedniego finansowania.
Nie mamy żadnej z tych rzeczy… A mimo to, jakimś cudem, mamy szybciej polecieć na Marsa
Rozbieżność między polityczną narracją a sytuacją NASA pogłębia frustrację wśród pracowników agencji. Odejścia doświadczonych specjalistów, chaos organizacyjny i niepewność co do dalszego finansowania grożą nie tylko opóźnieniami w realizacji misji, ale wręcz całkowitym zatrzymaniem niektórych projektów.
Sytuacji nie poprawia kryzys przywództwa, z którym zmaga się agencja. Jeszcze niedawno wydawało się, że nowym administratorem NASA zostanie Jared Isaacman, bliski współpracownik Elona Muska oraz pierwszy komercyjny astronauta, który wykonał spacer kosmiczny.
Prezydent Donald Trump zmienił jednak zdanie i w maju wycofał jego nominację na to stanowisko, a 9 lipca niespodziewanie mianował tymczasowym administratorem Seana Duffy’ego - byłego kongresmena i lojalnego zwolennika Trumpa, który nie ma doświadczenia w sektorze kosmicznym. Decyzja ta wywołała falę krytyki zarówno w środowisku naukowym, jak i wśród obecnych i byłych pracowników NASA.
Trump uzasadnił ją "dogłębnym przeglądem wcześniejszych powiązań" i stwierdził, że kierowanie NASA przez bliskiego przyjaciela Muska, którego firma SpaceX współpracuje z agencją, byłoby "niewłaściwe".
Kluczowe misje NASA
Pomimo kryzysu kadrowego i niepewności budżetowej NASA wciąż realizuje szereg projektów, które mają kształtować przyszłość eksploracji kosmosu. Najważniejszym z nich pozostaje program Artemis, którego celem jest powrót człowieka na Księżyc - po raz pierwszy od czasów misji Apollo.
Artemis I, bezzałogowy lot testowy rakiety SLS (Space Launch System), zakończył się sukcesem, a kolejne etapy - Artemis II (załogowy przelot wokół Księżyca) i Artemis III (lądowanie na jego powierzchni) - zaplanowano na drugą połowę tej dekady. Kryzys wewnątrz agencji już teraz grozi jednak opóźnieniami w harmonogramie.
Równolegle NASA prowadzi misję Mars Sample Return, międzynarodowe przedsięwzięcie we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, którego celem jest sprowadzenie próbek marsjańskiej gleby na Ziemię. To technologicznie niezwykle skomplikowane przedsięwzięcie, będące kluczowym etapem przygotowań do przyszłych załogowych lotów na Czerwoną Planetę.
Inną ważną inicjatywą NASA jest Nancy Grace Roman Space Telescope. To obserwatorium kosmiczne nowej generacji, które ma zostać wyniesione na orbitę w 2027 r. Jego zadaniem będzie badanie ciemnej materii i rozszerzania się Wszechświata, z rozdzielczością porównywalną z teleskopem Hubble’a, ale polem widzenia stukrotnie większym.