Misja Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego to szansa dla gospodarki. Edukacja o kosmosie leży

Eryk Kielak
- Technologie w krótkim czasie wychodzą poza laboratoria i służą każdemu z nas, nakręcając gospodarkę. Ci, którzy mają te technologie, mogą je rozwijać, produkować i popularyzować. I oczywiście na nich zarabiać - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl popularyzator nauki Tomasz Rożek.
Popularyzator nauki dr Tomasz Rożek
Nauka to Lubię (zdjęcie ilustracyjne)

Eryk Kielak: Misja Axiom-4 z polskim astronautą Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim wystartowała 25 czerwca, czyli właściwie pod koniec roku szkolnego. Do Polski astronauta wrócił dopiero pod koniec lipca, czyli w środku wakacji. Zaczynający się właśnie rok szkolny 2025/2026 będzie rokiem Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego w polskich szkołach? 

Tomasz Rożek, popularyzator nauki, założyciel Fundacji Nauka.To lubię: Myślę, że nie. Obawiam się, że to, czego dokonał Sławosz, wydarzyło się już na tyle dawno, że najlepszy moment na opowiadanie o tym minął. Nawet jeśli teraz do tego wracamy, to trudno nadać temu większą siłę. Tym bardziej, że młodzi ludzie nie zostali do tego przygotowani. Ich wiedza o kosmosie i dokonaniach Sławosza jest niewielka. Nie chcę powiedzieć, że nie pojawią się żadne wątki, ale na pewno nie podpisałbym się pod stwierdzeniem, że ten rok będzie przebiegał pod jego nazwiskiem.  

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapowiedziało, że "od jesieni Sławosz ruszy inspirować studentów w całej Polsce". Ogłoszono serię spotkań, w których polski astronauta będzie opowiadał o eksperymentach przeprowadzonych w kosmosie.  

Od kilku miesięcy tkwimy właśnie w fazie zapowiedzi. Z mojej perspektywy niewiele zmieniło się od okresu przed wakacjami - są zapowiedzi, ale na tym właściwie koniec. Gdyby podsumować ten czas, od momentu gdy usłyszeliśmy szerzej o Sławoszu, że został wybrany do misji i poleci w kosmos - aż po jego powrót i to, co dzieje się teraz, to pytanie brzmi: ile młodzi ludzie mogli się w tym czasie dowiedzieć o kosmosie? W szkołach systemowych praktycznie niczego. Jeżeli nauczyciel sam nie podjął inicjatywy, nie zorganizował materiałów i nie poszukał ich na własną rękę, to uczniowie niczego się nie dowiedzieli. Informacja o samym linku do transmisji startu Sławosza trafiła do szkół tak kompromitująco późno, że nawet tam, gdzie była otwartość albo przynajmniej neutralność wobec tego tematu, ostatecznie nic się nie wydarzyło.  

Różne organizacje - w tym moja Fundacja "Nauka To Lubię" - starały się uzupełniać tę lukę. Z naszych statystyk wynika, że w ciągu dwóch ostatnich miesięcy roku szkolnego z programu "Kosmiczny Tydzień", który stworzyliśmy, skorzystało ponad 30 tysięcy uczniów. To wciąż nie był program ogólnopolski ani zarządzany systemowo, tylko inicjatywa dla nauczycieli, którzy sami go odnaleźli. A jeśli chodzi o centralne, ogólnopolskie działania, które dawałyby wszystkim uczniom w Polsce szansę zetknięcia się z tymi tematami, to w miesiącach poprzedzających start nie wydarzyło się absolutnie nic.  

Przejrzałem program "Kosmicznego Tygodnia" i byłem zaskoczony, jak szeroko potraktowano temat. Zajęcia z języka polskiego, historii, geografii, fizyki, chemii, a nawet WF-u skupione były wokół kosmosu. 

Kosmos jest doskonałym pretekstem by mówić także o zdrowym żywieniu czy kondycji fizycznej. I to w programie "Kosmiczny Tydzień" zrobiliśmy. Bardzo boleję nad tym, że rozmowa o kosmosie tak często jest stereotypowa i sprowadza się właściwie do podejścia ścisłego, utrwalając obraz, że kosmos to tylko fizyka, matematyka lub chemia. Oczywiście te przedmioty są istotne, ale już od dawna nie są jedynym kluczem do rozumienia kosmosu. Dziś kosmos to także medycyna, biologia człowieka, botanika, zoologia. To oceanografia, zmiany klimatu i geografia. To ogromne zbiory danych satelitarnych, które znajdują zastosowanie w dziedzinach zupełnie niekojarzonych z elektroniką czy komunikacją np. w rolnictwie albo w zarządzaniu klęskami żywiołowymi. Coraz częściej kosmos to również kwestie prawne i etyczne.  

Jeśli zawężamy rozmowę o kosmosie tylko do ścisłych przedmiotów, to musimy pamiętać, że znaczna część młodych ludzi w Polsce nie przepada za matematyką, fizyką czy chemią, bo są dla nich trudne, źle uczone i niezrozumiałe. W efekcie, komunikując kosmos wyłącznie przez te trzy dziedziny, zamiast przyciągać, raczej odstraszamy młodych ludzi. Dlatego tak ważne jest pokazywanie interdyscyplinarności. Bardzo mi tego brakuje. 

Jak powinna zostać więc przeprowadzona modelowa polityka edukacyjna przy okazji misji Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego? 

Przede wszystkim powinniśmy pokazać, jak bardzo kosmos - zabrzmi to może dziwnie - jest obecny na Ziemi. Jak wiele rzeczy mu zawdzięczamy. Innymi słowy: młodym ludziom trzeba pokazywać, że to nie jest nauka teoretyczna, ciekawa, ale "oderwana od życia". Tylko taka, która ma przełożenie na ich codzienność. To wiąże się z kolejnym, niezwykle ważnym wątkiem: młodzi ludzie chcą wiedzieć, czy mogą się w tych przestrzeniach realizować. Często mówi się o młodych, że podejmują irracjonalne decyzje. Moje doświadczenie jest inne. Oni naprawdę pytają: "Czy ja znajdę w tym pracę? Czy mogę się w tym rozwinąć? Czy uda mi się osiągnąć sukces, także finansowy?". I to są bardzo sensowne pytania.  

Dlatego pokazywanie kosmosu interdyscyplinarnie nie ma służyć tylko temu, by zainteresować jak największą grupę. Chodzi o coś więcej - o przekaz: "To jest także miejsce dla ciebie. Tu masz szansę na zawodowy rozwój i sukces". A tego w obecnej komunikacji właściwie w ogóle nie ma. Co więcej, sama komunikacja dopiero ma się zacząć, a pytanie brzmi: czy ktoś w ogóle zastanowił się, jak powinna być przeprowadzona? To naprawdę nie jest rocket science - nomen omen. W Polsce są eksperci, którzy się na tym znają. Problem w tym, że z jakiegoś powodu ich głos jest ignorowany.  

Ignorowany? 

Proponowałem Ministerstwu Edukacji gotowe materiały, otwarte pliki, które mogli okleić swoimi logotypami. Nie było z tym problemu. Oczywiście, chciałbym żyć w świecie, w którym za pracę takich organizacji jak moja ktoś płaci, bo to wymaga ogromu pracy zespołu, a nie da się tego zrobić w jedno popołudnie. Ale nawet jeśli nie, to my ten program zrobiliśmy i oddaliśmy. I co? I tego nie chciano. Nagrałem film, w którym powiedziałem wprost, że jeśli tak dalej będzie wyglądała komunikacja i przygotowanie szkoły, to ta misja - przynajmniej w wymiarze edukacyjnym i inspiracyjnym - okaże się zmarnowaną szansą, wtedy rozpętała się burza. Efekt? Polska Agencja Kosmiczna dostała zakaz współpracy ze mną i zawieszenie pomysłów, które już były wstępnie umówione czy uzgodnione. Nie jestem jedyną osobą, którą w ten sposób potraktowano. Podobnie było z Karolem Wójcickim (autor bloga "Z głową w gwiazdach"). Też coś skrytykował i finał był taki, że mimo obiecanych i dogadanych spotkań ze Sławoszem, w ostatniej chwili mu odmówiono. To pokazuje, że to nie jest problem personalny, tylko pewien sposób działania.  

Nie wnikam w kulisy, bo szkoda mi na to czasu. Patrzę na efekt: organizacja pozarządowa zrobiła gotowy program i zaoferowała go silnym, państwowym instytucjom, które mają środki i możliwości. Te go nie chciały, ale same - dotychczas - nic nie zrobiły. A gdy ktoś im to wytknął, postanowiły się zemścić, jakby liczyły, że sprawa zniknie. Dochodzi do takich sytuacji, że inni widząc, co się dzieje, wolą się nie odzywać. Prywatnie mówią: "macie rację, tak nie powinno być", ale publicznie milczą, bo boją się, że później odbije się to na nich. W tym sensie ta metoda działa - niewielu ludzi z branży decyduje się na jakąkolwiek krytykę. Siła państwa i publicznych pieniędzy została użyta przeciwko NGO-sowi. Tego absolutnie nie akceptuję - niezależnie od tematu. Nie chcę żyć w kraju, w którym takie rzeczy się dzieją.  

Branża kosmiczna w Polsce to obecnie około 400 podmiotów - głównie małe i średnie przedsiębiorstwa i instytuty, z czego ponad 200 współpracuje codziennie z Europejską Agencją Kosmiczną. Zatrudnienie w tym sektorze znajduje około 15 000 osób. Jak ważna jest to branża dla gospodarki? 

Kiedyś zrobiłem sobie ćwiczenie: próbowałem znaleźć dziedzinę gospodarki, która w ogóle nie korzysta z technologii kosmicznych ani danych satelitarnych. Nie znalazłem żadnej. Potem zrobiłem inne ćwiczenie - rozejrzałem się po mieszkaniu i w myślach "usunąłem" wszystkie przedmioty, które w jakikolwiek sposób korzystają z technologii kosmicznych. I zrobiło się pusto. To nie tylko komputer, drukarka, router, internet, urządzenia w kuchni, aparat fotograficzny czy telefon komórkowy. To nie tylko panele fotowoltaiczne na dachu. To też kanapa, fotele i krzesła, bo są z pianki, która powstała dzięki tym technologiom albo na ich potrzeby. Gdy spojrzymy w ten sposób, widać, że kosmos dosłownie i w przenośni "mebluje" nam życie.  

Rozwijamy technologie nie tylko po to, żeby zrozumieć, jak działa gwiazda neutronowa czy dlaczego Księżyc oderwał się od Ziemi. To są ważne pytania, bo pozwalają lepiej rozumieć świat, ale po to, by szukać na nie odpowiedzi, musimy przekraczać granice. A tego nie da się zrobić bez tworzenia nowych technologii. I te technologie w krótkim czasie wychodzą poza laboratoria i służą każdemu z nas, nakręcając gospodarkę. Ci, którzy mają te technologie, mogą je rozwijać, produkować i popularyzować. I oczywiście na nich zarabiać. Gdy zainwestują te pieniądze np. w innowacyjność, w edukację i naukę, zaczynają ściągać najlepszych. I tak nakręca się koło. Ale żeby to robić, trzeba mieć system edukacji, który wspiera nie tylko inżynierów, lecz całe społeczeństwo. Hasło "gospodarka oparta na wiedzy" powtarzane jest odmieniane przez wszystkie przypadki. I słusznie. Ale to się nie dzieje samo z siebie. To ciężka praca, liczona w dekadach do przodu. I plan.  

Technologie kosmiczne są szczególne, bo idą w poprzek wszystkich sektorów gospodarki - od obronności, przez medycynę, rolnictwo, nowe materiały, przemysł produkcyjny, aż po komunikację, chmurę obliczeniową czy przesyłanie ogromnych wolumenów danych. To wszystko jest interdyscyplinarne. I choć te technologie często wyrosły z badań Księżyca czy Marsa, to dawno wykroczyły poza eksplorację kosmosu. Pytanie brzmi: czy nas stać, żeby to zignorować? Czy da się budować nowoczesną gospodarkę, udając, że tego nie ma? Moim zdaniem - nie. A to się nie wydarzy samo. To trzeba zaprojektować i konsekwentnie wdrażać. Stawiam tezę, że my tego nie robimy. I nie tylko w kontekście kosmosu. Poruszamy się jak gdyby bez mapy, bez priorytetów i bez planu. 

Misja Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego to zmieni? 

Sama misja nie jest lekarstwem. To ważna inwestycja, ale od samej misji nic się nie zadzieje. Wiele rzeczy można by zmieniać w szkołach i bez niej. Oczywiście są nauczyciele, którzy niezależnie od programu wiedzą, co jest ważne, i mówią o tym młodym ludziom. I chwała im za to. Ja jednak mówię o rozwiązaniach systemowych. To, że Sławosz polecił w kosmos, samo z siebie nie zmieni programu szkolnego ani nastawienia do nauki. Ten sam problem dotyczy innowacji i inwestycji w badania - wystarczy spojrzeć na dane statystyczne o wydatkach Polski. Nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.  

Paradoks polega na tym, że kiedy ja chodziłem do szkoły podstawowej, przedmiot nazywał się nie "fizyka", lecz "fizyka z astronomią". Wtedy kosmos był domeną wielkich agencji i wojska, a na co dzień mieliśmy z nim niewielki kontakt. A jednak w szkole kosmosu było więcej. Dziś, kiedy jest absolutnie wszędzie, w edukacji jest go znacznie mniej. Misja załogowa daje świetny fundament, na którym można budować. Ale czy to zrobiono? Moim zdaniem - nie. Sławosz Uznański-Wiśniewski - poleciał, wrócił, jest ambasadorem dla pewnej grupy młodych ludzi, jest rozpoznawalny. I to jest ogromny kapitał, który trzeba wykorzystać natychmiast. Bo żyjemy w świecie coraz krótszej koncentracji i nieustannego zalewu bodźców. Jeśli ktoś myśli, że młody człowiek za pół roku sam przypomni sobie, że w czerwcu czy lipcu 2025 roku Sławosz poleciał w kosmos, to się myli.  

Przypadki innych państw pokazują, że po tego typu misjach zainteresowanie kosmiczną ścieżką kariery rośnie. W Wielkiej Brytanii po misji Tima Peake’a  liczba aplikacji na ścisłe kierunki studiów wzrosła o około 15 proc. W Chinach po pierwszej misji załogowej w ciągu dekady potroiła się liczba studentów na kierunkach kosmicznych, a USA po misji Apollo 11 liczba osób aplikujących na studia inżynierskie wzrosła o 33 proc., a na kierunki związane z fizyką i astronomią o 25 proc. U nas będzie podobnie? 

Nie jestem pewien, czy ktokolwiek w Polsce to mierzy. Akurat Tima Peake’a miałem przyjemność poznać osobiście. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, jak jego misja została zaprojektowana od strony edukacyjnej i inspiracyjnej, zwłaszcza jeśli chodzi o nastolatków podejmujących decyzje o wyborze studiów. Wszystko było tam starannie zaplanowane i co najważniejsze dokładnie mierzone. U nas nie mam poczucia, żeby ktokolwiek prowadził podobne badania. I nie chodzi mi o prostą statystykę, którą można łatwo sprawdzić: ilu studentów zapisało się na dany kierunek przed i po misji. Mam na myśli pogłębione badania, np. ankiety, w których młodych ludzi pyta się wprost, dlaczego wybrali taki, a nie inny kierunek.  

W Polsce trudno uchwycić taki trend. Choćby dlatego, że kierunki na uczelniach zmieniają się dynamicznie - raz się otwierają, raz znikają. Jeśli powstaje nowy kierunek, nazwijmy go ogólnie "kosmiczny", i zapisze się na niego 100 osób, to łatwo stworzyć komunikat prasowy: "dzięki misji Sławosza zainteresowanie wzrosło wielokrotnie". Tylko że rok czy dwa lata wcześniej tego kierunku po prostu nie było, więc porównanie jest sztuczne.  Żeby faktycznie zmierzyć wpływ takiej misji, trzeba to zaprojektować i naprawdę chcieć zbadać. A obawiam się, że przez słabą komunikację wokół lotu Sławosza ten efekt - jeśli w ogóle będzie - okaże się znacznie mniejszy, niż mógłby być.  

O słabej komunikacji mówił też m.in.  popularyzator nauki dr Maciej Kawecki. Uważa, że nie wykorzystano chwili, gdy w kraju trwała "sławoszomania", by promować naukę. Podziela Pan tę opinię? 

Nawet bez lotu Polaka polska szkoła o kosmosie powinna mówić dużo, dużo więcej. Nie robi tego, udaje że tematu nie ma. Myślałem, że cokolwiek się zmieni, gdy Sławosz przeszedł bardzo ciasne sito eliminacji do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Ale znowu nic się nie stało. Nie tylko nie wprowadzono tych wątków. Szkołom przed lotem nie dostarczono nawet podstawowych materiałów. Od nowego roku szkolnego, który właśnie się zaczął, nie zmieniono w nauczaniu w tym temacie niczego. Z każdym tygodniem atut, jakim był lot Sławosza, ma coraz mniejsze znaczenie. Gdy Sławosz został wybrany do grupy astronautów rezerwowych, trzeba było zacząć budować wokół tego narrację i system wsparcia. Sam fakt, że Polak znalazł się w tak wąskim gronie, spośród tysięcy kandydatów w całej Europie, był wystarczającym bodźcem, by uruchomić działania edukacyjne. Rozmawiałem o tym z dwoma ministrami edukacji. Wiem że nie byłem jedyny i… nic to nie zmieniło. Inne kraje nie mają "swojego" astronauty, a mimo to potrafią na podobnych wydarzeniach budować. My mieliśmy i tego nie wykorzystaliśmy.  

Nie chcę, by to zabrzmiało tak, że szansa została całkowicie zaprzepaszczona. Ona wciąż istnieje - tylko z każdym miesiącem coraz bardziej się rozmywa. Tematy związane z kosmosem można rozwijać nawet bez Sławosza, ale mając go, byłoby nam znacznie łatwiej. To gotowa "success story", na której można oprzeć inspirację młodych ludzi. Nie chodzi przecież o anonimowego astronautę z innego kraju, tylko o Polaka. Kogoś, kto mówi tym samym językiem, chodził do podobnej szkoły, działał w tym samym systemie edukacyjnym. Kogoś, kto może odwiedzić szkołę czy festiwal nauki i porozmawiać z uczniami. Przy odpowiednio poprowadzonej komunikacji w głowie młodego człowieka mogłoby się pojawić pytanie: "skoro on mógł, to może ja też mogę?". I to jest klucz, by ta fascynacja kosmosem, technologiami, rakietami, satelitami czy wizją kolonizacji Marsa i Księżyca nie była tylko "za szklaną ścianą", gdzieś w Ameryce, ale tu, w Polsce. Do tego potrzebny jest jednak plan, który konsekwentnie będzie wprowadzany. Sam się nie stworzy, sam się nie napisze, sam się w życie nie wprowadzi.  

***

Dr Tomasz Rożek, fizyk, popularyzator nauki. Autor książek, programów radiowych i telewizyjnych. Założyciel i prezes Fundacji Nauka. To Lubię. Autor Kosmicznego Tygodnia, kompleksowego programu edukacji kosmicznej dla szkół podstawowych.   

Eryk Kielak
Więcej o: