Co naturalne we współczesnym świecie, do walki z koronawirusem wykorzystywana jest technologia. Z jednej strony algorytmy sztucznej inteligencji zajmują się analizą dużej liczby danych, by przewidzieć możliwe ogniska zakażeń (co było przydatne szczególnie przed pandemią). Z drugiej strony rząd Iranu zlecił stworzenie firmie o wątpliwej reputacji aplikacji, która miała rzekomo po objawach wykrywać zakażenie koronawirusem, a w rzeczywistości zbierała dane na temat lokalizacji obywateli. Z aplikacji skorzystało 4 mln osób. Teraz technologię geolokalizacji chce wykorzystać Izrael.
Izrael - w przeciwieństwie do rządu Iranu, który działał półlegalnie i namawiał obywateli SMS-owo do instalowania aplikacji - działa jawnie. Premier Benjamin Netanjahu zwrócił się do Ministerstwa Sprawiedliwości z prośbą o umożliwienie służbom Szin Bet śledzenie lokalizacji osób zakażonych koronawirusem przez ich smartfony, donoszą zagraniczne media, m.in. "New York Times" oraz The Times of Israel. Zgoda resortu sprawiedliwości jest konieczna, ponieważ takie działania naruszają prywatność jednostek.
Izrael jest demokracją. Musimy utrzymywać balans pomiędzy prawami jednostek a potrzebami społeczeństwa i to właśnie robimy.
- podsumowuje swoją prośbę szef izraelskiego rządu. Szin Bet mają dostać limitowany dostęp na 30 dni do aktualnych danych geolokalizacji oraz metadanych, które pozwolą odtworzyć miejsca pobytu zainfekowanych SARS-CoV-2 osób. W ten sposób będzie można wysłać wiadomość tekstową osobom, które miały kontakt z zakażonymi, by poddali się oni natychmiastowej izolacji.
Nie wszyscy podchodzą z entuzjazmem do tego pomysłu. Tehilla Shwartz Altshuler, starsza badaczka w Izraelskim Instytucie Demokracji, uważa, że osoby ceniące sobie prywatność, powinny być zaniepokojone tą sytuacją. Dodaje, że to nie wojna ani intifada (arabskie powstanie), a wydarzenie o podłożu cywilnym i tak powinno być traktowane.