Od 4 maja w Polsce działalność mogły wznowić hotele i inne miejsca noclegowe. Tadeusz Gołębiewski, właściciel sieci luksusowych hoteli, uważa jednak, że przepisy te są "absurdalne" i dotyczą głównie apartamentowców oraz obiektów bez usług gastronomicznych.
Dodaje, że w jego hotelach noszenie posiłków do pokoi byłoby olbrzymim dyskomfortem dla gościa.
Na siłę można świadczyć usługi hotelarskie miejskie. Turystyczne na pewno nie. Lepiej stracić pieniądze, niż zarazić ludzi i zepsuć sobie opinię
- mówił Tadeusz Gołębiewski w rozmowie w programie "Money. To się liczy" Swoje hotele chce otworzyć nie wcześniej niż pod koniec maja lub na początku czerwca.
Gołębiewski na początku maja poinformował w TVN24, że wziął dużą pożyczkę, by zabezpieczyć 950 miejsc pracy w swoich hotelach. Kosz kredytu wyniósł 30 mln złotych, a biznesmen musiał zastawić cały swój majątek.
Mam te pieniądze, otrzymałem je jako pożyczkę z banków. Na szczęście miałem zdolność kredytową bardzo dobrą. Mam duży majątek, który został zastawiony w całości, nawet dom. Myślę, że te pieniądze sprawią, że będę mógł otworzyć hotele.
Gołębiewski przyznał w rozmowie z Money, że przewiduje scenariusz, w którym może stać się bankrutem, ale to jest to wpisane w ryzyko prowadzenia firmy. Dodaje, że czeka na pomoc państwa, ponieważ wciąż nie dostał dopłat do wynagrodzeń pracowników i nie spodziewa się, by te środki szybko do niego trafiły.
Hotele na całym świecie mają duże problemy. Pod koniec kwietnia głośno było o hotelu w Waszyngtonie należącym do rodziny Donalda Trumpa. Zgłosił się do administracji prezydenta USA z prośbą o możliwość zapłaty czynszu w późniejszy terminie.