Premier w maju zapewniał, że sytuacja jest opanowana. Tymczasem w samej JSW jest 2,3 tys. przypadków więcej

- Chcemy ten problem raz a dobrze rozwiązać - zadeklarował w poniedziałek Jacek Sasin, zapowiadając wstrzymanie wydobycia w aż 12 kopalniach. Jednak wiele wskazuje, że to decyzja spóźniona, co najmniej o miesiąc. W połowie maja w JSW było 399 zakażeń, teraz jest ponad 2,7 tys., ale jeszcze kilka tygodni temu premier zapewniał, że sytuacja jest "opanowana". Prezentujemy kalendarium rozwoju epidemii wśród górników i zapewnienia władzy z okresu poprzedzającego poniedziałkową decyzję.

Rząd, a konkretnie ministrowie zdrowia i aktywów państwowych, ogłosił w poniedziałek "kolejny etap" walki z koronawirusem wśród górników. Dotychczas to poszczególne spółki zrzeszające kopalnie decydowały o wstrzymaniu czy zmniejszeniu wydobycia, by zatrzymać epidemię.

Najwidoczniej stwierdzono jednak, że Polska Grupa Górnicza i Jastrzębska Spółka Węglowa (bo to ich dotyczy decyzja władz) niewystarczająco sobie radzą i wstrzymano odgórnie prace w 10 kopalniach PGG i dwóch JSW. Oczywiście, nie oznacza to, że kopalnie zupełnie stają - trzeba utrzymywać ich zdolność do rozruchu.

Czytaj więcej: Sasin tłumaczy, dlaczego górnicy dostaną 100 proc. postojowego. "Nie będą ekonomicznie karani"

Mimo przestoju górnicy dostaną 100 proc. wynagrodzenia przez trzy tygodnie (na tyle zaplanowano wstrzymanie wydobycia). Wstrzymanie prac zacznie się 9 czerwca. - Chcemy ten problem raz a dobrze rozwiązać - przekonywał na konferencji prasowej Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych (resort sprawuje nadzór nad spółkami skarbu, a więc też grupami zrzeszającymi kopalnie).

Zobacz wideo Co czeka polską gospodarkę w najbliższych miesiącach?

Jednocześnie nie wszyscy są zadowoleni z zamknięcia kopalń. W stanowisku "Solidarności" z PGG i Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ "Solidarność" w stanowisku z 8 czerwca pada, że:

Kategorycznie domagają się natychmiastowego wycofania decyzji wicepremiera i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina o wstrzymaniu od 9 czerwca na trzy tygodnie wydobycia w 10 kopalniach PGG. Realizacja tej decyzji w praktyce doprowadzi do trwałego zamknięcia tych zakładów i upadłości likwidacyjnej Polskiej Grupy Górniczej

W apelu do premiera Morawieckiego związkowcy tak opisują Jacka Sasina: "panu ministrowi brakuje podstawowych kompetencji i umiejętności do sprawowania prawidłowego nadzoru właścicielskiego nad sektorem wydobywczym".

Chaos na Śląsku

Czy tej sytuacji można było uniknąć? Jeszcze w maju w rozmowie z Gazeta.pl Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki, krytykował decyzje spółek, które w jego ocenie zbyt późno zaczęły wstrzymywać wydobycie. Zwłaszcza że patrzył na problem szerzej, wskazując, że specyfika Śląska powinna wymusić bardziej zdecydowane działania.

- Problem epidemiologiczny na Śląsku jest bardziej skomplikowany. Górnicy mieszkają w osiedlach mieszkaniowych, budowanych w przeszłości przez kopalnie, kontaktują się między sobą - zaznaczał Steinhoff. Już wtedy pytał, "dlaczego tak późno" podjęto zdecydowane działania.

Prawie miesiąc później, po decyzji rządu, również Jerzy Markowski, były wiceminister przemysłu i handlu oraz gospodarki, ratownik górniczy, zastanawiał się, dlaczego dopiero teraz podjęto takie działania. - Ja postulowałem to rozwiązanie publicznie już na początku pandemii. I warto podkreślić, że udało się je częściowo wdrożyć - mówił Markowski Next.gazeta.pl.

Choć JSW i PGG zapewniały, że panują nad sytuacją, a premier Mateusz Morawiecki jeszcze 15 maja przekonywał, że "sytuacja jest opanowana, pod kontrolą", to aktualny bilans zupełnie na to nie wskazuje.

W JSW, która codziennie aktualizuje dane o koronawirusie wśród pracowników, pierwszy przypadek odnotowano 26 kwietnia, a 15 maja było łącznie 399 zakażeń. 8 czerwca aż 2771, więcej o 2372 przypadki.

Zresztą, w maju na Śląsku pojawiali się zarówno Morawiecki, jak i Sasin, ale oddelegowano tam również szefa GIS Jarosława Pinkasa. Efekty braku zdecydowanych działań są widoczne. Poniżej podsumowanie tego, co poprzedziło poniedziałkową decyzję rządu:

Śląsk, koronawirus i statystyki w skali kraju

Według najnowszych danych z poranka 8 czerwca w Polsce zanotowano 26 780 przypadków zakażenia koronawirusem. Z czego 9790 to woj. śląskie, a ponad połowa (około 4750 przypadków) to te wśród górników.

Cały obraz pogarszają jeszcze dane z ostatniego weekendu. W Polsce w niedzielę było 575 nowych zakażeń, to drugi wynik w Europie (więcej miała tylko Szwecja). Aż 217 z tych nowych przypadków zakażeń dotyczyło pracowników kopalni JSW Ruch Zofiówka. Powracając do deklaracji premiera, na początku nowego tygodnia sytuacja jest daleka od opanowania. W poniedziałek padł niechlubny rekord - 599 nowych przypadków w Polsce.

Zamieszanie było też w śląskim sanepidzie - 30 maja zmieniło się kierownictwo. Dotychczasowy zastępca Pinkasa w GIS, Grzegorz Hudzik, został Państwowym Wojewódzkim Inspektorem Sanitarnym w Katowicach w miejsce Urszuli Mendery-Bożek.

Niedawno w materiale "Wydarzeń" Polsat News Hudzik tłumaczył, dlaczego w woj. śląskim są np. opóźnienia w dostarczaniu wyników testów, bo jak podnosili niektórzy: te po prostu ginęły. - Przepraszamy. Staramy się maksymalnie szybko informować po otrzymaniu wyników badań (...). Często próbki są źle opisane lub ulegają zniszczeniu podczas transportu. (...). Po prostu efekt skali przerósł nas, nie mamy więcej możliwości. Trzeba uczciwie to powiedzieć, przeprosić za powolność wydawanych decyzji - mówił.

Czytaj więcej: Zagubione próbki, miesięczna kwarantanna. Dyrektor śląskiego sanepidu przeprasza za chaos. "Przerosło nas"