Mateusz Morawiecki o zamykaniu gospodarki. Nawiązuje do wypadków na polskich drogach

- To trochę tak, jakbyśmy spojrzeli na inną bardzo smutną okoliczność - co roku na polskich drogach ginie trzech i pół do czterech tys. osób. Przecież gdybyśmy wstrzymali cały ruch, to również do takich zgonów by nie dochodziło - powiedział w kontekście restrykcji dla gospodarki premier Mateusz Morawiecki.

Mateusz Morawiecki powiedział, że we wtorek odbędzie się zdalne spotkanie z opozycją. - Tutaj jesteśmy jedną drużyną, warto na to popatrzeć jako na ratowanie życia Polaków i do gier czy przepychanek politycznych nie powinno dochodzić. Apeluję do przedstawicieli zwłaszcza jednej partii opozycyjnej, żeby swoje zacietrzewienie odłożyła do szuflady na inne czasy. Jeszcze trzy lata do kolejnych wyborów, dzisiaj nie ma co próbować wsadzać kij w szprychy - powiedział Morawiecki

Zobacz wideo Czy kolejny lockdown jest konieczny?

Epidemia koronawirusa. Morawiecki o "skrajnościach"

Premiera podczas konferencji pytano także, czy bierze pod uwagę wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, a także czy rozważane jest złagodzenie zakazu handlu w niedzielę. Szef rządu w odpowiedzi skomentował dwie postawy - zwolenników całkowitej blokady gospodarki i przeciwników wszelkich obostrzeń. 

- Wiemy doskonale, że w polskim społeczeństwie są dwie skrajne opcje. To są spore grupy naszych obywateli i podchodzimy do wszystkich głosów z szacunkiem, ale mamy swoje racje wypracowane razem z kręgiem najwybitniejszych specjalistów, przedstawicieli środowiska epidemiologicznego. Jedna z tych skrajności pcha nas w kierunku takim, aby nie było żadnych najmniejszych obostrzeń, restrykcji, nakazów, zakazów, związanych z maseczkami, dezynfekcją, godzinami otwarcia sklepów itd. - powiedział Mateusz Morawiecki.

Morawiecki: Zamknięcie gospodarki z ogromną szkodą dla życia ludzi

Decyzje dotyczące otwierania lub zamykania poszczególnych obszarów w gospodarce, premier przyrównał do sytuacji na drogach. - To trochę tak, jakbyśmy spojrzeli na inną bardzo smutną okoliczność - co roku na polskich drogach ginie trzech i pół do czterech tys. osób. Przecież gdybyśmy wstrzymali cały ruch, to również do takich zgonów by nie dochodziło. Sztuką jest właściwie podejście do sytuacji związanej z epidemią w taki sposób, aby z jednej strony chronić życie i zdrowie ludzi, a z drugiej, żeby nie blokować, jak chcą niektórzy, gospodarki - stwierdził. Jak podkreślił, "zamknięcie gospodarki odbędzie się z ogromną szkodą dla setek tysięcy miejsc pracy, dla życia ludzi, dla możliwości finansowych państwa". - Trzeba te racje wyważyć - dodał.