Kasjerka pracowała bez maseczki, bo "miała zaświadczenie". Biedronka: Przestrzegamy przepisów prawa

Rządowe rozporządzenie pozwala na to, by osoby chore, mające poważne trudności w oddychaniu, mogły zrezygnować z maseczek. Co jednak w sytuacji, w której taka osoba np. obsługuje nas w sklepie? Z taką sytuacją spotkała się czytelniczka Gazeta.pl.

Do redakcji Gazeta.pl zwróciła się czytelniczka, która jest stałą klientką jednej z warszawskich Biedronek. Podczas jednej z ostatnich wizyt obsługiwała ją kasjerka, która nie miała maseczki. Na zwróconą uwagę pracowniczka sklepu odpowiedziała, że cierpi na astmę i ma lekarskie zaświadczenie. Jej przełożona potwierdziła, że kobieta dysponuje odpowiednim dokumentem. 

Taka możliwość rzeczywiście znalazła się w jednym z rozporządzeń. Maseczka nie jest wymagana u osób, które są zwolnione z tego obowiązku specjalnym zaświadczeniem. Może być ono wystawione osobie, która ma problemy z oddychaniem i u której występuje np. choroba układu neurologicznego, oddechowego lub krążenia. 

Pytanie tylko, czy taka osoba powinna mieć bezpośredni kontakt z klientami. Zwróciliśmy się z prośbą o komentarz do sieci Biedronka. Chcieliśmy dowiedzieć się, czy pracownik bez maseczki zgodnie z przyjętymi przez firmę procedurami może pracować na kasie. Wymieniliśmy z firmą kilka e-maili, w żadnym z nich nie odpowiedziano na nasze pytanie wprost. 

W firmie zatrudniającej ponad 70 tysięcy pracowników w ponad 3100 sklepach zdarzyło się kilka odosobnionych przypadków, w których nasi pracownicy przedstawili stosowne zaświadczenia lekarskie. Co do zasady przestrzegamy przepisów prawa, również w takich sytuacjach. Wtedy po dokładnej analizie przypadku podejmowane były indywidualne decyzje, zależne od stanu zdrowia pracownika oraz konkretnych zaleceń lekarskich

- m.in. taką informację przekazało nam biuro prasowe. Firma zaznaczyła, że przy kasach znajdują się osłony z pleksiglasu, a także taśmy wyznaczające dystans między kupującymi.

O stanowisko dotyczące przypadków kasjerów bez maseczek poprosiliśmy też sieć Lidl

Obowiązkiem naszej branży jest stworzenie dla klientów i pracowników bezpiecznych warunków dokonywania zakupów. Jednym z istotnych środków ochrony osobistej są maseczki. Nasi pracownicy są wyposażeni w zestaw maseczek oraz w środki do dezynfekcji. Wszyscy nasi pracownicy obligatoryjnie osłaniają nos i usta. Jest to wskazane dla ochrony siebie i innych

- czytamy w odpowiedzi przesłanej przez Aleksandrę Robaszkiewicz z Lidl Polska. 

Zobacz wideo Szczyt trzeciej fali już za nami? Prof. Gańczak: Byłabym bardzo ostrożna

Pulmonolożka: Trudno ocenić, czy ktoś odczuwa duszność

Dr Małgorzata Barnaś z Kliniki Pulmonologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego podkreśla w rozmowie z Gazeta.pl, że maseczka służy nie tylko ochronie naszych dróg oddechowych, ale może również zmniejszyć ryzyko zakażenia innych osób, jeśli sami jesteśmy zakażeni koronawirusem.

- Z punktu widzenia medycznego nie ma przeciwwskazań, by chory nosił maseczkę. Wyjątkiem jest sytuacja, w której ktoś jest uczulony na materiał, z którego maseczka jest wykonana - mówi nam dr Małgorzata Barnaś.

Pulmonolożka przyznaje, że pacjenci, którzy cierpią np. na ciężką astmę lub ciężką postać przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, mogą mieć poczucie duszności. - To jest jednak odczucie subiektywne, bardzo indywidualne. Nie możemy zmierzyć tego, co odczuwa w maseczce dany pacjent. Jeśli ktoś mówi, że mu w maseczce duszno, to jest to niestety nieweryfikowalne - zaznacza ekspertka.

- Ktoś może mieć ciężką astmę i nie będzie odczuwał duszności spoczynkowej. Dla takiej osoby maseczka nie będzie uciążliwością. Inna osoba może mieć po założeniu maski poczucie duszności. Przykładowo, ja nie mam astmy ani żadnej innej choroby układu oddechowego, ale odczuwam dyskomfort, kiedy np. trochę się przebiegnę albo dłużej mówię. To jest jednak dyskomfort, a nie duszność - podkreśla.

Zdaniem pulmonolożki, "jeśli ktoś ma ciężką chorobę układu oddechowego lub układu krążenia, to nie powinien wychodzić na zewnątrz i siłą rzeczy takich osób spotykać na ulicy nie powinniśmy".

- Sytuacja, w której ktoś nie ma maseczki, twierdzi, że jest chory, a np. idzie sobie na zakupy, nie jest fair. Nigdy nie wiemy, czy ta osoba przypadkiem nie jest zarażona - wyjaśnia dr Małgorzata Barnaś.

Więcej o: