Co ze szkołami? Rząd ma scenariusze. Czarnek: Dopóki łóżka nie są wypełnione do ostatniego miejsca...

Już w ponad 10 proc. wszystkich szkół podstawowych i ponadpodstawowych w kraju nauka odbywa się w sposób mieszany lub zdalny. Pomimo braku rządowych rozporządzeń w tej sprawie, decyzje o całkowitym lub częściowym zamknięciu szkół podejmują dyrektorzy placówek i sanepid. - Dopóki łóżka covidowe w szpitalach nie są wypełnione do ostatniego miejsca, to jest to dla nas wyznacznik - mówi minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek o różnych scenariuszach rządu na wypadek "radykalnego" przyspieszenia epidemii.
Zobacz wideo Bez lockdownu, bez systemów hybrydowych, bez obowiązkowych szczepień. Duda o początku roku szkolnego

Czwarta fala w Polsce rozpędza się coraz bardziej, rząd nie podjął jednak decyzji o wprowadzeniu dodatkowych obostrzeń. Gdyby ta jednak zapadła, to - jak wielokrotnie podkreślają czy to minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, czy minister zdrowia Adam Niedzielski - szkoły byłyby na samym końcu listy miejsc do zamknięcia.

Póki co nie ma żadnych planów odejścia od systemowej nauki stacjonarnej, poza przypadkami indywidualnymi w skali całego kraju, gdzie dyrektorzy podejmują decyzję wraz z sanepidem o przejściu na kwarantannę i naukę zdalną poszczególnych klas lub całej szkoły

- mówił Czarnek w rozmowie z Polskim Radiem w piątek 5 listopada. Zaznaczał jednak, że to ocena "na dziś", bo nie wiadomo, co przyniosą dane epidemiczne w kolejnych dniach. Dodawał, że chodzi przede wszystkim o liczby osób hospitalizowanych. 

Mamy różne scenariusze na wypadek radykalnego wzrostu liczby zakażeń, a przede wszystkim hospitalizacji. Dla nas wyznacznikiem jest wydolność służby zdrowia. Dopóki służba zdrowia radzi sobie z czwartą falą w tym sensie, że są miejsca w szpitalach i łóżka covidowe nie są wypełnione do ostatniego miejsca, to jest to wyznacznik

- mówił Czarnek.

  • Więcej o epidemii koronawirusa przeczytaj na Gazeta.pl.

Prof. Andrzej HorbanProf. Horban: Na oddziałach covidowych są głównie antyszczepionkowcy

Coraz więcej szkół nie uczy stacjonarnie

I bez "systemowej" decyzji o zamknięciu szkół, takich sytuacji jest w Polsce coraz więcej. Liczby rosną w szybkim tempie. Jak wynika z czwartkowych danych Ministerstwa Edukacji i Nauki, w trybie stacjonarnym nie uczy już ponad 10 proc. szkół w całym kraju. W zdecydowanej większości nauka jest prowadzona w trybie mieszanym, nie całkowicie zdalnym.

Jak wzrasta liczba zakażeń w całym kraju, to wzrasta też w szkołach. Wzrasta więc też liczba dzieci i młodzieży, które na kilka dni przechodzą w tryb nauki zdalnej. Powtarzam - na kilka dni, bo to jest tylko na okres kwarantanny. To wzrasta, ale zdecydowanie ponad 90 proc. dzieci i młodzieży w skali całego kraju uczy się stacjonarnej bez przeszkód

- mówił w Polskim Radiu minister Czarnek.

Według ostatnich danych statystyki ogólnokrajowe są "windowane" m.in. przez województwo lubelskie, w którym ponad 20 proc. placówek i 12,5 proc. uczniów przeszło na naukę zdalną lub mieszaną. Niemal 20 proc. szkół niepracujących stacjonarnie jest też w województwie podlaskim i warmińsko-mazurskim. 

.Restrykcje na Lubelszczyźnie? Może właśnie nie. Choć sytuacja jest paskudna

Więcej o: