27 marca okazał się dość pechowy dla pasażerów wycieczkowca "Norwegian Dawn". Podczas postoju na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej, ośmioro pasażerów - którym przedłużyła się lokalna wycieczka - spóźniło się na rejs o ponad godzinę, a statek odpłynął bez nich.
Wycieczkowiec "Norwegian Dawn" linii Norwegian Cruise Line odpływał po postoju na jednej z wysp, znajdujących się u zachodniego wybrzeża Afryki w Republice Wysp Świętego Tomasza i Książęcej. Ośmioro jego pasażerów nie zdążyło jednak wrócić na ostatnie wezwanie do wejścia na pokład, w związku z czym statek odpłynął bez nich - informuje CNN.
Pomimo wysiłków Straży Przybrzeżnej, która próbowała przewieźć pechowych pasażerów na statek łodziami transportowymi, grupie nie udało się ponownie wejść na pokład i musiała zawrócić na ląd. Pasażerowie utknęli więc w państwie wyspiarskim liczącym około 220 tys. mieszkańców.
Sytuację zaczęli relacjonować w mediach społecznościowych. Grupie udało się wydostać z wyspy na pokładzie innego statku i przybyć na kontynent afrykański. Pierwsza próba zabrania pasażerów z powrotem na "Norwegian Dawn" miała miejsce w poniedziałek 1 kwietnia w porcie w Bandżulu w Gambii, około 2800 mil (4500 km) od Wysp Świętego Tomasza i Książęcej. Rzecznik linii wycieczkowej powiedział jednak, że statek nie mógł wtedy bezpiecznie zabrać "zgubionych" ze względu na niekorzystne warunki pogodowe.
W rezultacie goście musieli gonić statek do Dakaru w Senegalu - oddalonego o około 160 km - aby we wtorek podjąć kolejną próbę wejścia na pokład, co w końcu im się udało. Jill Campbell, jedna z pasażerek, zrelacjonowała później w NBC News, że wraz z mężem przemierzyła siedem krajów w 48 godzin, aby dogonić statek.
Norweska linia poinformowała natomiast, że pomogła pasażerom z wizami, zwróci koszty podróży z Gambii do Senegalu, a całą sytuację określiła jako "bardzo niefortunną".