Ostatnie lata i wysoka inflacja przyzwyczaiły nas do tego, że ceny cały czas rosną. Dlatego tym bardziej miłym zaskoczeniem jest tegoroczny sezon wakacyjny, bo wyjazdy organizowane przez biura podróży wyjątkowo są... tańsze. To zasługa bardzo mocnej pozycji złotego. Dolar utrzymuje się poniżej 4 zł, euro zdarzało się zejść pod próg 4,30 zł. A to w tych walutach opłacamy wakacje - mówi Marcin Dymnicki, prezes TUI Poland w rozmowie z Business Insiderem. I jak dodaje, na niższe ceny wpływa też stabilna (choć wcale nie niska) cena paliw.
To oznacza, że możemy sprzedawać wycieczki taniej, nie schodząc z marży. Sprzedaliśmy już ponad 60 proc. oferty na lato 2024 ze średnią ceną 3 proc. poniżej zeszłorocznej
- mówi prezes TUI Poland. I wylicza, że tygodniowe wakacje to koszt średnio 3,4 tys. zł. Najdroższe kierunki to Cypr, Portugalia, a najtańsze - Tunezja, Egipt i Bułgaria.
Na początku czerwca Rainbow Tours podało informację o wielkości przedsprzedaży imprez turystycznych objętych ofertą sezonu "Lato 2024". Od momentu rozpoczęcia przedsprzedaży do końca maja wycieczki zarezerwowało ponad 383,5 tys. osób. To znaczący wzrost względem ubiegłego roku. Wówczas wycieczkę w tym samym okresie zarezerwowało 306,1 tys. osób. W tym roku operator odnotował więc przedsprzedaż wyższą aż o 25,3 proc.
Turystyka była jedną z branż, które na pandemii i lockdownach ucierpiały najbardziej. Rząd wprowadził nawet Bon Turystyczny, by wspomóc krajowy sektor. Sytuacja nadal się poprawia. CBOS w marcu podał dane, z których wynika, że na minimum dwudniowy urlop w 2023 roku wyjechało 61 proc. Polaków. To aż siedem punktów procentowych więcej niż rok wcześniej.
"Jest to też najwyższy wynik z notowanych przez nas, odkąd pytamy badanych o tego typu wyjazdy, czyli od roku 2012" - informował CBOS. W 2020 r., kiedy to kryzys związany z COVID-19 był najpoważniejszy, zaledwie 39 proc. Polaków wyjechało na urlop.